[1] Uciekaj

90 8 5
                                        

Śnieg sypał się z nieba zabarwiony sadzą z wygaszanych w pośpiechu palenisk w domach i opadał na nasze blade z zimna twarze wyrażające najgłębszy strach. Szliśmy zebrani w luźną kupę, każdy obok każdego, prawie gęsiego. Wśród ludzi widziałam sąsiadkę z naszej kamienicy, na rękach leżał jej trzyletni synek. Miał przymrużone oczka jakby spał, oddychał wolno. Kobieta głaskała go delikatnie po twarzy. Trzymałam młodszego brata i matkę za rękę, a ona ojca. Uciekaliśmy w pośpiechu. Nie chcieliśmy opuszczać domu, naszych łóżek, zabawek, książek. Miejsca, w którym się wychowaliśmy i dorastaliśmy. Zostawiliśmy rzeczy, zdjęcia, w których były zawarte nasze wspomnienia. Jednak musieliśmy. Inaczej czekałby nas gorszy los.

Po policzku spłynęła mi drobna łza, którą wytarłam szybko, puszczając rękę brata. Czarnowłosy wywrócił się o nierówne podłoże pokryte śniegiem i wystające spomiędzy niego gałęzie. Ojciec prędko złapał go za ramię i usadził na swoich. Brązowa kurteczka chłopca była przemoczona od ciągłych upadków. Chude nóżki zwisały bezradnie w dół zaopatrzone wyłącznie w niezbyt grube spodnie i sznurowane, szare buty. Mężczyzna o czarnych włosach owinął się długim, ulubionym szalem, który zabrał ze sobą podczas ewakuacji. Syn uśmiechnął się blado, przymykając zmęczone szaroniebieskie oczy. Ostrożnie ułożył głowę obok niego.

Gdzieś z przodu ponaglił nas niemiecki krzyk. Ludzie przyśpieszyli w milczeniu. Buty grzęzną w śniegu, coraz ciężej mi iść. Noc była chłodna. Lekkie ubrania, które mieliśmy na sobie, nie chroniły nas przed zimnem. Jakiekolwiek światło mogłoby wzbudzić niepożądaną uwagę, więc szliśmy w szarym blasku księżyca skrywanego za kłębiącymi się chmurami. Byliśmy coraz bliżej wyjścia z miasta. Gdy obracam się w tył, widzę tylko ludzi, ich posępne twarze zwieszone w dół. Jestem za niska, by dojrzeć, co kryje się za nimi, lecz parę świateł, które widziałam, gdy wychodziliśmy, już dawno zniknęło pośród konarów drzew. A może jednak już dawno jesteśmy za? Nie wiem. Gdy pytam się taty, on milczy.

Słyszę nagły głośny szelest łamanych gałęzi i krzyki. Odwracam się, rozbudzona tym hałasem. Padają pojedyncze strzały, które przeradzają się w długą salwę w naszym kierunku. Drobne patyki odskakują w przerażonych ludzi.

- Die Russen! Die Russen! - krzyczą kobiety w tyle. Jeden z prowadzących nas ludzi powtarza jej słowa. Ludzie zaczynają uciekać w różnych kierunkach i tratować się nawzajem. Strach ogarnia mnie całą, lecz nie popadam w zbędną panikę. Co się dzieje?

Na moją mamę naskakuje mężczyzna. Jego twarz wykrzywia ból, a z lewego boku leci gęsta, czerwona krew. Zauważam ledwie widoczną przez fałdy brudnego materiału głęboką ranę. Kobieta próbuje go zrzucić, lecz on trzyma się mocno.

- Du hilfst - mamrocze, ciągnąc ją za ubranie i czarne włosy.

Tata biegnie jej na pomoc. Uderza go łokciem w ranę. Mężczyzna krzyczy i upada. Przebiega po nim inny mężczyzna. Zaczynamy uciekać, wokół nas również biegną ludzie. Krzyczą, zagłuszając ciągłe wystrzały. Ci, co nas atakują, też krzyczą, nie rozumiem ich języka. Dziwnego i zawiłego, brzmi groźnie. Jedna z kul pada dość blisko, skręcamy niczym stado jeleni. Zapuszczamy się w coraz większą gęstwinę. Nic nie widzę, śnieg zasłania mi widoczność. Mój brat zaczyna płakać, lecz dzięki temu wiem, że jestem blisko nich. Łapie mocniej rękę mamy. Ona prowadzi, mijamy ludzi. Skręcamy w prawo, wypadając z tłumu w mrok.

Chyba ich zgubiliśmy. Zwalniam, stając się ciężarem. Łapczywie łapię haust powietrza i zatrzymuję się. Nogi pieką mnie od wyczerpującego biegu i śniegu, który wpadł do butów. Chcę go wytrzepać, lecz nie mam na to czasu. Jesteśmy tylko my. Wrzaski osłabły, a z nimi ja.

- Es lauft schneller, Baby - mówi matka, patrząc w przód i nasłuchując.

Idziemy dalej, prosto, w las. Zgubiliśmy się, ale jesteśmy bezpieczni. Bezpieczni? Nie potrafię przyzwyczaić się do takiego odczucia spokoju. Coś drąży we mnie ten niepokój. Wokół nas jest tylko ciemność, zostaliśmy sami. Gałęzie delikatnie szeleszczą na wietrze, uderzając o siebie. Zdaje mi się, że słyszę kroki.

Powstań, meine Kinder ✔Stories to obsess over. Discover now