•Prolog•

121 14 12
                                        

-Sky, wstawaj, do szkoły!!- jak codzień mama drze się na cały dom.
-Już, mamo, tylko 5 min!- odpowiadam jeszcze pół-przytomna.
Nie otrzymałam odpowiedzi, więc stwierdziłam, że mogę jeszcze nie wstawać i przewróciłam się na drugi bok.
Dosłownie po 5 min mama wparowała do pokoju.
-Wychodzę do pracy, tata też, więc wstań już i postaraj się nie spóźnić na matematykę. Sama wiesz jak ta baba Cię wielbi (wyczujcie ten sarkazm).
-Dobra, zaraz wstanę. Życzę Ci miłego dnia w pracy.
-A ja Tobie miłego dnia w szkole. Kocham Cię, pa.
-Pa.
I po tych słowach wyszła z Mojej Komnaty zamykając za sobą drzwi. Patrzę na zegarek i wskazuje on godzinę 7:10. Myślę sobie, że jeszcze zdążę się wyszykować i ponownie zamykam oczy..
Budzi mnie dzwonek mojego telefonu. Zaspana jeszcze zerkam na ekran i okazuje się, że dzwoni moja najlepsza przyjaciółka Maddie. Patrzę na zegarek i zastanawiam się, co ona chce ode mnie. O, 7:50. Czekaj.. 7:50?!!! JA SIĘ SPÓŹNIĘ! W pośpiechu odbieram telefon.
-SKY GDZIE TY JESTEŚ?! GDYBYŚ JECHAŁA AUTOBUSEM BYŁABYŚ TU OD 5 MIN! NIE MÓW MI, ŻE ZNÓW ZASPAŁAŚ!- wydziera się do słuchawki, a ja o mało co nie ogłuchnę.
-Zaspałam.- mowię jak gdyby nigdy nic.
-Jak pojawisz się w szkole..
-Tak, też Cie kocham.- przerywam jej w połowie zdania.
-SKARLETT!
-Do zobaczenia w szkole.- i w tym momencie się rozłączam.
Zdając sobie sprawę, że na pewno nie zdążę na czas, wyskakuję z łóżka i biegiem kieruję się do łazienki. W trybie express wykonuję typowe, poranne czynności. Następnie idę do garderoby. Zakładam czarne spodnie i w tym samym kolorze wyslimowaną bluzkę. Wrzucam ją w środek spodni, zakładam pasek w kolorze pudrowego różu i na koniec narzucam futerko pasujące do paska. Uwielbiam ten zestaw kolorów.
Następnie podchodzę do toaletki i robię dość mocny makijaż. Podkład, puder, bronzer, rozświetlacz, tusz do rzęs, eyeliner, szminka, a na koniec podkreślam brwi. Co by nie powiedzieć, ładnie wyszło.

Patrzę na zegarek i ukazuje mi sie 8:15

Oops! This image does not follow our content guidelines. To continue publishing, please remove it or upload a different image.

Patrzę na zegarek i ukazuje mi sie 8:15. Dobra, autobusu nie ma, wiec dzisiaj zrobię sobie dobry trening. Jak piechotą mam do szkoły 20 min, to sprintem powinnam być w 10 min.. Giit, zdążę jeszcze na matematykę.
W biegu łapię plecak, zakładam moje czarne Air Max'y i wypadam z domu. Biegnę ile sił w nogach. Nie po to ćwiczyłam bieganie od 6 lat, żeby teraz się obijać.
Tak jak przewidziałam, do szkoły dotarłam w 10 min. Wpadam na korytarz, biegnę na 2 piętro i wchodzę do sali.
W momencie, gdy przekraczam próg pomieszczenia jest kompletna cisza i wszystkie oczy zwrócone są w moją stronę. Wszystkie. Dosłownie. Łącznie z moja kochaną panią Willson. Już widzę tą jej nienawiść w oczach..
-Jak zwykle panna Moon spóźniona. Co dzisiaj masz na swoje usprawiedliwienie?- mówi z tym swoim perfidnym uśmieszkiem. Aż czasami tak kusi, żeby jej przywalić w tą jej wypucowaną buźkę
-To tak: Wstałam o 07:00, chciałam sie umyć, ale okazało się, że nie ma ciepłej wody, więc musiałam sie ochlapać w tej lodowatej wodzie. A wie pani, że raczej nikt nie preferuje pryszniców pod lodowatą wodą. Następnie zrobiłam sobie jajecznicę, ale ją spaliłam, więc musiałam zjeść tosty, co zajęło mi drugie tyle czasu. Na koniec chciałam zamknąć dom, ale nie mogłam znaleźć kluczy. Szukałam ich 10 min, a przypomniało mi się, że zostawiłam je w kurtce. Gdy wszystko pozamykałam okazało się, że autobus mi uciekł i musiałam iść piechota 20 min do szkoły. Niech pani zrozumie. (Chyba kupiła to, nie?)
-Skarlett i te Twoje opowieści.. Siadaj i juz mnie nie denerwuj.
Idę do ostatniej ławki najwolniejszym tempem jakim umiem. Wiem, że to denerwuje Willson, dlatego prostuję się i zmierzam do swojego miejsca. Odwracam się, a ona patrzy na mnie pełnym nienawiści spojrzeniem. Podchodzę do ławki, stawiam dość głośno plecak na blacie i powolutku wyciągam książki i zeszyt. Odsuwam krzesło i siadam koło mojej przyjaciółki.

Different girlStories to obsess over. Discover now