Tego dnia padało, jakby wszechświat wiedział co miało się wydarzyć...
Właśnie wychodziłam ze szkoły na autobus, żeby jak najszybciej uściskać moją rodzicielkę, którą kochałam nad życie.
Byłam dziewięcioletnią dziewczynką z białymi włosami i szarymi oczami, zawsze miałam uśmiech na twarzy i widziałam świat przez przysłowiowe ''różowe okulary'', nie przejmowałam się zdaniem innych, bo tak uczył mnie tata, który zawsze był tym bardziej surowym rodzicem.
Przekraczając próg domu krzyknęłam
głośne -Wróciłam! - aby mama jak najszybciej znalazła się w zasięgu mojego wzroku.
Po chwili ją zauważyłam. Wycierała ręce o fartuch stojąc w korytarzu, chyba nie chciała pobrudzić moich ubranek, ale mnie one nie obchodziły, więc gdy tylko ją zobaczyłam, zamknęłam w uścisku pełnym miłości do niej i do całego świata. Spojrzała na mnie z dezaprobatą, ale wiedziałam, że tęskniła równie mocno co ja i już po chwili pogłębiła uścisk.
Uśmiechnęłam się do niej szeroko, na co zawsze się łapała i zapytałam -Co na obiad? Odpowiedziała mi z pobłażliwym wyrazem twarzy -Spagetti, skarbie. Leć bo wystygnie, już ci nałożyłam. - uśmiechnęłam się jeszcze tylko i w podskokach pobiegłam do jadalni, po moje ulubione danie. Mama oparła się o framugę i patrzyła na mnie, nie wiem czemu, ale często to robiła. Za każdym razem miała szczęście wymalowane na twarzy, ale dziś była lekko zmartwiona, co zauważyłam mimo tego, że byłam tylko dzieckiem i już miałam zapytać co się stało, gdy ona odezwała się tym ciepłym głosem -masz lekcje kick boxingu dziś po południu, nie zapomnij. Przewróciłam oczami, bo tak naprawdę nigdy tego nie lubiłam, ale tata się uparł i od kiedy tylko pamiętam trenowałam różne style walk.
-Dobrze mamo - powiedziałam oblizując jednocześnie całe usta, miałam na nich pełno sosu, ale nie mogłam dosięgnąć fragmentu na policzku, więc wyciągałam język jak tylko mogłam. Mama widząc to zerwała kawałek ręcznika papierowego i wytarła mi całą buzię, bo mimo moich starań i tak miałam pełno pysznego sosu wszędzie, ale to nie moja wina, że on tak chlapie.
-Dziękuję, było pyszne, jak zawsze mamo! - powiedziałam zanosząc talerz do zlewu.
-Cieszę się kochanie, idź odrobić lekcje - pokiwałam głową i szybko pobiegłam do swojego pokoju z różowym plecakiem w rączce. Już siadałam do biurka, gdy usłyszałam niepokojące głosy z dołu. Chciałam wstać i zobaczyć co się stało, ale w tym samym momencie do mojego pokoju wpadła mama ciężko dysząc, ze strachem wymalowanym na twarzy. -Musisz się natychmiast schować kruszynko. Pamiętaj, że mama cię bardzo kocha i jest z tobą. Proszę tylko, pod żadnym pozorem nie wydawaj dźwięków. - powiedziała na jednych tchu.
-Mamo, przerażasz mnie. - powiedziałam cicho przez łzy. W tym samym momencie na dole usłyszałam jakieś przekleństwo i mama wepchnęła mnie do szafy, nie odzywając się już ani słowem. Byłam przerażona, ale uszanowałam prośbę mamy i byłam cicho. Chwilę później wszystko działo się jakby w zwolnionym tempie.
Mama wyjęła coś czarnego zza paska, czego nie zauważyłam wcześniej przez roztrzęsienie, ale wciąż nie do końca wiedziałam czym był czarny przedmiot. Dopiero gdy wydala serię strzałów w stronę drzwi zorientowałam się, czym był przedmiot. Był pistoletem, co wywołało kolejny szok w moim malutkim ciele, a jeszcze większy odczułam słysząc jęki bólu zza drzwi, do których celowała mama. Zasłoniłam dłonią usta, żeby nie krzyknąć ze strachu, tym samym zauważając, że całe moje policzki są mokre od łez.
Drzwi otworzyły się i zobaczyłam sylwetkę nieznajomego mężczyzny z wymierzonym pistoletem w mamę, ona nie pozostała mu dłużna i również do niego mierzyła, szybko pociągnęła za spust, ale żadna kula nie wydostała się z tego strasznego przedmiotu i wydostał się tylko głuchy dźwięk, na co mężczyzna uśmiechnął się kpiąco i również strzelił, ale w jego przypadku trafił i już po chwili kula wylądowała miedzy oczami najdroższej mi osoby.
Zareagowałam jeszcze bardziej histerycznym płaczem, który starałam się stłumić jak tylko byłam w stanie, co wyszło mi po części, bo mimo, że nie wydałam żadnego dźwięku to całym moim ciałem zawładnęły spazmy, a łzy płynęły strumieniami.
To był dzień śmierci mojej mamy. Po tym dniu już nic, nigdy nie było takie samo.
***
Okej misiaczki to moje pierwsze opowiadanie gdziekolwiek więc nie bądźcie zbyt surowi, przyjmę słowa krytyki na klatę, ale miło by było jeśli jakiś miły komentarz również by sie znalazł, jestem tylko człowiekiem i byłabym wdzięczna jeżeli pod tym rozdziałem będzie trochę gwiazdek i kilka komentarzy. Pozdrawiam ;*
YOU ARE READING
Ukryta Tożsamość
Teen FictionVeronica jest, dziewczyną kochającą szybką jazdę, z paczką ukochanych znajomych. Ukrywa siebie pod maską tej grzecznej, żeby nie sprawić zawodu rodzicom. Zayn jest chłopakiem, przed którym ostrzegają rodzice, a którego każda chce mieć dla siebie. Uk...
