Privet Drive 4 pokój na piętrze.

1K 51 11
                                        

Privet Drive była jedną z licznych ulic w Londynie.

Była najzwyklejszą ulicą na najzwyklejszym cichym osiedlu.

Dzieci się bawiły w spokoju, ich mamy siedząc na ławce spokojnie rozmawiały a babcie dokarmiały ptaki.

Nic nadzwyczajnego, zwykły dzień w zwykłej ulicy na zwykłym osiedlu w zwykłym mieście. Nikt by się nie spodziewał co miałoby się wydarzyć, no morze nie wszyscy...

-Aaaaaaaa!!!!!!!- zapiszczała 30 letnia kobieta o blond włosach.

Siedząc w swoich kapciach w koty i trzymając pusty już kubek po kawie którą wylała na podłogę znieruchomiała trzymając pilot od telewizora.

- Petunio obudzisz zaraz naszego dudziaczka!! Możesz tak nie wrzeszczeć! - wysyczał pół wyłysiały wysoki mążczyzna trochę przy kości.

- Wernonie jak śmiesz mówić coś takiego w takiej chwili?!

- O czym ty mówisz kobieto? - zapytał z nutą irytacji mężczyzna.

- To weź tu podejdź a nie ślęczysz w lodówce i żresz jak ta świnia! - powiedziała na jednym wydechu Petunia opierając sobie oczy od łez.

- A co do licha się dzieje?

- No to podejdź!!

W telewizorze leciały poranne wiadomości a treść wielkiego nagłówka brzmiała:
Podwójne morderstwo na ulicach Londynu. Petunia kolejny raz zesztywniała bo zamiast widzieć prezentera widziała ulicę na której jeden z domów był doszczętnie zniszczony a cały ogród przed owym budynkiem robił się od funkcjonariuszy policji, straży pożarnej i pogotowia ratunkowego.

- Wczorajszego dnia w jednej z nieoznakowanych dotąd ulic Londynu zostało zamordowanie młode małżeństwo które jak odnoszą sąsiedzi niedawno się wprowadziło. Znajomi Jamesa i Lili Potter mówią że mieli dziecko. Funkcjonariusze policji i straży pożarnej wykluczyli jednak zgon dziecka ponieważ jego ciała nie znaleziono. Przypuszczają że tuż przed lub po tragedii ktoś zabrał malca z ruin domu. Był to pierwszy napad w tej okolicy i miejmy nadzieję że ostatni. - Mówił prezenter telewizyjny.

Petunia z hukiem osunęła się na kanapę wpatrzona w milczeniu w telewizor. Wernon nie wyglądał lepiej. Z zamyśleniem patrzył na swoją żonę bo nie wiedział jak ona dalej zareaguje.

Po chwili ciszy i bezsensownego patrzenia Petunia w końcu się odezwała:

- Al...Al...Ale jak to jest możliwe? Kto? Po co? Dlaczego? Czy miał motyw by zabić moją siostrę i jej męża? To tacy dobrzy ludzie! A co z moim siostrzeńcem? Kto go zabrał? Kiedy? Czy nic mu nie jest? Po co co ratował? Znaczy to dobrze że to zrobił ale kto mógłby go znać? - majaczyła pochlipujac Petunia.

- Petunio ja...ja wiem że to twoja siostra ale M...M...musisz się opamiętać przecież wiesz kim oni byli!!!- majaczył Wernon.

- och zamknij się! Nie znałeś ich! Zresztą gdybym była moją siostrą to wyszłabym tak jak ona za tego Pottera a nie za Ciebie!

- ale nią nie jesteś i wyszłaś za mnie tak się składa a jak o tym zapomniałeś to spójrz na prawą rękę bo o tym świecidełku chyba też zapomniałaś!!!

Petunia jeszcze bardziej zaszlochała.

- ale ciesz się że nią nie byłaś bo przynajmniej ty żyjesz a ona ten no... - i zaczą uprawiać coś w stylu pantomimy próbując pokazać śmierć.

- przynajmniej? PRZYNAJMNIEJ!! Masz ci los! Jak zwykle mam rację jesteś nie czuły! Nie dość że na mnie naskakujesz to jeszcze nabijasz się ze śmierci mojej siostry!!- kolejny raz głośno zaszlochała.

Wernon wziął pudełko chusteczek i usiadł obok Petunii. Lewą ręką objął żonę a prawą podał jej chusteczki.

- przepraszam kochanie. Ta cała sprawa z morderstwem też mnie przeraża i dlatego tak naskoczyłem.

Petunia przez łzy smutku nieśmiało się uśmiechnęła.

