Głośny pisk, nieznośny dźwięk... Ach, to tylko budzik. Jak codziennie rano, kilka minut w łóżku, przeciągnięcie się i wycieczka do toalety. Chluśnięcie zimną wodą w twarz, które w zasadzie orzeźwiało. Nagle chłopakowi, który w tym momencie stał przed lustrem w łazience ubrany jedynie w spodnie od piżamy, coś mu się przypomniało.
- Cholera... Miałem się wczoraj spotkać z Ignacym, że też nic nie napisał... - gdy wrócił do pokoju z nieco poprawioną fryzurą spojrzał na telefon, ujrzał na nim komunikat: dwa nieodebrane połączenia i dwie nowe wiadomości.
- Chyba nie będzie dzisiaj zbyt zadowolony na mój widok. Ech, nieważne. - rzucił i poszedł zjeść śniadanie. Jak codziennie były to płatki śniadaniowe z mlekiem i łyżką cukru. Czego więcej oczekiwać? Dla niego ten posiłek był w miarę pożywny i sycący. Po skończonej konsumpcji ubrał się, założył na siebie swoje ulubione jeansy i koszulę. Był już gotowy do wyjścia, jedyne co mu pozostało to założyć przygotowany wczoraj plecak z nadzieją, że w szkole nie będzie się dzisiaj działo nic szczególnego. W drodze do szkoły nie minął nikogo znajomego, widział dużo osób idących do pracy oraz do szkoły tak jak i on sam. Wraz ze zmniejszaniem się jego odległości do szkoły zaczął widywać osoby, które kojarzył, bądź znał. W końcu niedaleko szkoły zauważył swojego przyjaciela. Tego, z którym się wczoraj umówił — Ignacego. Po zbliżeniu się do siebie przywitali się poprzez podanie sobie ręki.
- Cześć Ignacy!
- Witaj Cyrylu Caldwell. - odrzekł żartobliwie, choć z lekką i wyraźnie wyczuwalną nutą irytacji w głosie.
- Wybacz, że nie pojawiłem się wczoraj w knajpce, ale... musiałem się... pouczyć.
- To nie miłe być okłamywanym, wiesz? Wymyśliłbyś coś lepszego, twój profil na Steam'ie dobitnie mowił, że robiłeś coś zupełnie innego.
- Nieprawda, tylko zostawiłem włączoną grę...
- Ta, jasne... Ale następnym razem pamiętaj o swoim przyjacielu, co? - skutecznie wywołał tym wyrzuty sumienia u Cyryla. - W każdym razie, co mamy pierwsze?
- Język angielski, jeżeli się nie mylę.
Ignacy spojrzał na zegarek, po czym odrzekł.
- To chodźmy już, czas nam nie sprzyja.
I tak zakończyła się rozmowa, a niedługo potem zaczęła się lekcja. Cyryl oddał się przemyśleniom. O oceny z Angielskiego nie musiał się martwić, jego ojciec pochodzi z Wielkiej Brytanii. Gdy był jeszcze mały, uczył się polskiego i angielskiego jednocześnie, co pozwoliło mu z łatwością radzić sobie z tym przedmiotem szkolnym.
- Pół roku samodzielnego mieszkania... W sumie nie jest tak źle, mogę robić co chcę. Co prawda muszę dbać o mieszkanie, ale nie należy to do wymagających. Szczególnie że mieszkanie jest małe, ogarnięcie tych czterech pokoików nie stanowi problemu.
Poza tym zagłębiał się w wiele innych spraw, czasami egzystencjalnych. Myślenie o tym sprawiało mu ulgę, dawało mu poczucie oderwania od rzeczywistości i martwiących go nieustannie spraw. Jednakże lekcja się skończyła, tym samym wyrywając go ze stanu relaksu i uspokojenia. Wyszedł z klasy, mając przed sobą kolejne kilka godzin nauki. Tym razem jednak nie było czasu na przemyślenia, w szkole czekała go ciężka praca i wysiłek, gdyż poszedł do jednej z najlepszych szkół w okolicy. A szkół w Toruniu było niemało, choć wybrał trudną drogę to być może w przyszłości ten wybór się opłaci. Tak jak oczekiwał, dzisiaj podczas zajęć nie wydarzyło się nic szczególnego, ot kilka zabawnych sytuacji i nic więcej. Podczas gdy chłopak wychodził ze szkoły zaczepił go Ignacy.
- Hej, chciałbyś może się gdzieś przejść? Dawno nie rozmawialiśmy jakoś dłużej, a co to za przyjaźń jak rzadko zamienimy więcej niż kilka zdań?
- Hm...
- Jesteś mi to winien za wczoraj, mam ci przypomnieć?
