ROZDZIAŁ I

147 10 5
                                        

24 grudnia, rok 2023 

Wigilia, 

Great Barrington, Massachusetts.


- Jason, pośpiesz się, jesteśmy gotowi - wykrzyknęła Haley do swojego młodszego brata, który od kilku godzin przesiadywał we własnym pokoju. 

Zawsze podczas okresu świątecznego jest podobnie. Dużo zamieszania i rozgardiaszu, a koniec końców sama kolacja wigilijna trwa raptem kilkanaście minut. Rok temu na stole znajdowało się mnóstwo jedzenia, jednak tym razem Haley postanowiła, że zmniejszy wszystko o co najmniej połowę. Stwierdziła, że gotowanie sporej ilości jedzenia dla trzech osób to strata czasu. Święta straciły swój blask odkąd nie ma tu już rodziców. Mija drugi rok, a tęsknota za ich brakiem przy wigilijnym stole wciąż była taka sama. Jedynym powodem dla którego brunetka stara się zapewnić w domu klimat świąt jest Jason. Młodszy brat, który do dziś nie pogodził się ze śmiercią dwójki rodziców i to w jednym momencie. To bardzo ciężki okres dla dziecka mającego raptem jedenaście lat. Haley oraz Fitz próbują zapewnić mu drugi dom, ale nie jest łatwo. Oboje są bardzo młodzi i nie widzieli siebie w roli rodziców jeszcze dwadzieścia cztery miesiące temu. Wiadomo, że życie bywa bardzo przewrotne, ale nie spodziewali się, że aż do tego stopnia. Tak jakby nie mieli wyjścia. 

Dziś jest wigilia. Magiczny dzień, który tak samo jak rok temu przyprawił Haley o potok łez. Od kilku godzin przygotowania kolacji szły na przemian z płaczem, który wcale nie pomagał, a szczególnie przy Jasonie, który na pewno wiedział czym spowodowany jest ten nastrój u jego starszej siostry. Zawsze w domu o wszystko dbała mama, a dzieci tylko jej w tym pomagały. 

Chłopiec kilka minut po tym, jak za drzwiami swojego pokoju usłyszał własne imię, ruszył w kierunku salonu. Wołanie siostry wyciągnęło go z czegoś co ostatnimi czasy pomaga mu się przenieść do innego świata i chociaż na chwilę zapomnieć. Chodzi tu oczywiście o gry komputerowe. Haley nie zabraniała mu w nie grać. Co prawda doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że istnieje wiele innych form rozrywki niż przesiadywanie przed komputerem, ale to dla niego ciężki okres i jeśli pomaga mu to uciec od smutku, to nie mogła mieć nic przeciwko. Kiedy chłopiec był już na dole, stół był pięknie udekorowany wraz z niesamowicie pachnącymi potrawami. Zdecydowanie wyróżniał się tam Indyk, specjalność rodziny Haselton.

- Jason, co Ty masz na sobie? leć na górę i się przebierz - skwitowała siostra, gdy zobaczyła brata w piżamie. Nigdy nie kazała mu się przebierać w garnitur czy inne oficjalne ciuchy do wigilijnej kolacji, jednakże piżama jest zdecydowanie strojem nie na miejscu. 

- Haley, daj mu spokój, bo jedzenie wystygnie - odezwał się zgłodniały Fitz, któremu już ślina leciała na samą myśl o posiłku znajdującym się na stole. To on spośród tej dwójki był tym, który dawał Jasonowi fory. 

- Ty się nie wtrącaj, dobra? Lepiej zająłbyś się wyciągnięciem talerzy. Skoro dziś nic nie zrobiłeś, to chociaż o to mogę Cię prosić, prawda? - lekko zdenerwowana i już nieco zmęczona odpowiedziała narzeczonemu. Od jakiegoś czasu jest zdecydowanie inna niż kiedyś. Już rzadziej się uśmiecha, tak jakby jej charakter obrócił się o sto osiemdziesiąt stopni. Fitz już zdążył się przyzwyczaić, że lepiej brunetce nie wchodzić w drogę. 

Jason w międzyczasie pobiegł na górę, aby się przebrać. Oczywiście nie był to jakiś oficjalny outfit. Po prostu zamienił piżamę na jasne, dżinsowe spodnie oraz czarną koszulę - taką samą jaką miał na sobie Fitz dzisiejszego wieczoru. Z całej trójki to właśnie Haley wyglądała najbardziej odpowiednio do nastroju i święta. Długa bordowa sukienka, która była na tyle obcisła, że mogła doskonale podkreślić jej figurę. Włosy miała proste z pofalowanymi końcówkami.

