Anka, średniego wzrostu dziewczyna o średniej długości, czarnych włosach szła w kierunku szatni w swojej szkole. Upragniony weekend, wreszcie! Dzisiejszy dzień w szkole pierwotnie miał być przyjemnym i całkiem krótkim, a wyszło... cóż, inaczej. Najpierw na polskim nauczycielka zaprosiła ją do odpowiedzi z renesansu. Hmm, nie byłoby z tym pewnie problemu, gdyby nie to, że dziewczyna była kompletnie nieprzygotowana i kobieta siedząca przy komputerze z dziwnym wyrazem twarzy musiała jej wpisać drugą jedynkę w tym roku. To była pierwsza nieprzyjemna rzecz w szkole, która ją dziś spotkała. Drugą sytuacją było to, kiedy chłopaka z jej roku dopadło dwóch typów ze starszej klasy. Cóż, Maks, bo tak się nazywał jej kolega z klasy, nie był zbyt śmiałym osobnikiem. Z reguły trzymał się na uboczu i zdecydowanie nie szukał problemów. Niestety, nie szukał również grupy znajomych. Przynajmniej nie w realu i Anka o tym wiedziała. Zresztą, znała go dobrze jako chyba jedyna w ich klasie. Maks z nikim poza nią raczej nie utrzymywał kontaktu w klasie. Cóż, w tym przypadku również nie potrafił sobie poradzić, dlatego Anka widząc go w tarapatach podeszła i ich przegoniła. Niczym ciężkim to nie było, bo rzuciła jedynie coś w stylu "Chcecie coś od niego?". A ta dwójka? Uśmiechnęli się tylko i wzruszyli ramionami, po czym się oddalili. Cóż, Anka była trochę chłopczycą. Dobra, nie należała do brzydkich dziewczyn, nie ćwiczyła, ani nic, ale zazwyczaj trzymała z chłopakami i parę razy się z kimś biła, niby na żarty, nie jakieś poważniejsze bójki, jednak należała do osób, z którymi nikt nie chciałby się bić. Raz, że dziewczyna i by się pewnie ktoś musiał hamować... a ona już tego robić by nie musiała. Kiedy dziewczyna została zapewniona przez Maksa, że wszystko w porządku, poszła na ostatnią lekcję, która już na szczęście zleciała szybko i przyjemnie. Jak to religia.
Teraz możemy wrócić do początku. Anka musiała wziąć kurtkę z szatni, bo na dworze nie było zbyt ciepło mimo tego, że był już marzec. Niektóre dni były już naprawdę ciepłe, temperatura sięgała 15, czy nawet 20 stopni. Ten piątek jednak był chłodny i kurtka była już czymś nieodzownym. Kiedy dotarła do szatni, jak zwykle o tej porze były tam tłumy uczniów zabierających swoje rzeczy. Przedarła się pomiędzy nimi, zabrała kurtkę i udała się w drogę powrotną. Po dwóch minutach wyszła już przed stary budynek szkoły i wciągnęła głośno powietrze, wciągając równocześnie zapach spalin i... dobra, głównie spalin. Rozejrzała się, jednak nie dopatrzyła się nikogo znajomego w zasięgu wzroku.
Nie zostało jej w takim przypadku nic innego, jak ruszyć w kierunku swojego mieszkania, w którym mieszkała z rodzicami. Oddalone ono było jakieś 25 minut na piechotę od szkoły, więc narzekać nie mogła. Kiedy miała już za sobą jakieś 5 minut drogi za sobą, to usłyszała za sobą szybkie kroki.
— Siema Jack — Jack tak naprawdę nie miał na imię Jack, tylko Jacek, ale zawsze mówiła mu Jack, fajniej to brzmiało. Znali się od paru dobrych lat i to właśnie Jack był jej najbliższym przyjacielem z sąsiedztwa. To on wciągnął ją w gry. Grywali razem w League of Legends, nawet w CSa próbował ją nauczyć, jednak strzelanki nie były dla niej. Prócz tego grali jeszcze w RPG, razem lub osobno i dzielili się spostrzeżeniami. Był jednak jeden problem w ich znajomości. Jacek się w niej kochał, kiedy ona widziała w nim tylko przyjaciela. Cóż, friendzone to nieprzyjemna sprawa. Oboje mieli po 18 lat, ale z nikim się nie umawiali, woleli grać, oglądać filmy, seriale. Cóz, zachowywali się jak para, ale jednak nią nie byli i dziewczyna nie dopuszczała go blisko siebie. Uznawała, że związki nie są dla niej i związek zepsułby ich znajomość. Nie widziała jednak tego, że Jack cierpiał w takim rozrachunku. Chociaż, gdyby wiedziała, to pewnie uznałaby to za mniejsze zło, niż gdyby miała mu złamać serce po jakimś czasie.
— No siema Anka, co dziś robimy? — Rzucił rześko, posyłając jej uśmiech na powitanie, po czym oboje po chwili ruszyli dalej w stronę jej mieszkania. W końcu i tak mieszkali blisko.
