Fanfiction

440 32 33
                                        

Severus Snape z daleko postępującym poirytowaniem wchodził po schodach do gabinetu Dumbledore'a. Nie rozumiał, jak dyrektor radził sobie przez tyle lat bez niego i McGonagall, skoro teraz wzywał ich, kiedy tylko coś się stało, a czasami ,,coś" okazywało się brakiem pergaminu, który to problem — mimo jego prozaiczności — musiał być załatwiony przez kogoś innego, niż dyrektor. Po którymś z kolei wezwaniu Snape przestał protestować i wymawiać się innymi obowiązkami, bo kiedy nikt nie pomagał staremu czarodziejowi, działy się dziwne rzeczy, jak na przykład oficjalnie zaaprobowana przez niego piosenka Irytka, którą teraz duch miał śpiewać przed każdym posiłkiem. Snape, tak jak i McGonagall, był zdania, że mężczyzna zwyczajnie się postarzał, ale że tamten nie chciał przyjąć tego do wiadomości, nie mogli nic poradzić na jego fanaberie.

Gwałtownie otworzył drzwi gabinetu, oczekując widoku Dumbledore'a klęczącego na podłodze i próbującego wyjąć pióro spod komody czy w innej, równie abstrakcyjnej, pozycji, jednak ku jego zdziwieniu, nic takiego nie zobaczył. Tym, co w zamian ukazało się jego oczom, był dyrektor siedzący spokojnie przy biurku. Zwyczajnie siedział i niby wszystko powinno być normalne, jednak był jeden szkopuł — na biurku stał laptop.

Snape w pierwszym momencie nie mógł uwierzyć własnym oczom. Oczywiście, jako że był szpiegiem i posiadał wszelkie potrzebne w tym zawodzie przymioty, nie dał po sobie tego poznać, jednak wewnętrznie uderzał głową w ścianę. Dumbledore, ten sam Dumbledore, który nie do końca wiedział, jak działa radio i telefon, nie wspominając już o telewizji, siedział teraz przed laptopem z miną wyrażającą nabożne skupienie i, co więcej, nie było na niej ani cienia braku zrozumienia dla tego, co właśnie robił, a to towarzyszyło mu, gdy tylko ktoś próbował go nauczyć, jak zmieniać kanały w telewizorze. Był to jeden z najbardziej nieprawdopodobnych widoków, jakie miał okazję zobaczyć Mistrz Eliksirów, plasujący się gdzieś pomiędzy zobaczeniem na swojej skórze pięknego, nowego Mrocznego Znaku i złapaniem znicza przez Pottera.

- Och, Severusie, doskonale, że już jesteś. Koniecznie muszę ci coś pokazać — powiedział dyrektor, kiedy tylko zobaczył nauczyciela. - Artur uczył mnie, jak używa się tego laptopa prawie od roku i nareszcie rozumiem, o co chodzi, więc postanowiłem poszukać nas w tym, no, Internecie. I wiesz co? Znalazłem coś bardzo ciekawego — oznajmił z dumą, gestykulując przy tym ręką, żeby Snape podszedł bliżej. Mężczyzna nieufnie zbliżył się do dyrektora i jego zabawki, irracjonalnie bojąc się, że Dumbledore zaraz wywoła apokalipsę, klikając Enter, ale kiedy nic takiego się nie stało po przejściu kilku kroków, czym prędzej podszedł do biurka i obrócił laptopa w swoją stronę.

- Hmm, ciekawe. Czytałeś to? - spytał dyrektora, a gdy tamten zaprzeczył, wzruszył ramionami i zaczął czytać.

Misio Pysio, wskczyl na... Hermione a ta kszyknea

Sewerus mocniej.

Meszczyzna wartotem, zdjam z siebie kosulke i, wbijajonc wzrok swych czarno ciemnych zrenicc w jej orzechowe zypytal

Hemoroido wyjdziesz za mnie...

Dzieczyna z okszykiem szcwsixia wskoczya jemu we, ramiona... potem mieli osemke dźieci, ktoree nazwali profaneusz i atland.yda.......

KONIEC!!!!!!!!

Snape, razem z postępem tekstu, coraz bardziej miał ochotę się zabić. Zabić Dumnledore'a. Zabić Artura Weasley'a. A najbardziej ze wszystkich, którzy przyłożyli rękę do jego załamania nerwowego i kryzysu wieku średniego, który nagle do niego przybył, pragnął zabić autora tego... tego czegoś.

Zerknął na Dumbledore'a i zauważył, że staruszek trzęsie się z obrzydzenia, co zarejestrował z głośnym jękiem. Chciał tłumić w sobie emocje, jak to miał w zwyczaju, jednak brak inteligencji w dopiero co przeczytanym tekście, zażenowanie i rozpacz nie pozwoliły mu na to.

- O, drogi Merlinie...

Mimowolnie zaczął wyrywać sobie włosy z głowy i miotać się po pokoju gwałtowniej, niż zrobiłby to zamknięty tam tłuczek, a gdy Dumbledore zauważył, że szok nie towarzyszy jedynie jemu, zaczął rozpaczliwie wzywać pomocy. Wszystkie portrety dyrektorów patrzyły na nich, jak na takich, którzy uciekli z Munga, jednak kiedy jeden z nich zawołał, żeby na to spojrzeli (czcionka była wystarczająco duża, żeby portrety widziały tekst ze ściany), gabinet wypełnił donośny, zbiorowy jęk, szloch i wszystkie inne odgłosy rozpaczy, jakich nawet nie da się opisać. Agonii nie przerwało nawet wejście McGonagall, która nie sprawdzając, o co chodzi, zamknęła laptopa i z typowym dla siebie rozsądkiem zapytała:

- Kim jest Hemoroida, z którą podobno spałeś, Severusie?

Krzyki jeszcze bardziej się nasiliły.

Kilkanaście miesięcy później

Hermiona kliknęła przycisk ,,usuń", po czym z satysfakcją spojrzała na wyniki wyszukiwania wyrażenia ,,Sewerus Snejp Hermoidona Grenger opowiadanie 18+". Właściwie nie spojrzała na nie, a na ich brak. Usunęła je wszystkie po aferze, jaką zrobiła McGonagall wszystkim Gryfonom, krzycząc na nich wszystkich za tak drastyczne sceny przedstawiane w tekście, dopóki Lavender Brown nie przyznała się, że opowiadanie jest jej autorstwa. Tak naprawdę Hermiona nie była na nią mocno zła, bo zepsuta reputacja zjednoczyła ją i Snape'a mocniej, niż mogłaby się kiedykolwiek spodziewać. Ku jej zdumieniu, ta koalicja była powszechnie akceptowana, więc nie widziała powodu, dla którego nie miałaby...

- Severusie, śpisz? Skończyłam, możemy się teraz rozerwać!

Fanfiction|Harry Potter fanficStories to obsess over. Discover now