W radiu leciała piosenka "I'll be home for Christmas" Franka Sinatry, którego muzyka towarzyszyła rodzinie Haselton niemalże podczas każdych świąt. To ulubiony artysta ich zmarłej matki, więc tym bardziej nie mogło go tutaj zabraknąć. Przynajmniej w ten sposób mogli poczuć się tak, jakby faktycznie rodzice tu byli. Cała trójka spotkała się przy pięknie ozdobionej choince, która była przepakowana prezentami znajdującymi się pod nią. Nadeszła pora, aby przed wigilijną kolacją podzielić się opłatkiem i życzyć bliskim coś od serca. Tu również nie obeszło się bez łez w wykonaniu Haley, której z każdym kolejnym strumykiem spływającym po poliku ciężko było wydusić z siebie coś logicznego do powiedzenia. Koniec końców każdy z nich złożył życzenia drugiej osobie i mogli w końcu usiąść do stołu. Wedle ich rodzinnego zwyczaju zaczęli od indyka. Fitz rozciął go w taki sposób, aby każdy dostał z niego ulubioną z części. 

Długo nie trzeba było czekać na to, aby Haley zorientowała się że Jason jest nie w humorze na wigilijną kolację, bo indyka, którego dostał parę chwil wcześniej nawet nie ruszył. Jedynie przebijał go widelcem, rozwalając niemalże na strzępy na swoim talerzu.

- Jason, dlaczego nie jesz, nie smakuje Ci? - zapytała, chwytając chłopca delikatnie za rękę - może spróbuj barszczu z uszkami, czuję, że wyszedł znakomicie - dodała. 

- Nie, indyk jest naprawdę dobry. Smakuje prawie tak samo jak ten, którego robiła mama - odpowiedział, a podnosząc głowę zza jego bujnej grzywki wyłoniły oczy, pokryte łzami, które próbował powstrzymywać mocnymi pociągnięciami nosa.

- Heeeej, to że rodziców tutaj nie ma nie znaczy, że nie patrzą na Ciebie z góry. Na pewno są dumni że wyrosłeś na takiego fajnego faceta - starała się lekko uśmiechnąć, widząc w jakim stanie jest jej młodszy brat. Była kiepska w pocieszaniu, więc tak naprawdę jedynym sposobem na uspokojenie było podejście i go przytulenie. Haley rzuciła wzrokiem na Fitza, jakby chciała mu powiedzieć "no dawaj, zrób coś" - na szczęście on potrafił to robić i szybko zajął głowę chłopca czymś innym.

- Młody, spójrz pod choinkę, chyba Święty Mikołaj jechał do Ciebie na dwa razy, zobacz ile prezentów - odezwał się głos Fitza, który sam spróbował jakoś wpłynąć na Jasona. Chłopiec niechętnie, jednak spojrzał na dużą ilość prezentów pod drzewkiem.

- Leć, nie musisz jeść, jedzenie odgrzejemy później. Zobacz co tam masz - powiedziała Haley, popierając tymi słowami pomysł swojego narzeczonego. 

Młody Haselton wstał ze swojego krzesła i ruszył w stronę choinki. Nie było w jego poczynaniach takiego zapału jak zawsze, gdy byli tu rodzice. Ciężko było ich zastąpić, jednak Haley starała się jak tylko mogła. Jason zaczął od tych mniejszych prezentów, tych znajdujących się na samym brzegu. Było tam kilka rzeczy o które prosił w ostatnim czasie. Od gier komputerowych, po ciuchy swojego ulubionego zespołu koszykarskiego. Udawanym uśmiechem pokazywał parze, że prezenty mu się podobają, ale i tak chociażby żadnej z koszulek nie przymierzył na siebie. Na samym końcu znajdowało się jednak coś o czym marzył. Kiedy tylko otworzył pudełko, na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, który swoim zasięgiem przykrył łzy na jego policzkach. Był to Okulus. Zupełnie nowa gra na rynku, której wydano póki co tylko pięć tysięcy egzemplarzy, więc nawet młody Haselton nie mógł przypuszczać, jak ciężko było coś takiego zdobyć i przede wszystkim jak bardzo wykosztowała się jego siostra. Okulus jest to gra, która przenosi nas do innego świata, a przynajmniej nasze wyobrażenia. Wygląda tylko i wyłącznie jak kask na motor, który na swoim końcu ma kabel do komputera. Zakładasz go na głowę, a potem twój umysł robi wszystko za Ciebie. Jason od czasów śmierci rodziców nie był tak szczęśliwy jak dziś. Od razu podbiegł do swoich obecnych "rodziców" i bardzo mocno ich przytulił. Potem już tylko zniknął za drzwiami swojego pokoju. Podłączył Okulus do komputera, położył na łóżku i znalazł się w wirtualnym świecie. 

HuntersWhere stories live. Discover now