1

19.5K 629 27
                                        

W końcu nadszedł koniec tego cholernego teatrzyku, jeszcze kilka minut i opuszczę te przeklęte miasto na zawsze. Śmierć rodziców była dla mnie udręką, nieszczęśliwa miłość dolała tylko oliwy do ognia. Od marca znacznie się zmieniłam, ze szkolnego korytarza zniknęła słodka, urocza brunetka, a pojawiła się dziewczyna, która twardo stąpa po ziemi, pije i pali stanowczo za dużo. Stojąc tu czuje na sobie spojrzenie wszystkich, współczucie i żal, a to wszystko przez próbę samobójczą. Z moich zamyśleń wyrwał mnie głos mojej wychowawczyni:

- Zapraszam na środek Belle! Ma najwyższą średnią w całej szkole!Gratulację!

Pomimo strasznego przeżycia nie opuściłam się w nauce to jedyne co mogłam dla nich zrobić, zawsze lubili się chwalić zdolną i zaradną córką.Kiedy zakończył się cały teatrzyk ruszyłam ze świstkiem papieru w ręce dochodząc w końcu do domu. W drzwiach przywitała mnie moja siostra Tiffany,  totalne przeciwieństwo mnie niebiesko oka blondynka z chudymi nogami i piękną figurą, moja nie była zbyt spektakularna, trochę przybrałam przez ten czas. Blondynka pakowała ostatnie rzeczy z naszego mieszkania, gdy ja czekałam już w samochodzie. Podczas podróży w aucie panowała cisza, byłam zatracona w świcie muzyki.Moje myśli zajmował Nowy Jork , który miał być naszym nowym domem. Nieustannie myślałam jak to będzie wyglądać, kogo poznam, czy współlokator narzeczonego mojej siostry się ze mną dogada,z opowieści Jona wynikało, że jego współlokator to niezłe ziółko. Przez okno zauważyłam, że przejeżdżamy obok Central Parku, a po 10 minutach byłyśmy na miejscu. Opuszczając auto nie wiedziałam czego mogę się spodziewać.Kiedy wjechałyśmy windą na ostatnie piętro weszłyśmy do wielkiego pomieszczenia w środku stał Jon z chłopakiem, który zmierzył mnie wzrokiem, gdy Jon przytulał Tiffany.

-Bello, wiem, że to cię zaskoczy- ton głosu mężczyzny był tajemniczy.- Dostałem urlop i myy...

-Powiedz to wreszcie-przerwała mu moja siostra.

-Wyjeżdżamy na trochę, ale myślę, że dacie  sobie radę z Mattem.- Na mojej twarzy malowało się zdziwienie.

-Jasne, nie ma problemu!- krzyknęłam kiedy zamykali za sobą drzwi.

W pomieszczeniu nastała nie zręczna cisza, chłopak znów spoglądał na mnie zatrzymując się na moich pokaleczonych nadgarstkach, które po chwili zakryłam.Spojrzałam na niego niepewnie, był o wiele wyższy ode mnie, na oko metr dziewięćdziesiąt, na jego głowie znajdowała się burza brązowych włosów, a jego tęczówki były błękitne. Gdy chłopak się do mnie uśmiechnął, wiedziałam, że to jeden z tych szatańskich uśmieszków licealistów.


* Siemka! Mam nadzieję, że spodobał wam się rozdział dopiero zaczynam przygodę z pisaniem, a więc czekam na wasze opinie. Gwiazdki są mile widziane :) Rozdziały będę dodawać jak najczęściej. Do następnego ;* *

BuntowniczkaTempat cerita menjadi hidup. Temukan sekarang