1.

485 16 7
                                        

M.  (Marinette)

Dzisiaj rozpoczęcie roku szkolnego.  Nie cieszy mnie to zbytnio. Nienawidzę szkoły.  Szkoła to grupa ludzi którzy niszczą nam dzieciństwo.  Dlaczego moje życie jest pozbawione barw?

Przez nich.

Rodziców.

Nie kochają mnie i nigdy nie kochali. Nie mam przyjaciół.  Niestety.  Nikt nie chce się ze mną przyjaźnić. 

Ubrałam się galowo, a włosy rozpuścłam tak,  żeby grzywka zasłania ładnie mi lewe oko.  Wyszłam  kierując się ku szkole.

A.  (Adrien)

Stałem już pod szkołą.  Z mojej klasy nikt się jeszcze nie pojawił.  Postanowiłem poczekać na moich znajomych,  czyli Nino i Alye. 

No wreszcie ktoś się zjawił. Ale nie była to ani Alya,  ani Nino.  Była to Marinette, o ile dobrze pamiętam.  Szczerze mówiąc to jej nie znam,  chociaż chodzę z nią do klasy.  Bardzo wyładniała przez wakacje.  Postanowiłem się z nią przywitać.  Szłem ku niej,  ona jak zwykle z głową spuszczoną w dół. 

-Hej Marinette! - powiedziałem stawając przed nią.

-Em... E... Znamy się? - spytała nieśmiało.  Ale czy ona to serio gada?  Przecież ona widzi mnie prawie codziennie.

-Tak,  to ja Adrien. Chodzimy razem  do klasy. - odpowiedziałem z uśmiechem na twarzy.

-Aha.... Em.... No... E... Ja... Muszę jeździ iść.... Pa -powiedziała, po czym szybkim krokiem powędrowała w stronę szkoły.

No nie powiem ale ta dziewczyna mnie ciekawi. Ciekawe czemu ona taka nieśmiała.  Sprawdziłbym to,  ale nawet nie wiem gdzie ona mieszka.  Mniejsza z tym. 

***

Po uroczystości mieliśmy przejść do klasy.  Alya i Nino nie zjawili się aż do teraz. Zauważyłem Marinette która siada sama w ostatniej ławce.  Wtem zobaczyłem jak podchodzi do niej szkolny chuligan,  Nathaniel. 

M.

Siedziałam sobie spokojnie w ławce kiedy w moją stronę odwrócił się Adrien. To dziwne,  najpierw te przywitanie przed szkołą a teraz patrzenie się na mnie.  Nikt z klasy tak nie zachowywał się wobec mnie.  Ale z drugiej strony jest to bardzo miłe.  

Z moich rozmyśleń wyrwał mnie głos jakiegoś chłopaka. 

-Hej Mari-Cioto,  co porabiasz? - nie powiem,  ale jestem bardzo wrażliwą osobą a jego słowa,  nawet te najmniejsze, mnie zabolały.

Zaczęłam płakać.

-I ty się dziwisz że nie masz przyjaciół ofermo.-płakałam cichutko aż do ławki podszedł Adrien.

-Odwal się od niej. - powiedział szorstko.

-Pff...przyjaciel od siedmiu boleści się znalazł.  Nic tu po mnie.  Nara. -  wreszcie odszedł.  Boże,  ten Adrien jest dla mnie taki miły.  Ja go chyba zaczynam lubić.

-Dziękuję. - szepnęłam cichutko do siebie w nadziei że mnie nie słyszał.

-Nie ma sprawy. - o nie,  jednak usłyszał,  ale to nic. 

Nauczycielka kazała wyjątkowo usiąść nam z kim chcemy.  Ja u tak będę siedzieć sama.

Jednak myliłam się. 

Adrien usiadł koło mnie.

-Mogę z tobą siedzieć? - spytał.

-J... J... Jasne. - odpowiedziałam.

_____________________________________

Wiem że książka jest o  ,, MariChat'' ale to w końcu pierwszy rozdział. 

MariChat    [MIRACULUM] Donde viven las historias. Descúbrelo ahora