- No dobra. - Cyryl lekko się uśmiechnął, z widocznym zakłopotaniem oczywiście. - To jakie miejsce proponujesz?
Wybrali się do pobliskiego centrum handlowego, była tam bardzo dobra kawiarnia. Na rozmowie zleciały im dobre dwie godziny, gdy skończyli wesoło pożegnali się i rozeszli się. Idąc w świetle latarni, postanowił wyjąć słuchawki. Wyczuł dłonią w kieszeni coś oprócz słuchawek, był to papierek, niewielki. Wyjął go i przeczytał. Widniał na nim napis: "zważaj na słowa". Chłopak kompletnie nie wiedział, o co chodzi, to była jakaś przestroga? Czyżby ktoś włożył mu to do spodni podczas lekcji wychowania fizycznego? Wątpliwe, choć to jedyna możliwość... Tylko kto mógł mu to podłożyć? Nikomu nie podpadł... A przynajmniej w ten sposób. Z resztą, nieważne, ta wiadomość nie miała większego sensu. W końcu założył słuchawki i włączył swoją ulubioną playlistę na telefonie. Słuchał i rozmyślał w drodze do domu. Nagle kilkadziesiąt metrów od niego zauważył grupę niezbyt opanowanych ludzi, z daleka było widać, że są zdenerwowani. Zmierzali w stronę Cyryla, a on wyjął jedną słuchawkę i postanowił ich ominąć jakby nie istnieli. Gdy był przed nimi i dokładnie mógł zauważyć kim oni właściwie byli, grupa nieznajomych to kibice klubu Elana, pewnie powodem ich wściekłości była przegrana ich klubu. Postanowili wyżyć się na pierwszej napotkanej osobie, akurat jedna się znalazła w porę. Zastawili mu drogę i zadali pytanie:
- Tej kurwa! Masz jakiś problem?! - typowy tekst często używany przez podobnych jemu, teraz tylko szukali pretekstu do ataku, nawet najmniejszego.
- Nie, zmierzam spokojnie do domu. Nie szukam kłopotów.
- Widać, żeś ciota totalna. Wiesz co z takimi pizdami robimy? - powiedział gwałtownie, podniósł pięść i zacisnął ją.
- Ale ja- Momentalnie przerwał, blokując atak w jego twarz, jednakże kolejne powaliły go na ziemię. Z taką przewagą napastników był bezbronny. Napastnicy nieustannie atakowali, kopiąc leżącego.
- Zostawcie mnie! Przestańcie! Nie! Proszę, zostawcie mnie! - krzyczał tak i krzyczał, aż w końcu niemal przez łzy wykrzyczał
- Zgińcie kurwy! Przepadnijcie! - Kilka sekund później, przestał odczuwać bolesne uderzenia.
- Co się stało...? - spytał się samego siebie i wstał, spojrzał na jego niedoszłych katów, którzy stoją i tylko z bardzo neutralnym, wręcz nieco dziwnym wyrazem twarzy wpatrują się w niego. Po krótkiej chwili odeszli. Chłopak lekko się przeraził, ale ten strach szybko wypełniła radość. Czuł, że wygrał. Jakimś cudem uniknął dotkliwego pobicia, aby nie doprowadzić do powtórki z rozrywki czym prędzej wrócił do domu, jednakże wybrał bezpieczniejszą trasę. Po drodze widział jeszcze kilka takich grup.
- Pieprzeni kibole... - pomyślał widząc jedną z takich grup. Po kilku minutach stał pod blokiem, wpisując kod, potrzebny, aby wejść do budynku, czuł ulgę. Nareszcie bezpieczny... i zmęczony. Dzisiejszy dzień wydawał mu się dziwny... Nawet bardzo. Szczególnie incydent z kibolami przerażał go, miny tych ludzi były przygnębiające, właśnie to szczególnie utkwiło mu w pamięci. Jednakże po krótkim odpoczynku zrobił sobie kolację i usiadł do komputera, sprawdzając popularny portal społecznościowy oraz kilka forów o różnorakiej tematyce. Gdy skończył jedzenie i przeglądanie stron internetowych, wziął ciepły prysznic, aby niedługo potem położyć się do łóżka i zasnąć. Obudził się w środku nocy, wydawało mu się, że to sprawka telefonu, jednakże, gdy go sprawdził nie ujrzał żadnych nowych komunikatów. Lekko zdezorientowany napił się jedynie wody ze szklanki na szafce nocnej i wrócił do snu.
YOU ARE READING
Rozkaz
General FictionPewien zwyczajny chłopak otrzymuje pewną nie do końca zwyczajną zdolność... Czy odmieni ona jego życie? Jak ją wykorzysta? Celne pytania, jednak odpowiedzi musisz uzyskać samemu...