Całej tej sytuacji przyglądał się zwykły dachowiec który po kolejnym wybuchu płaczu Petunii uciekł w popłochu.

***

Do wieczora panowała gęsta atmosfera. Petunia siedziała na kanapie z pudełkiem chusteczek a Wernon niespokojnie chodził po domu.

***

Około północy kiedy domownicy Privet Drive na dobre już spali po ulicy zaczą kroczyć wysoki siwiejący mężczyzna z długą brodą opadającą prawie do pasa. Ubrany był w długą szkarłatną szatę po kostki i tiarę podobnego koloru. Wyjął z kieszeni coś przypominające podłużną owalną zapalniczkę i włączył. W jednej chwili na ulicy zgasły wszystkie latarnie a ich światło jak zaczarowane poszybowało do tajemniczej " zapalniczki ".

Ku mężczyźnie zaczął zmierzać dachowiec.
- o witaj profesor Mcgonagal. Piękny wieczór, dzień też był bardzo słoneczny i radosny. - zwrócił się do kota.

W miejscu w którym przed chwilą był kot stała teraz wysoka kobieta koło 50 w podobnej szacie co mężczyzna tylko w kolorze ciemnej purpury. Po kocie nie było ani śladu.

- Albusie jak morzesz tak myśleć po tym co się stało?

- mówiłem o pogodzie. Nie śmiałbym powiedzieć złego słowa o tragedii w dolinie godryka.

- przeglądałam się dzisiaj temu co tu się działo. Czemu mugole nie mogą nazwać ulicy w dolinie godryka przy której mieszkali Lili i James?. Mniejsza z tym. Widziałam jak wujostwo Harrego zachowywało się. Źle zareagowali na te wieści.

- Minerwo dziwisz się? Przecierz sama byłaś w szoku. Mniejsza ON zaraz się tu zjawi.

Teraz stali w ciszy. Oczekiwali nie wiadomo czego gdy nagle na końcu ulicy wyłoniła się czarną postać. Gdy podeszła nie było widać owej osoby. Trzymała tylko coś małego i białego. Albus potrzedł bliżej i zabrał białą " rzecz " z rąk zjawy.

- dziękuję ci Severusie.

Postać skinęła tylko głową i rozpłynęła się.
Minerwa odsunęła kawałek białego materiału na rękach Albusa. Ich oczom ukazał się kosmyk czarnych włosów poruszający się na wietrze. Z pod niego widać było twarz maleńkiego chłopczyka.

- jaki on uroczy. - powiedziała Minerwa.
Ku jej zdziwieniu na czole chłopca ukazała się lekko krwawiąca rana w kształcie błyskawicy.

- ale nic mu nie jest? - Albus pokręcił głową.

Podeszli do domu z numerem czwartym Albus położył chłopca na progu drzwi. Ułożył obok niego mały liścik

- będzie żyć tu przez jedenaście lat w spokoju a potem... - przerwał jej Albus.

- nie martwym się tym co będzie za jedenaście lat. Choć jeśli o tym mowa to każdy będzie znać jego imię i nazwisko i jedno zdanie " chłopiec który przeżył ". - Powiedział i zaczął się oddalać. Z jego ust można było wyczytać bez głośne : " żegnaj Harry Potterze " i obydwoje rozpłynęli się w powietrzu.

***

Dzwonek sam zadzwonił do drzwi. Petunia podeszła by zobaczyć czy coś się stało o tak późnej porze. Lecz ku jej zdziwieniu nikogo nie było. Już miała zamknąć drzwi kiedy nagle usłyszała płacz dziecka. Na progu leżał mały chłopiec owinięty w biały materiał i list. Podniosła jedno i drugie i zamknęła drzwi. Rzuciła list na kanapę obok Wernona i pobierał na piętro by położyć chłopca obok swego syna w kołysce. Już w tedy wiedziała że to jej siostrzeniec i tylko zeszła na dół przeczytać list....

WOW!!! Ale się porobiło! XD
1045 słów! Jak na pierwszy raz nieźle. ;)
Taki mały wstępik na początku taki trochę nudny ale mam nadzieję że kolejny rozdział będzie lepszy :). Nie bijcie za to że kilka faktów nie zgadza się z treścią książki ale jak pisałam w prologu taki był zamysł XD

W kolejnych rozdziałach zmieni się narracja. Nie będzie trzecio osobowej jak tutaj tylko pierwszo osobowa i to z perspektywy wielu osób. Będzie się działo :) 

To do kolejnego rozdziału ;)

Ps. Nie bijcie za błędy proszę XD piszcie w komach żebym je poprawiła ;)

Harry Potter i wielki początek.La tua prossima ossessione. Scoprilo ora