A co gdyby istoty, które znamy tylko z legęd, istniały naprawdę? Co jeśli są one częścią naszego codziennego życia, a jednak pozostają nie zauważone?
Jedną z takich istot jest światowej sławy łyżwiarz Victor Nikifor, jest on wampirem.
Aby odpocząć...
To jest pierwsze moje opwiadanie teho typu więc proszę nie złoście się jeśli coś napisałam źle. Poprawię się! Obiecuję. A teraz bez użalania się, zapraszam do czytania! ;)
Victor -Nie możesz wyjechać! Co z treningami?! Victor!-krzyczał za mną mój trener Yakov.
-Przepraszam, ale nie mogę zostać. Muszę wyjechać i odpocząć od tego wszystkiego. Jeśli zostanę mogę przysporzyć więcej kłopotów niż mógłbyś sobie wyobrazić.-powiedziałem ze smutnym uśmiechem na twarzy.
-Viktor poczekaj! Przecież zawsze możemy coś zaradzić, tylko powiedz mi o co chodzi.-krzyczał za mną z gniewem i jednocześnie desperacją w głosie.
-Nie mogę, to jest jedyny przypadek kiedy nie możesz nic na to poradzić. Żegnaj Yakov.- z tymi słowami odwróciłem się i ruszyłem w stronę automatycznych drzwi, prowadzących do wnętrza prawie pustego z powodu dosyć późnej pory lotniska.
Tym razem nikt z mojego otoczenia nie mógł mi pomóc. Mój problem był większy niż mój trener mógł sobie wyobrazić.
A mianowicie jestem wampirem.
W przeciwieństwie do tego co myślą ludzie, wampiry żyją i starzeją się tak jak normalne osoby, przez co jest tak trudno zorientować się, że ktoś jest jednym z nas. A my możemy żyć wśród ludzi niezauważeni.
Niektórzy z naszej rasy mają problemy z pragnieniem krwi i zamieniają się w łaknące krwi bestie. Na szczęście takie przypadki są dosyć sporadyczne.
Naukowcy naszego rodzaju wynaleźli coś w rodzaju zastępstwa krwi, ale cała substancja nie jest jeszcze doskonała i cały czas jest ulepszana. Ja w dalszym ciągu próbuję się zaspokoić się samą miksturą, ale jeśli spotkam człowieka o najlepszym i najsmakowitszym rodzaju krwi o nazwie „x” nawet mi jest trudno się opanować.
Mam zamiar wyjechać z Rosji i spróbować poukładać wszystkie myśli. Tak się składa, że wyjeżdżam do Japonii, gdzie aktualnie zatrzymał się mój przyjaciel Christophe. Tam samo jak ja jest łyżwiarzem i wampirem. On jedyny zna mój sekret.
Zatrzymam się j niego na może dwa dni a potem wynajmę mieszkanie. Kiedy w końcu znalazłem się w samolocie rozsiadłem się wygodnie i zasnąłem.
Podróż minęła mi bez przeszkód.
Kiedy tylko wypadłem z maszyny wyciągnąłem telefon z kieszeni i sprawdziłem widomości.
Jedna nie przeczytana wiadomość od Christopha.
„Victor czekam na ciebie przy wejściu na lotnisko”
Bez większego namysłu wziąłem swoje bagaże i szybkim krokiem skierowałem się do wyjścia z lotniska, gdzie czekał na mnie mój przyjaciel.
-Dawno się nie widzieliśmy co? Dobrze cię widzieć- powiedział blondyn o ciemnej karnacji.
-Ciebie też, dobrze wyglądasz.-opowiedziałem z uśmiechem na twarzy, i uścisnąłem drugiego mężczyznę.
-To co Vitya, jedziemy do mnie?-powiedział mój towarzysz jednocześnie obracając się i idąc w stronę wozu, ja bez zastanowienia się ruszyłem za nim.
Po jakichś piętnastu minut dojechaliśmy do mieszkania Christopha. Było ono dosyć spore jak na jedną osobę, a na dodatek bardzo nowocześnie udekorowane.
-Czuj się jak u siebie. Tylko niczego nie zepsuj!- powiedział blondyn jednocześnie puszczając do mnie do mnie oko.
-O to się nie musisz martwić. Poza tym i tak długo tu nie zostanę. Jak tylko znajdę ciekawą ofertę wynajmę jakieś mieszkanie, i się wyprowadzę.-powiadomiłem mojego tymczasowe gospodarza i zacząłem się rozpakowywać.
-Jak chcesz mogę zapytać mojego znajomego, on zajmuje się nieruchomościami więc powinien ci coś załatwić w szybkim czasie.-zaproponował Christoph.
-Dzięki, z miłą chęcią skorzystam.
Parę dni późnień
Yuri
Nie czułem się najlepiej, po ostatniej porażce na zawodach straciłem chęć do życia.
Niechciałem martwić nikogo moim problemami, więc starałem się spędzać jak najwięcej czasu poza domem.
Właśnie wybieram się na pobliskie lodowisko. Nie obchodzi mnie to, że za mniej więcej za godzinę zrobi się całkowicie ciemno, po prostu chcę pobyć sam na lodowisku nie odczuwając na sobie presji zawodów.
-Mamo wychodzę pojeździć na lodowisku!-krzyknąłem wychodzą z domu nie czekając nawet na odpowiedź matki.
-Dobrze kochanie, bezpiecznej drogi!-usłyszałem tylko cichy głos, kiedy zamknąłem za sobą drzwi.
Po krótkim czasie dotarłem do mojego ulubionego miejsca.
Wszedłem do środka i zobaczyłem moją przyjaciółkę z dzieciństwa. -Przepraszam, ale już zam... Yuri!- wykrzyczała radośnie moje imię i rzuciła na szyję.
-Tak dawno się nie widzieliśmy! Co tam słychać, przyszedłeś pojeździć?-radosnym głosem próbowała rozpocząć rozmowę. Ale ja nie miałem ochoty na rozmowę czułem się pusty w środku. Musiałem odreagować to na lodowisku, sam.
-Przepraszam Yuuko, ale naprawdę nie mam ochoty na rozmowę. Czy mogę pojeździć na lodowisku?- Zapytałem z wymuszonym uśmiechem na twarzy.
-Oczywiście, dla ciebie wszystko!-odpowiedziała niemal natychmiast energiczna dziewczyna.- Masz tu klucze jak skończysz to zamknij i przynieś mi klucze. Pa!
Zabrałem klucze i natychmiast ruszyłem na lodowisko.
Na lodzie spędziłem chyba z cztery godziny. Straciłem już rachubę, ale na polu było już zupełnie ciemno. Postanowiłem wrócić się do domu i zostać w swoim pokoju nie zwracając uwagi na nikogo.
Zabrałem swoje rzeczy, zamknąłem lodowisko i ruszyłem okrężną drogą w stronę domu.
Szedłem powolnym krokiem słuchając muzyki.
W jednej chwili pouczyłem czyjaś obecność za swoimi plecam, dwróciłem się i ujrzałem coś co nigdy nie powinno było mieć ze mną styczności.
Patrzcie co narysowałam! Yuri Katsuki!
Oops! This image does not follow our content guidelines. To continue publishing, please remove it or upload a different image.
Jej prolog już za nami. Mam nadzieję, że będziecie czekać na kolejne rozdziały. Nie chcę się rospisywać więc jak narazie tyle. Do napisania!