Znowu się obudziłam. Jednak nic nie widziam. Nie-poprawa. Widziałam czerń.
- No, nasza pacjentka już wstała...- zaczął ktoś mówić, jednak nie był to Joker. Może jego pracownik... nie... wstecz. Wspólnik.
Postanowiłam wstać. Jakoś utrzymałam się, gdyż jakiś metalowy pręt mi w tym pomógł.
Przetarłam oczy. Zaczęłam się przyzwyczajać do ciemności. Pierwszą rzeczą którą zobaczyłam był... stół lekarski?
Właściwie czemu się dziwić. Normalna rzecz w takim (myślę) miejscu...
-No...-ktoś zaczął.
Potem poczułam uderzenie pięścią w policzek. Zaczął krwawić. Nagle ktoś złapał mnie talii i podniósł. Zaczęłam kopać i walić pięściami o jego plecy, jednak on na to tylko westchnął.
Rzucił mnie na stół lekarski i przypiął pasami.
-Witaj cukiereczku...-rozpoznałam zielone włosy.
-Joker...-szepnęłam.
-We własnej osobie-odpowiedział.
Potem rzucił mi jakąś szmatkę na twarz.
-Co ty odwalasz debilu?!
Szmer narzędzi ucichł. Na to odpowiedział mi jego śmiech.
-Ah, te wasze ludzkie... Hmm... Paranoje?- znowu się zaśmiał.- Skąd ta powaga skarbie?
Podszedł do mnie i wcisnął mi tą samą szmatkę do ust.
-Zabhijes mhnie?-mówiłam ze szmatką w buzi.
-Takie samo pytanie zadała... zresztą nieważne-uśmiechął się.
Wiedziałam o kim mówi. Niedawno w mediach mówili, że Harley Quinn powraca do swojej dawnej osobowości.
-Wh takhim hazie ho chceh mi zhobić?- szmatka utrudniała mi mówienie.
-Powiedzmy, że coś na pewno.
Potem wziął przekaźniki prądu i przytknął mi je do skroni.
Poczułam ból. Ostry, okropny ból. Obraz rozmazywał mi się bardziej z każdą sekundą...
BINABASA MO ANG
Advance. Dziewczyna po Harley Quinn
Fanfiction3 część mojej opowieści... Myślę że się Wam spodoba ;)
