mordor

169 8 0
                                        

,,W życiu bywają takie momenty, w których kompletnie nie wiesz, co zrobić żeby było dobrze."
Tak jest właśnie teraz. Gdy wiem na czym stoję, nie wiem czy coś czuje na tyle mocno, żeby stworzyć z tego związek. Kurwa mać. Bo jeśli to nie będzie to? Jeśli oboje się zawiedziemy na sobie? A co jeśli mamy inne wymagania wobec siebie? Juz sama nie wiem co mam robić.

Dzień pierwszy mordoru.

Moje serce nie bije, lecz napierdala tak mocno, ze zaraz wyskoczy mi z klatki piersiowej. Nie wiem, co sie dzieje. Nigdy wcześniej nie biło na tyle mocno, żeby przyprawiało mnie o słabość. Nie dam juz dzisiaj rady. Idę spać.

Dzień drugi.
8:15 powinnam siedzieć właśnie w szkole. Leżę w łożku, a za oknem pada śnieg. W słuchawkach leci moja ulubiona ostatnio piosenka Passenger- somebody's love. Coś pięknego.

Mamy 1 grudnia. 12 dni do moich urodzin. Czy ich chce? Średnio. Z roku na rok coraz bardziej nie lubię tego dnia. Dlaczego? Sama nie wiem. Po prostu nie czuje tego wszystkiego, każdy nagle staje sie dla mnie miły i cieszy sie z tego, że sie urodziłam. Mimo tego, że przez cały rok udowadniał mi, że był to największy błąd.

Jestem chyba jedyna osoba, która podejmuje tak złe decyzje w SWOIM życiu. Przysięgam. Każdy mój krok jest tak chujowy, że brak mi słów. Może to śmieszne, ale daje "najlepsze" rady. Komuś mogę pomoc z życia zrobić bajkę, a sama kończę jako największe gówno. A najlepsze, że jeszcze ani razu nie usłyszałam za to słowa dziękuje. Co lepsze, zostałam sama. Dokładnie tak jak słyszycie. Moja najlepsza przyjaciółka, zostawiła mnie dla chłopaka, z którym jej pomogłam. Żałosne. W pewnym momencie czułam się częścią iść związku. Co mnie nie cieszyło, lecz przyprawiało o słabość. Czułam się jak gówno, które jest potrzebne tylko wtedy, gdy się pokłócą. Dramat.

Telefon, klucze, fajki, pieniądze na wódkę, ładowarka do telefonu. Mogę wychodzić.

Jest 10:03.

Wiem, że ten dzień nie skończy się za dobrze.

Istota Where stories live. Discover now