Moje prawie dwugodzinne, bezproduktywne wylegiwanie się na łóżku zaowocowało w dwóch zdjęciach, które bez przekonania dodałem na Insagram. Kiedy czytałem pierwsze komentarze, zimne powietrze owinęło moje stopy, które wystawały co najmniej kilkanaście centymetrów za łóżko. Nawet nie usłyszałem, kiedy Yongguk hyung otworzył drzwi balkonowe i wślizgnął się do środka. Widząc jedynie jego dłoń, która zapewne dopiero co schowała opakowanie papierosów do tylnej kieszeni spodni, wcale nie zdziwiłem się, że wraz z zimnym, wieczornym powietrzem, do środka przedostał się niezbyt ostry zapach tytoniu.
- Miałeś przestać palić. Od tego się umiera, hyung – mruknąłem, podpierając się na łokciu i obserwując, jak jego niewyraźna sylwetka krząta się po pokoju, ściągając buty i bluzę.- Na coś w końcu trzeba – odparł w uśmiechu i przesuwając moją, w połowie wciąż niewypakowaną torbę w kąt. Utorował sobie tym drogę do szafy, w której jakimś cudem wszystkie jego ciuchy były już poukładane, zajmując ustalone trzy półki i połowę wieszaków.
Leżąc skulonym na łóżku, przyglądałem się przekładającemu ubrania liderowi. Niby po drugiej stronie stał dwudziestokilkoletni mężczyzna ubrany w dresy i bokserkę, raper, lider boysbandu, nic wielkiego... lecz nie dla mnie. Bang Yongguk w moich oczach jest archetypem wszystkich najważniejszych wartości, altruistą, który prawie nigdy nie przegrywa z pobudkami hedonistycznymi. Patrząc na niego z odległości zaledwie dwóch metrów odnoszę wrażenie, że spoglądam z podnóża góry, która czasami wydaje się niemożliwa do pokonania. W rzeczywistość aż trudno uwierzyć, kiedy ten tak po prostu przechodzi obok mnie, stawiając kroki na tym samym podłożu.
- Hej, Yongguk – zaczepiłem starszego, korzystając z dawno temu zdobytego pozwolenia na brak formułek grzecznościowych.
- Co tam, Junhong? – spytał, nie odrywając wzroku od koszuli, z której guzikami walczył od dłuższej chwili.
- Dziękuję.
-... - Uśmiechnął się pod nosem.
Wcześniej zawsze coś jeszcze odpowiadał, ale po nastym razie przestał, wiedząc, że i tak pod koniec ponownie podziękuję.
- Znów to robisz, wiesz? – dopowiedział, odkładając wszystko na półki i zasuwając szafę.
- Co?
- Wywyższasz mnie, nie lubię tego – palcami sięgnął włosów, które z przyzwyczajenia chciał przeczesać. Niestety teraz nie były one już tak długie i lekko pofalowane jak kiedyś, a obcięte i schludne. Usiadł na skrawku łóżka po mojej prawej i opierając się z tyłu na dłoniach rozciągnął obolałą szyję, na którą dziś zdążył już narzekać. Znów wrócił do pracy w studiu wytwórni i siedzi tam godzinami. Sam jest sobie winien..
Patrząc tak na jego ramiona i wygiętą sylwetkę, ukłuła mnie ta sama myśl, co zwykła;
a co gdyby te plecy, za którymi wciąż podążałem, zwracając uwagę na każdy szczegół, czy tatuaż je zdobiący, miałyby nagle zniknąć?
Wraz z czworgiem innych sylwetek, które, jak ja, z ufnością podążały za człowiekiem noszącym na własnym ciele słowa, popychające cię do robienia tego, co kochasz i kochania tego coraz bardziej. Co gdybym został sam na dróżce, którą pierwotnie wspólnie zgodziliśmy się podążać? Gdyby przez moje zbyt wolne tempo zostałbym przez nich pozostawiony, długo i samotnie idąc drogą, której cel z każdym następnym przybliżającym mnie krokiem, stawałby się coraz mniej ważny? Czasem wciąż ciężkim do uwierzenia jest to, że ten, który wydawał mi się być najbardziej nieosiągalnym, wysuniętym do przodu, torującym tym z tyłu drogę i decydującym o każdym zakręcie, bez żadnych sprzeciwów, żalów i z własnej inicjatywy; zatrzymał się. Przystaną na tę dłuższą chwilę i siedząc obok mnie na poboczu owej dróżki, zagadywał w każdy możliwy sposób, bym tylko nie zaprzątał myśli tym, że przeze mnie jest coś nie tak, że cierpi na tym o pięć osób za dużo. I tak nie potrafiłem myśleć o niczym innym, karmiąc dzień w dzień myśli strachem przed tym, co by się stało, gdybym został w tym wszystkim sam. Pamiętam, gdy jeszcze w starym dormie Yongguk hyung wraz z resztą obiecali mi, że poczekają (pozew). Tamtego dnia nawet nie mogłem chociaż raz im prawidłowo podziękować. Przez łzy nie potrafiłem choćby słowa wykrztusić, dlatego teraz staram się pracować dwa razy ciężej, by nadrobić każde niewypowiedziane w tamtym momencie podziękowanie.
YOU ARE READING
No Title | banglo
RomanceKochać kogoś, kogo podziwia się nad życie, to niesamowite uczucie. Jednak być kochanym przez te samą osobę, to uczucie, którego już nie da się opisać.
