"Za wilczym śladem podążę w zamieć
i twoje serce wytropię uparte,
przez gniew i smutek stwardniałe w kamień.
Rozpalę usta smagane wiatrem.
Z moich snów uciekasz nad ranem,
cierpka jak agrest, słodka jak bez." -
Marcin Przybyłowicz "Wilcza Zamieć"
Raz zdarzyło mi się zobaczyć w gazecie fotografię, na której widniał kojący, górski krajobraz kojarzący się jedynie z harmonijną ciszą i melancholijnie ciężkim powietrzem. W tym właśnie dziewiczym, zupełnie nieskalanym miejscu postawiłam dom. Z daleka od ludzi, cichy azyl tylko dla mnie. Dni mijały mi tam wprost wspaniale. O poranku jadałam naleśniki, koniecznie z syropem klonowym. Potem ubierałam buty oraz grubą, puchową kurtkę i wychodziłam zaczerpnąć powietrza. Biel śniegu i para, która wydobywała się z moich ust, kiedy wydychałam powietrze, napawały mnie wyjątkowymi pokładami weny. Wtedy najczęściej udawałam się do szopy po narąbane wcześniej drwa, by rozpalić ogień w kominku. Dzięki temu w moim domu zawsze panowała świąteczna atmosfera, co sprawiało, że miałam ochotę natychmiast usiąść przy komputerze i zacząć tworzyć. Pracą moich marzeń zawsze było pisarstwo. Gdy zamieszkałam na Alasce, kończyłam moją czwartą powieść. Raz na dwa tygodnie wyjeżdżam do miasta, by zrobić zakupy, opłacić rachunki i nawiązać odrobinę kontaktu ze światem zewnętrznym. Poza tym krótkim czasem, gdy nie ma mnie w mojej skromnej posiadłości, nie zmienia się właściwie nic. Introwertyzm na wyjątkową wysokim poziomie, prawda?
Kolejny raz otworzyłam dębowe drzwi, by zachłysnąć się lodowatym powietrzem. Wyszłam na dwór i szybkim krokiem przemaszerowałam za dom. Wokół panowała głęboka cisza. Dało się słyszeć jedynie skrzypienie śniegu pod moimi butami. Wyciągnęłam z kieszeni pęk kluczy, po czym otworzyłam drzwi skromnego, małego budynku. Z wnętrza komórki zabrałam łopatę i zaczęłam odgarniać grudy śniegu zalegające pod domem. Po skończonej pracy uśmiechnęłam się do siebie z dumą. Stwierdziłam, że zasłużyłam na kubek parującego kakao. W domu usiadłam przed komputerem, by sprawdzić swoją skrzynkę mailową. Cztery nowe wiadomości z tego samego adresu.
Dzień dobry!
Nazywam się Walentine, jestem fotografem oraz redaktorem naczelnym dość znanego pisma „V jak Victoria". Byłbym zaszczycony, gdybym mógł przeprowadzić z Panią wywiad, nie wspominając już o sfotografowaniu krainy, w której zdecydowała się Pani zamieszkać. Gdyby mogła mi Pani pokazać kilka ciekawych miejsc do wykonania zdjęć, byłbym naprawdę wdzięczny.
Wyrazy uszanowania, Thomas Walentine.
Przez chwilę wpatrywałam się w ekran laptopa ze zdziwioną miną. Po kilku minutach zabrałam się za odpisywanie na wiadomość.
Szanowny Panie Walentine!
Z przykrością informuję, że nie udzielam wywiadów. Nie szukam rozgłosu i nie, nie pokażę Panu Alaski, z racji iż miejsce to ma dla mnie wartość sentymentalną i źle bym się czuła z faktem, że to z mojej zasługi ludzie oglądają jej zdjęcia w Pańskim babskim pisemku, gdzie mówi się głównie o paznokciach, ciuchach, sławach i dietach.
Gorąco pozdrawiam, Olivia Brixon.
KAMU SEDANG MEMBACA
Zimne Myśli, Zimne Serca
Fiksi UmumNie potrafię zrobić należytego opisu, ponieważ to tak, jakbym miała streścić wydarzenia w mojej książce. Ładnie zaczęłam, to na pewno przyciągnie wielu czytelników... Kilka ważnych informacji; Historia opisuje podróże głównej bohaterki, jej wszelki...
