We've updated our Content Guidelines.
Review the latest guidelines to keep sharing stories safely.

Rozdział 1

84 6 1
                                        

Znowu leżę bezczynnie na łóżku aż z transu wybudza mnie krzyk mamy z kuchni.

- Liam! Wstawaj!

- Już !

Nawet zapomniałem że dzisiaj wyjeżdżam do nowej szkoły...szkoda że odizolowanej od świata.
Nie jadę tam dlatego że jest ze mną coś nie tak...no może trochę ale głównym powodem jest to że jakiś kretyn się we mnie zakochał a gdy go odrzuciłem on pozbawił mnie życia. Każdy krzywo się na mnie patrzy i moja normalność kończy się wtedy gdy zamiast patrzeć na dziewczyny ,spoglądam na chłopców...
Mógłbym tak rozmyślać nad sensem swojego życia godzinami jednak kiedyś trzeba ruszyć tyłek i się ubrać...

Założyłem czarne rurki,zwykły czarny T-shirt z napisem jakiegoś zespołu i trampki. Włosy ułożyłem na fryzurę "emo" i wyszedłem z pokoju.

Po drodze do kuchni słyszałem jak mama rozmawia z moim starszym bratem i obiecuje mu że zajmie mój pokój gdy będzie przyjeżdżał na dłużej.
Cudownie.
Jednak uznałem że będę miał to gdzieś i zwyczajnie zjem śniadanie a raczej wypije kawę i spakuje walizkę.

Usiadłem cicho do stołu i sięgnąłem po filiżankę gorącej kawy gdy nagle usłyszałem chichot mojego brata.

- Z czego się tak ryjesz?

- Z  ciebie,pijesz tą kawę jak panienka

- A jak mam pić? Mam się cały oblać jak ty?

- Ja przynajmniej wyglądam męsko

- Chciałbyś... - parsknąłem

- Liam,pij tą kawę szybciej a ty Alan przestań tyle gadać - powiedziała stanowczo mama jednocześnie oboje z nas karcąc wzrokiem

Siedziałem sobie wpatrując się jak napój znika z każdym łykiem z filiżanki.
Wreszcie gdy ujrzałem dno , wstałem i wróciłem do pokoju by się spakować.
Byłem na tyle mądry że przygotowałem ubrania wczoraj więc moje ruchy były powolne i spokojne,po części dlatego że sie nie wsypałem.

Gdy dopiąłem walizkę,mój wzrok skierował się na otwartą szafę...połowa rzeczy zniknęła...czułem się jakbym odchodził na zawsze a nie na...dwa lata...
Sama myśl o tylu nowych ludziach była dla mnie przerażająca a co dopiero o życiu w zamknięciu z nimi...

Niestety nic już na to nie poradzę...zaniosłem walizkę do samochodu i sam usiadłem na tylnym siedzeniu.
Po chwili na miejscu kierowcy usiadł tata,obok niego mama a na wolnym miejscu koło mnie, Alan.
Jechaliśmy w ciszy a raczej ja byłem cicho. Rodzice pytali Alana jak z pracą itd. on odpowiadał jakby zbliżał się do emerytury a ja tylko gapiłem się przez szybę i śledziłem krople deszczu,które po niej spływały.
Spojrzałem na zegarek...była 7:30 a moje pierwsze zajęcia były o 9:00.

"Ehh...czemu musze tam jechać?
Czemu jestem inny...?
Mam przeczucie że nic dobrego mnie tam nie spotka..."

Gdybałem tak całą drogę aż nie zobaczyłem ogromnego budynku a raczej kilku połączonych ze sobą. Każdy z nich wyglądał pięknie,różne zdobienia przy oknach chyba miały zachęcać do wejścia ale efekt był odwrotny bo całość przypominała muzeum.
Ledwo zaparkowaliśmy a zza bramy wjazdowej wyskoczyła elegancko ubrana kobieta.

- Dzień dobry , jestem dyrektorką ośrodka i mam nadzieje że syn zaaklimatyzuje się u nas. - oznajmiła ze szczerym uśmiechem

He Never Loved MeStories to obsess over. Discover now