Prolog

228 16 12
                                        

- Dominika, zaraz nie zdążysz na samolot! – krzyknęła moja mama.
- Już biegnę! – wybiegłam nerwowo z swojego mieszkania i zamknęłam drzwi, po czym ruszyłam szybkim krokiem razem z mamą w stronę samochodu taty, który czekał pod blokiem. Od dawna planowałam wylot do Denver nie tylko ze względu na teoretyczną lepszą jakość życia w Stanach Zjednoczonych, ale także na zapierające dech w piersiach górskie krajobrazy Gór Skalistych. Znalazłam mieszkanie na wynajem i pracę jako kelnerka w barze, więc na szczęście leciałam w miarę zabezpieczona. O ile można o tym mówić, lecąc w nieznane. Gdy dojechaliśmy na lotnisko, uściskałam rodziców, oddałam swojej rodzicielce klucze do mojego domu i poszłam z bagażami w kierunku kolejki do odprawy. Na czas nieobecności postanowiłam wynająć moje mieszkanie koleżance. Nie wiedziałam tylko ile ta moja nieobecność będzie trwała, czy wytrzymam chociaż miesiąc w obcym kraju. Wszystko załatwione, przynajmniej tak to było w moim odczuciu. Podążając według komunikatów na ekranach oraz linii naklejonych na podłodze dotarłam w końcu do samolotu a tam usiadłam w wygodnym miejscu przy oknie. Dosiadł się do mnie jakiś starszy mężczyzna w garniturze, który wyglądał na bardzo zadowolonego i skorego do rozmowy. Bardzo lubiłam rozmawiać z obcymi ludźmi, ale tak bardzo byłam zestresowana pojawiającymi się co chwilę nowymi sytuacjami, że nie miałam ochoty z kimkolwiek rozmawiać. Chciałam w tamtej chwili tylko założyć słuchawki i pójść spać. Wystartowaliśmy.
- Tak mi się zdaje, że przez najbliższe parę godzin będziemy na siebie skazani, a siedzieć bez rozmowy i patrzyć się w jeden punkt według mnie nie wypada. Jestem Edward Brown, a pani? – facet zagadał do mnie po angielsku i wyciągnął dłoń w moją stronę. Chyba musiałam porzucić plany i skonfrontować się znowu z nową sytuacją – rozmową z obcym człowiekiem po angielsku.

- Co za optymistyczne podejście – odpowiedziałam sarkazmem – Niech pan mi mówi po prostu Dominika – podałam dłoń.
- