Nerwowym ruchem zatknęłam za ucho niesforne pasmo włosów, które spadło mi na oczy. Spojrzałam na ceglaną ścianę przed sobą. Głęboki wdech i wydech.
Stałam na dworcu kolejowym w Londynie w miejscu, gdzie peron 9 przechodził w 10.
"Nie wierzę, że to robię. Ale dobra, raz sie żyje!" pomyślałam, po czym zaczęłam biec w stronę przeciewległej ściany.
Zamknęłam oczy, spodziewając się uderzenia, ale nic takiego się nie wydarzyło.
Zdziwiona otworzyłam oczy i rozejrzałam się dookoła. Znajdowałam się na zatłoczonym peronie. Większość ludzi miała na sobie normalne ubrania, jednak widziałam również takich, którzy nosili różne fikuśne szaty.
Moją uwagę przukuła czerwona lokomotywa, do której wlewało się morze uczniów, ciągnących wielkie, ciężkie kufry. Sama miałam podobny.
Spojrzałam w górę i zobaczyłam tabliczkę z napisem głoszącym, że jest to peron 9 i 3/4.
Odetchnęłam z ulgą. Dobrze trafiłam. Mimo tego, że już zaraz po tym jak zobaczyłam miejsce, w którym się znalazłam, wiedziałam, że jestem tu, gdzie powinnam być, to jednak widok tabliczki uspokoił mnie jeszcze bardziej.
Wszędzie wokół widziałam żegnające się rodziny, mniej lub bardziej wylewnie. Jedni płakali, drudzy wtulali się w matki, a jeszcze inni, zażenowani zachowaniem bliskich, starali się jak najszybciej im wyrwać, znaleźć przyjaciół i razem z nimi wejść do pociągu.
Westchnęłam w duchu. Moja rodzina nie była magiczna, więc nie mogli być tu razem ze mną. Zresztą nikt nie miał nawet na to czasu. Moja mama śpieszyła się na dyżur w szpitalu, ojciec był w delegacji, a moje młodsze rodzeństwo też miało dzisiaj rozpoczęcie roku w mugolskich szkołach.
Złapałam za rączkę kufra i z klatką z sową pod pachą zaczęłam ładować się do jednego z wagonów.
Kiedy w końcu udało mi się wtaszczyć bagaż do środka, zaczęłam szukać jakiegoś wolnego przedziału albo chociaż jakiegoś miejsca.
Wszędzie panował straszny tłok. Zdążyłam przejść już prawie cały pociąg, gdy nagle zobaczyłam dziewczynę, która siedziała sama.
Otworzyłam drzwi przedziału i zagadnęłam:
- Hej, można się dosiąść? Nie mogę znaleźć nigdzie miejsca.
Nieznajoma spojrzała na mnie, mówiąc przyjaznym głosem:
- No pewnie, siadaj!
Pomogła mi odłożyć kufer. Klatkę położyłam na siedzeniu obok. Hestia, moja piękna biało-brązowa sowa właśnie spała.
- Tak w ogóle to nazywam się Diana Smith - podałam jej dłoń.
- Floriana Longbottom, ale dla znajomych Flori - uśmiechnęła się życzliwie i uścisnęła moją wyciągniętą rękę.
Przyjrzałam się bardziej mojej towarzyszce. Brązowe włosy związane w warkocz, niesamowite szare oczy, średni wzrost. Była naprawdę bardzo ładną osobą.
- Pierwszy raz do Hogwartu, co? - zapytała.
- Tak. Cały czas nie mogę w to uwierzyć. Wydaje mi się, że to zwykły sen i że się zaraz obudzę z tego wspaniałego, magicznego świata.
- Jesteś z rodziny mugoli?
Spojrzałam na nią. Czy to ma jakieś znaczenie?
Ale ona nie patrzyła na mnie z wrogością tylko z ciekawością.
- Tak - przyznałam - W wakacje przyszła do nas do domu dyrektorka, pani McGonagall i wytłumaczyła wszystko. Początkowo nie mogłam w to uwierzyć. Zastanawiałam się, czy to nie jest przypadkiem jakiś żart, ale kiedy znalazłam się na ul. Pokątnej aż mi dech zaparło z wrażenia. To niesamowite miejsce. Podobno Hogawart to też wspaniałe miejsce. Nie mogę się doczekać, aż przyjedziemy. To mój pierwszy rok. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze. A ty? Który rok?
- Też pierwszy.
Cała podróż minęła nam na wspólnej rozmowie i wygłupach. Flori opowiadała mi co wie o naszej nowej szkole. O domach, o Wierzbie Bijącej, o Zakazanym Lesie i wielu, wielu innych rzeczach, o których wiedziała z opowieści rodziców i starszego brata. Słuchałam jej jak zaczarowana. Ja natomiast mówiłam jej o świecie mugoli, a ona nie mogła się nadziwić, jak radzą sobie oni bez magii. o
Odnalazłam w Florii bratnią duszę i wiedziałam, że się zaprzyjaźnimy. Miałam również nadzieje, że trafimy razem do jednego domu.
************
Kiedy wysiedliśmy na stacji w Hogsmade, jakiś wielki i zarośnięty facet wolał:
- Pirszoroczni do mnie!
Przepłynęliśmy łódkami jezioro. Przed nami majaczył ogromny zamek. Był piękny. Podziwiałam ten zapierający dech w piersiach widok, który się przede mną rozciągał.
Potem przed wielkimi drzwiami przywitał nas miły, jasnowłosy nauczyciel. Przedstawił się jako profesor Longbottom. Spojrzałam na Flori, a ona tylko kiwnęła głową.
Weszliśmy do Wielkiej Sali. Nie wierzyłam w to co widzę. Na suficie było nocne niebo oraz pod nim unosiły się świece. W sali ustawione były cztery stoły, każdy dla jednego z domów, a w poprzek jeden nauczycielski.
Z tylu naszej gromady słyszałam ciągły śmiech i zamieszanie. Odwróciłam się i zobaczyłam dwóch chłopców wydurniających się w najlepsze. Jeden z nich, wyższy miał roztrzepane brązowe włosy i orzechowe oczy. Drugi natomiast miał rudą czuprynę oraz trochę ciemną karnacje.
Przewróciłam oczami i wróciłam do słuchania pieśni starej tiary, leżącej na stołku na środku sali.
Kiedy skończyła, profesor wyczytywał po kolei wszystkie nazwiska, a uczniowie, jeden po drugi, byli przydzielania do nowych domów.
- Longbottom Floriana!
Dziewczyna niepewnie przeszła przez salę i usiadła na stołku.
Tiara dumała i dumała, a profesor spoglądał na córkę ze spokojem, ale również z przejęciem. W końcu dało się słyszeć w całym pomieszczeniu:
- GRYFFINDOR!
Flori szczęśliwa pobiegła do stołu wiwatujących gryfonów i pokazała mi uniesione do góry kciuki.
Minęło jeszcze sporo czasu, kiedy usłyszałam:
- Smith Diana!
Na miękkich nogach podeszłam do stołka, nie wiedząc, czego się spodziewać i założyłam na głowę starą tiare.
" Hmm... Niesamowite. Naprawdę dziwne... Ciekawy przypadek... Widać historia lubi się powtarzać... No, zobaczymy co z tego wyniknie... Madra, inteligenta, wierna, sprytna, ambitna, ale nad wyraz dzielna... Tak, odwagi zdecydowanie Ci nie brak. No więc moją droga..."
-GRYFFINDOR!
Odetchnęłam z ulgą. W akompaniamencie wiwatów i okrzyków usiadłam obok Flori.
"Ciekawie się zapowiada. To na pewno będzie dobry czas" pomyślałam, pełna nadziei, nakładając sobie na talerz tłuczone ziemniaki i nalewając do szklanki soku dyniowego.
Wzięłam łyk. Był przepyszny.
*********************
No hej, jak wam się podoba?
To moja pierwsza opowieść, więc proszę o wyrozumiałość, ale myślę, że z czasem nabiorę wprawy i będę pisać coraz lepiej.
Komentujcie i wgl ;) Fajnie wiedzieć, że ktoś czyta twoje wypociny, a jeszcze lepiej, jeśli komuś się spodobają.
Pozdrowionka i do zobaczonka
YOU ARE READING
Hogwart = dom
RandomDiana Smith to młoda czarownica, ucząca się w Hogwarcie. Dobra uczennica. Ma kochającą rodzinę, wspaniałych przyjaciół i przeżywa ciekawe przygody. Dopóki nie przykleja się do niej jeden chłopak i nie chce jej dać spokoju. Jak widać historia lubi si...
