Prolog

40 3 0
                                        

 Grudzień 2014

   Jak co roku w Wigilie Bożego Narodzenia jechałam z rodzicami  do dziadków. Moja mama od rana denerwowała się czy wszystko wzięła. Lubiłam święta, ale nie dlatego,  że wierzę magię świąt czy w świętego Mikołaja, miałam 14 lat i nie uważałam świąt za nic szczególnego. Był to po prostu czas gdy nie trzeba chodzić do szkoły, przygotowuje się rodzinna kolację i dostaje prezenty.                                                                                                                                                                      Miałam na sobie ładną niebieską sukienkę, nie chciałam aby się pogniotła, więc nie zapięłam pasów w samochodzie- była to decyzja, której będę żałowała do końca życia. Nagle usłyszałam krzyk mamy, potem zemdlałam.                                                                                                                          Obudziłam się w szpitalu, tak mi się przynajmniej wydawało,wszędzie było biało biało. Ktoś mówił " Anastazjo, czy wszystko dobrze?". Byłam zdezorientowana,  z początku nie wiedziałam co się dzieje. Po chwili jęknęłam " Co się dzieję? Gdzie ja jestem?". Mimo czekania nie otrzymałam  odpowiedzi. Po chwili zaczęłam sobie układać  co się tak na prawdę wydarzyło. Nasunęła mi się jedna myśl. Wypadek. Miałam wypadek. Nagle do pokoju wbiegli moi rodzice. To byli oni. Cieszyli się - nie wiem dlaczego. Zastanawiałam się dlaczego im nic nie jest, a ja jestem w szpitalnym łóżku. Jednak szybko to zrozumiałam. Moja mama złapała mnie za rękę, ale ja tego nie poczułam. Od razu skoczyło mi tętno. 

- Mamo, ja nic nie czuję - powiedziałam ze stracham w głosie. Widziałam jak to poruszyło rodziców, ale wydawało mi się jakby ta informacja ich nie zaskoczyła.                                                        Strach. Panika. Niepewność. To czułam w tamtej chwili.  Do sali wchodzi lekarz.

- Dlaczego nic nie czuję?!- od razu krzyknęłam.

- Spokojnie wszystko ci wytłumaczę miałaś wypadek - odpowiedział, a w oczach rodziców widziałam łzy, nie z powodu tego czego się dowiedzieli, tylko z tego co ja się zaraz dowiem.

- Co mi jest?- krzyczałam. Nie chciałam dopuścić  do siebie najgorszego z możliwych scenariuszy.

- Będę konkretny. Wyglądasz na mądrą osobę. Masz uszkodzony dolny odcinek kręgosłupa na skutek wypadku.  Niedługo powinna ci się przywrócić władza w rękach, ale jesteś sparaliżowana od pasa w dół. Będziesz miała ciężką rehabilitację.

Mój wzrok był skierowany przez całą tę rozmowę w jeden punkt- okno. Rodzice zrozumieli, że chcę zostać sama. W tych kilku słowach lekarza wszystko runęło. Miałam 14 lat. Całe życie przed sobą i marzenia. Marzenia, które się już nigdy nie spełnią. Chciałam tylko jednego w życiu.  Chciałam być szczęśliwa.






24 dniStories to obsess over. Discover now