~1~

33 6 0
                                        

Pierwszy września... Pierwszy, a zarazem najgorszy dzień szkoły. Nienawidzę... Nienawidzę tu przychodzić... Po co wstawać o 7, żeby przyjść do szkoły na 3 godziny i powitać nowy, "lepszy" rok szkolny? W sumie, jestem tu tylko żeby odebrać plan lekcji.

Gniję w tej szkole już rok. Zostały jeszcze dwa... Jest mi tu ani nie dobrze, ani nie źle... Jestem nikim. Nic nie znaczącą dziewczyną. Nie mam znajomych, a o przyjaciołach nawet nie wspomnę... Każdy jest tu arogancki i fałszywy. Nie ufam ludziom. Nienawidzę ich. Trzymam ich na dystans. Taka jestem. Nie zmienię się dla drugiej osoby. Nikomu nie ulegnę.
Mam 16 lat. Po maturze i po mojej osiemnastce wypierdalam stąd jak najprędzej. Nowe miasto, do tego studia. Zmieni się tylko moje otoczenie. Ludzie nadal będą źli. Olewam ich. Przyzwyczaiłam się do nich. Żyje własnym życiem, mam wyjebane i jestem szczęśliwa. Szczęśliwa, ale jednak nie do końca. Jednak brakuje mi osoby, której mogę się wygadać, powierzyć jej moje sekrety. Muszę sobie rodzić sama. Nikt mnie nie zna. Wszyscy myślą, że jestem przeciętną uczennicą, z dobrym zachowaniem, nie sprawiającą problemów. Niektórzy może znają mnie ciut bardziej, ale tylko dlatego, że np. mieszkają ze mną lub chodzą do jednej klasy. W szkole jestem znana głównie z ciętych riposty i różnych sprzeczek. Nie pozwalam ludziom mnie obrażać. Na dodatek centralnie za moimi plecami. W takiej sytuacji dogaduję im i nie odpuszczam... Potem zamykają się już na dobre. I nie mam z nimi większych problemów. Jestem stanowcza, skryta, mam wiele sekretów. Nikt nie wie, że mam depresję, tne się, nawet moi rodzice nie wiedzą. Nie wiedzą, że w nocy wymykam się z domu żeby zapalić, trochę się napić. Wtedy się choć trochę uspokajam. Dostaję kieszonkowe, więc nie ma dla mnie problemu poprosić jakiegoś pijaka sprzed sklepu o zakup towaru, dopłacę i po problemie...
Do każdego jestem negatywnie nastawiona. Nie mam problemu ze znienawidzeniem człowieka.

~~~
Codziennie rano chodzę 15 minut pieszo do szkoły. Dzisiaj nie jest inaczej. Idę głównie przez parki, wąskie uliczki i osiedla, więc gdy wracam do domu, a na dworze jest dość ciemno- czuję się niebezpiecznie. Zawsze wracam sama, więc byłabym dobrą ofiarą jakiegoś złodzieja, gwałciciela lub porywacza.

Jak codziennie rano w drodze do szkoły mam w uszach słuchawki. Jestem ubrana "elegancko". W końcu to pierwszy dzień szkoły. TRZEBA ubrać się ładnie... Tylko po co? Bo to uroczystość? Nie widzę nic uroczystego w rozpoczęciu i zakończeniu szkoły. Mam na sobie czarne rurki, buty na grubym, ale niskim obcasie. Zabudowane  (oczywiście, że czarne), ponad kostkę. Jest ciepło, więc zwykła, biała koszula włożona do spodni wystarcza. Czuję się strasznie nieswojo. Zakładam na siebie czarną, rozpinaną bluzę z kapturem. Od razu lepiej. Tak, jest ona czarna. Bo czemu nie?

Wchodzę do budynku. W środku jest pełno ludzi. Klasy pierwsze- dużo nowych twarzy. Widzę też znajome buzie, które nie zwracają na mnie uwagi. Kieruję się do szatni, gdzie przebieram buty na czarno-białe Vansy old-skoole. Zakładam plecak na plecy i ruszam w stronę klasy.

W środku uczniowie siedzą na stołach, przy tablicy, na krzesłach i są pochłonięci rozmową. Zajmuję miejsce w przed ostatniej ławce przy oknie. Jest wolna, nikt przy niej nie stoi. Siadam i ponownie zakładam słuchawki. Siedzę już dobre 5 minut, patrząc się na ludzi wokół mnie.

Zadzwonił dzwonek. Klasa się uspokoiła i usiadła na swoje miejsca. Przeczekaliśmy chwilę, a do sali wszedł nauczyciel. Był bardzo młody. I nowy. Nowy nauczyciel? W drugiej klasie? Dlaczego o niczym nie wiedziałam? Ah, może dlatego, że nie interesuję się życiem szkoły? No tak, dlatego..
Był przystojny. Miał czarne włosy i lekki zarost. Budowa całkiem ok, fajny ubiór i piękne, zielone oczy. Nowy wychowawca- czemu nie?

Radź sobie sama.Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz