Jesteś moim tlenem

68 3 2
                                        

  Dni mijały z dnia na dzień, a Kasandra coraz bardziej się zmieniała. Po odwyku przytyła kilka kilogramów, ale to wciąż było za mało. Przy wzroście sto siedemdziesiąt ważyła jedynie trzydzieści kilo. Jej ciało wyglądało dosłownie jak worek kości, ale to się nie zmieniało. Wszyscy widzieli nadal w niej tą samą nudną Kasandrę, która była gruba i wolna. To ona zawsze na zajęciach wychowania fizycznego była wybierana jako ostatnia pomimo tego, że świetnie broniła gdy grali w piłkę nożną lub ręczną. Z wielkim trudem i bólem serca Kasandra tego dnia zeszła z łóżka. Dokładne tego dnia rok temu zemdlała w szkole i okazało się, że ma anoreksję. Dziś trzynastego lutego, niby dzień jak każdy, ale według niej było to strasznie trudne ponownie wrócić do szkoły gdzie nadal była "tą Kasandrą". Powoli zeszła z łóżka wkładając w to wiele trudu, bo nadal nie miała siły żeby zejść z tego łóżka, ubrać się i iść do szarego, ponurego budynku zwanego szkołą. To miejsce jedynie nauczyło ją czym jest ból i cierpienie. Podeszła powoli do szafy i wyciągnęła z niej czarny dość obcisły sweter, który będzie na niej wisiał oraz czarne rurki. Na jej nogach wyglądały okropnie, tak jakby na same kości założył materiał opinających spodni. Nie założyła luźnych spodni, nie odważyłaby się. Nie chciała wyglądać jeszcze bardziej strasznie niż już wygląda. Powoli założyła na siebie przyszykowane ubrania, ale zanim wciągnęła na swoje ciało sweter policzyła dokładnie wszystkie żebra. Zacisnęła dłonie w pięści i chciała uderzyć w lustro, ale się powstrzymała. Przecież ono niczym jej nie zawiniło. Zła na na siebie jak i na cały świat chwycił torbę, która była lekka, ale dla niej była okropnie ciężka. Brunetka wyszła powoli z pokoju i przed drzwiami zostawiła torbę. Spojrzała na brata stojącego we framudze drzwi od kuchni, ale nic nie zrobiła. Nie zareagowała.na jego słaby uśmiech. Po prostu odwrócił się od niego i ruszyła w stronę drzwi do łazienki. Spojrzała w lustro i ponownie zobaczył ten worek kości. Ciemne, długie włosy opadały na jej twarz. Chudą, kościstą twarz z podkrążonymi oczami i dużymi szarymi oczami. Tylko to w sobie od zawsze lubiła, duże, szare oczy przypominające jej o mamie. Niestety kobieta odeszła zanim Kasandra skończyła dwanaście lat, a ojca nigdy nie poznała. Opiekę nad nią przejął jej brat i kilka lat później jego obecna narzeczona. Kasandra rozczesała włosy i powoli wyprostowała je chcąc jakoś poprawić swój wygląd. Zakryła cienie pod oczami i wy tuszowała rzęsy choć wiedziała, że i tak nikt na nią nie spojrzy. Z gulą w gardle ruszyła do kuchni gdzie czekał na nią Olek i Lena. Oboje spojrzeli na nią z troską wymalowaną na twarzy i przyglądali jej się uważnie gdy dziewczyna zajęła miejsce obok swojego brata i zaczęła jeść śniadanie. Musiała je zjeść jeśli nie chciała tam wrócić. Nigdy nie lubiła towarzystwa, ale bez brata tam czuł się samotna i porzucona. Nawet w pewnym stopniu tęsknił za Leną.                                                                                                                                                        - Dziękuję. Smakowało mi. - Wyszeptała cicho i wstała od stołu.                                                                    - Proszę Kasandra. - Lena delikatnie się uśmiechnęła, ale Kasandra nie odwzajemniła jej uśmiechu - nigdy tego nie robiła.                                                                                                                              Brunetka chwyciła brata za dłoń i ściskając go delikatnie za nią dała mu znak, że chcę jechać. On bezbłędnie odczytał jej intencje i już po chwili oboje byli pod budynkiem szkoły.                              - Nie musisz tam iść. - Oznajmił Aleksander ściskając delikatnie dłoń siostry. - Możemy wrócić do domu.                                                                                                                                                                                      - Nie, zrobię to. - Brunetka spojrzała na niego zaszklonymi oczami i wyszła z auta chwytając wcześniej torbę i zarzucając ją na ramię.                                                                                                                      Ruszyła pewnie przed siebie i po przekroczeniu drzwi głównych wszystkie pary oczu zwróciły się w jej stronę. Ci co ją znali szeptali i dopytywali czy to na pewno ona, a ci, którzy jej nie znali chcieli się dowiedzieć kim ona jest. Kasandra powoli ruszyła do szatni ignorując głupie i ciekawskie spojrzenia uczniów. Zdjęła płaszcz i powiesiła go na haczyku, a potem zmieniła buty. Czarne trampki, które na czubkach miały własnoręcznie napisane dwa słowa. "Dasz radę", wiedziała dobrze kto je napisał. Damian - jedyny chłopak w tej szkole, któremu nie przeszkadzało to jak wyglądała. Jedyny mężczyzna, który potrafił bronić ją jak lew przed bandą wrednych nastolatek obrażających ją i jej wygląd. Ona jednak nie wiedziała jednej rzeczy - on ją kochał. Kasandra pogrążona w rozmyślaniu nad dawnym przyjacielem udała się pod salę językową. To tam dzisiaj miała mieć pierwszą lekcję. Usiadła jak zwykle pod salą i czekała na dzwonek, który zadzwonił o dziwo szybko. Weszła wolno do sali patrząc na noski swoich trampków, dzięki temu chciała uniknąć kontaktu wzrokowego ze wszystkimi. Usiadła w swojej dawnej ostatniej ławce jak zwykle i rozejrzała się po klasie. Wszyscy patrzeli na nią, a ona na nich. Wszystkie miejsca były zajęte, jedynie jedno zaraz po przekątnej było wolne, przygryzła wargę i nagle interesujący dla niej stał się róg zeszytu.                                                                                       - Przepraszam za spóźnienie! - Po klasie rozniósł się krzyk, tak dobrze znany jej głos. - Dobrze, zaczynamy. - Nagle nauczycielka przestała przyglądać się Kasandrze i zaczęła prowadzić lekcje.      Brunetka była jej wdzięczna za to, że nie zapytała jej o nic. W pewnym momencie spojrzała na pierwszą ławkę od ściany. Chłopak już nie był wątły i szczupły. Przez rok jak go nie widziała, zmężniał. Przez jego koszulkę widać było lekki zarys mięśni, nie przesadzony i nie za mały. Chłopak miał na sobie czarną koszulkę z logiem tak dobrze znanego im obojgu zespołu. Three Days Grace, brzmiał napis na jego piersi. W pasie przewiązana była czerwono-czarna koszula w kratkę, a na nogach czarne, ale nie idealnie przylegające spodnie do jego nóg tylko troszkę luźniejsze. Na stopach miał identyczne trampki jak ona, ale nie była pewna czy nadal ma na nich nadal starannie napisany przez nią napis. Nagle on spojrzał na nią i uśmiechnął się niepewnie, ale ona nie odwzajemniła jego uśmiechu - nawet jego, kiedy wcześniej zawsze to robiła. Odwrócił wzrok i starannie przepisywała to co napisała na niej pani profesor. Tak samo robiła na kolejnych lekcjach, a gdy tylko dzwonił dzwonek na przerwę uciekała do biblioteki. Po siedmiu godzinach założył płaszczyk i zmieniła trampki na swoje ukochane glany. Szybko wyszła z szatni i ruszyła do wejścia głównego, ale zatrzymało ją delikatne szarpnięcie w tył.                                                - Nawet się nie przywitałaś. - Wyszeptał ktoś za nią i odwrócił ją powoli przodem do siebie. Stali przez chwilę patrząc w swoje oczy. Szare patrzyły w niebieskie, zatroskane i pełne żalu oczy. Jego czarne włosy były ścięte, już nie miał długich włosów. Teraz były krótkie i zaczesane do góry oraz ułożone.                                                                                                                                                               - Tęskniłem za tobą. - Wyszeptał i przytulił ją bez ostrzeżenia. Nie odwzajemniła uścisku ale też nie odepchnęła go. Po prostu zaczęła płakać.                                                                                                      - Ja za tobą też. - Załkała i przytuliła się do niego.                                                                                                  - Spotkajmy się jutro. - Wyszeptał do jej ucha. - Park przy twoim domu. - Dodał i musnął jej policzek delikatnie ustami, niby przypadkiem.                                                                                                    Kasandra odwróciła się kiwając głową i ruszył w stronę auta brata. Wsiadła i bez słowa czekała aż on ruszy. Zrobił to dopiero po chwili. Wrócili do domu, a ona rozbierając się i poszła do kuchni na obiad. Lena doskonale wiedziała co ma przygotować więc Kasandra bez słowa zjadł wszystko. Kasandra pomogła Lenie pozmywać, ale nie zamieniły między sobą żadnego słowa. Brunetka wróciła do swojego pokoju i tam jak zwykle słuchała muzyki i czytała. Po raz kolejny czytała "Lśnienie" Stephen'a King'a. Na drugi dzień wstała na śniadanie i po nim poszła do pokoju. Potem na obiad i zaczęła się szykować na spotkanie. Nie była pewna czy dobrze robi, ale postanowiła iść. Założyła czarną obcisłą u góry i rozkloszowaną u dołu z długim rękawem sukienkę. Czarne rajstopy i zakolanówki oraz czarne, krótkie botki na grubym obcasie. Niepewnie, ale jednak umalowała się. Cienie pod oczami zakryła korektorem, umalowała usta tylko błyszczykiem, a oczy jak rok temu mocno podkreśliła. Tusz to rzęs, kreska i czarna kredka na linie wodną. Włosy rozpuściła i uśmiechnęła się do siebie gdy przypomniała sobie o mocno turkusowych końcówkach jakie miała kiedyś. Zadowolona obejrzała się w lustrze i ruszyła do salonu gdzie był jej brat i Lena.                                                                                                                                         - Wychodzę dzisiaj z Damianem. - Uśmiechnęła się delikatnie, ale zaraz potem skarciła się za pokazywanie innym emocji.                                                                                                                                               - Dobrze, ale wróć do domu. - Poprosił jej brat, a Kasandra pomyślała o tym jak wyszła kiedyś na miasto i zemdlała. Szukali jej przez dobrych kilka godzin.                                                                               Dziewczyna pokiwała tylko głową, założyła czarny płaszcz i wyszła z domu trzaskając delikatnie drzwiami. Ruszyła do parku gdzie umówiła się z dawnym przyjacielem. Chłopak już na nią czekał na pierwszej ławce po jej prawej. Patrzył się na nią z wielkim uśmiecham na ustach. Ona za to skanowała go bezwstydnie od góry do dołu. Czarne glany, czarne jeansy i czarna kurtka z dodatkiem czarownych detali oraz dodatkowo pieszczocha - kiedyś i ona taką miała. Kiedyś byli jednością, identyczni i dziś wyglądali jak kiedyś, ale nie byli tacy sami.                   - Przejdziemy się, a potem pójdziemy do mnie, bo kupiłem film. - Podszedł do niej i objął ją ramieniem. Nie była niska, ale przy nim wyglądała jak kruszynka. Dodatkowo taka szczuplutka, gdy on otaczał ją umięśnionym ramieniem.                                                                                                                Chodzili po parku z cztery godziny cały czas rozmawiając i śmiejąc się. Kasandra opowiedziała Damianowi wszystko co wydarzyło się przez rok gdy się nie widzieli. O odwyku i o tym jak trudno było jej to wszystko. Nawet powiedziała, że tęskniła za nim przez co zatrzymali się i troszkę dłużej patrzyli sobie w oczy. W końcu doszli pod dom chłopaka i weszli do środka. Rodziców bruneta nie było więc nikt nie będzie przeszkadzał im w oglądaniu filmu. Przygotowali popcorn i kubki na sok, a potem włączyli film do odtwarzacza DVD.                                                                                    - Wiesz, myślałem, że już cie nigdy więcej nie zobaczę. - Damian powoli i niepewnie pociągnął Kasandrę na swoje kolana. - Myślałam, że już nigdy ci tego nie powiem. - Wyszeptał chowając twarz w jej włosach i bawiąc się gumką zakolanówek.                                                                                            - Co takiego? - Zapytała i podniosła jego twarz chcąc spojrzeć w jego oczy.                                              - W sumie to już nic. Nieważne. - Zrezygnowany odwrócił głowę i bojąc się jej tego powiedzieć spanikował. Ona jednak ponownie odwróciła jego twarz w swoją stronę i widziała w jego oczach te cudowne iskierki.                                                                                                                                                                 Wrócili do oglądania filmu, Kasandra siedziała Damianowi na kolanach, opierając się o jego tors. Brunet bawił się nadal gumkami zakolanówek, które tak uwielbiał - szczególnie na jej nogach. Film się skończył, ale żadne z nich się nie ruszyło. Tak bardzo za sobą tęsknili. On położył dłonie na jej tali i przycisnął ją mocniej do siebie, tak jakby chciał ją zatrzymać żeby nigdzie i nigdy mu nie uciekła.  Kasandra uśmiechnęła się i wyswobadzając się z jego uścisku odwróciła się przodem do niego, nawet się tego nie spodziewała. Damian przycisnął swoje usta do jej i całował niepewnie, ale zachłannie. Cieszył się, że nie odepchnęła go od siebie i pozwoliła mu na to. Tak bardzo na to czekał.                                                                                                                                      - Jesteś moim tlenem Kasandra. - Wyszeptał odrywając się od jej ust i patrząc w jej piękne, szare oczy. - Kocham cię. Pozwól mi ci to pokazać. - Poprosił i położył dłonie na jej tali.                           - Też cię kocham. - Powiedziała powoli do jego ucha uświadamiając sobie, że powiedziała to na głos. Uśmiechnęła się i położyła dłonie na jego barkach przytulając się do niego.

____________________________________________________

Króciutkie, ale jest taki prezencik walentynkowy. :) 

Jeśli macie jakieś pytania to proszę bardzo. Tak samo nie pogniewam się jeśli napiszecie komentarz co wam się nie podoba, a co wam się podoba :) Klakierek!  

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Feb 14, 2017 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

Jesteś Moim Tlenem [one-shot]Stories to obsess over. Discover now