- Witam państwa na pokładzie samolotu DreamFly 514. - W podniebnej maszynie rozbrzmiał zachrypnięty głos kapitana. - Nazywam się Kevin Flover i przez następne sześć godzin to ode mnie będzie zależało państwa życie. Ale spokojnie, nie ma się czego obawiać, jestem doświadczonym i świetnie wyszkolonym pilotem. Tak więc w imieniu całej załogi, pragnę życzyć państwu spokojnej i przede wszystkim bezpiecznej podróży. Przewidywana godzina przylotu do Londynu to piętnasta czterdzieści.
Nienawidzę tanich linii lotniczych.
Po krótkim instruktażu młodej stewardessy, ubranej w elegancką, niebieską sukieneczkę, odmówiłam szybki pacierzyk z tematem przewodnim "Boże, ja nie chcę umierać". Lampki ostrzegawcze błysnęły mi w oczy i po chwili zaczęło się odliczanie. Trzy... dwa... jeden...
Latające pudło ruszyło i po kilku minutach mogłam podziwiać przez przymałe okno rzeszę malutkich budyneczków, zbitych w jeden kompleks mieszkaniowo handlowy, plus krążącą wokół nich epidemię kolorowych samochodzików. Żegnaj Nowy Orleanie.
W okresie wakacyjnym ciężko znaleźć jakikolwiek wolny lot. "Człowieki" wybierają się na długo oczekiwane, rodzinne wakacje, kiedy reszta musi użerać się z robotą. W dzisiejszych czasach ciężko zakończyć rok z pełną kiesą.
U mnie sytuacja prezentuje się następująco:
A. Nie mam rodziny.
B. Nie mam pieniędzy.
Cóż, już wyjaśniam fenomen mojego przypadku. Czyli definicję podpunktu A i B.
Wychowywałam się w jednym z tych uroczych domków jednorodzinnych w Dzielnicy Francuskiej. Nie był za wielki, ale wystarczający, aby pomieścić pięcioosobową rodzinę.
Ojciec.
Matka.
Stara babka.
Pies i ja.
Co do psa, babcia twierdziła że to dziadek. Wrócił do niej pod postacią szaroburego kundla, aby przypilnować, żeby żaden facet się do niej nie przystawiał. I póki widziałam jak psi dziadziuś szczekał i rzucał się na każdego, potencjalnego adoratora babci, wierzyłam w to.
Tak samo jak wierzyłam, że być może jako pierwszej w rodzinie uda mi się osiągnąć prawdziwy, życiowy sukces.
Nie zdążyłam nawet nacieszyć się tą wizją.
Krewni zadbali, aby mój plan na życie diabli wzięli.
Po prostu zniknęli.
Dokładnie tak, zniknęli zostawiając mi długi, sięgające sześciocyfrowych liczb!
Ba, jestem więcej niż pewna, że to od początku była przemyślana strategia. Wyjechali na wieczne wakacje, gdzie pławią się w luksusach i teraz ja za to bekam.
Ojciec zawsze powtarzał popalając swoje wiekowe cygaro:
- Dziecko, ty to życia nie znasz. Każdy prędzej czy później dostaje od niego porządnego kuksańca.
Teraz rozumiem, co w moim przypadku miał na myśli.
Ale kurde.
Miałam dopiero osiemnaście lat i masę innych planów na przyszłość niż taplanie się w tym gównie. Śmierdzącym depresją i nieustanną harówką.
Na szczęście w porę pojawiła się opcja RESET. Serio, chyba bym już totalnie ześwirowała.
Mój, już były sąsiad, Marshall Smith, dowiedziawszy się o całej sprawie, zaproponował mi dość nietypowe źródło dochodu. Możliwość szybkiego wyjścia na prostą.
Dołączyłam do organizacji przestępczej.
Tak, wiem że to brzmi dość poważnie, ale postawmy sprawę jasno.
Nie jestem złym człowiekiem! Po prostu czasami wkroczenie na ścieżkę zła jest jedynym możliwym rozwiązaniem.
Zaczęło się niewinnie. Od małych przewinień. Później biznes nieco się rozkręcił.
Tkwię w tej branży już trzy lata, ale to i tak za mało, aby mówić tu o dużych pieniądzach.
Niezmiennie ledwo wiążę koniec z końcem.
Długi nigdy nie ustają.
Ale to się zmieni.
Już wkrótce.
W końcu będę mogła zacząć nowe życie, pójść na studia, zatrudnić się w jakiejś kancelarii, a może nawet założyć rodzinę.
Mówiąc prościej mieć idealne życie i zostawić przeszłość za sobą.
Marshall Smith był dobrym sąsiadem. To dojrzały facet blisko pięćdziesiątki, który co prawda nigdy nie pożyczył nam cukru, ale jako szefuńcio tajnej organizacji przestępczej SNAV, dał mi możliwość odmienienia swojego życia. Jestem w trakcie realizacji bardzo "brudnego" projektu.
Ciągle ciężko mi uwierzyć że lecę samolotem wśród tych wszystkich szczęśliwych, niczego nieświadomych ludzi.
Zaraz... która godzina?
Ich ostatnia...
Żartowałam. Nie dopuściłabym się takiego strasznego czynu. Przynajmniej, nie ma na razie takiej potrzeby.
- Witam państwa ponownie, tu znowu wasz kapitan. - charakterystyczna chrypka pilota obiła się o moje uszy. - Z przyjemnością informuję, że lot odbył się bez większych przeszkód. Znajdujemy się w Londynie. Jest godzina piętnasta trzydzieści siedem i piękna, słoneczna pogoda za oknami. Dziękujemy za skorzystanie z usług naszych lini i mamy nadzieję do zobaczenia.
Dostałam zlecenie.
W Londyńskiej akademii policyjnej Wilsona, z niewiadomych przyczyn pojawiła się niejaka Rose Greenberg. Godność niby zwyczajna, ale jej wartość zdecydowanie ponad przeciętna. W końcu nie każda może się pochwalić pierścionkiem zaręczynowym od miliardera, światowej sławy pierwszoligowego boksera.
Jeśli o moją godność chodzi - Ashley Dalton /Miło mi/
A jeśli o moją wartość - pewnie wzrośnie w przeciągu paru tygodni.
Muszę tylko wywieźć z Anglii Rose Walery Greenberg.
*****
No to jedziemy z koksem.
Kochani, zapraszam was do komentowania i aktywnego udziału w tej opowieści :>
Xx.Kalosz
YOU ARE READING
Many-Many
Action"Kiedy rodzina znika i zostawia ci miliony długów do spłacenia, zostaje ci tylko nieczysta gra. Chcesz odzyskać pieniądze i normalne życie? To zasuwaj i przyprowadź mi tę dziewczynę". Ashley Dalton to 22 letnia mieszkanka Nowego Orleanu, która zami...
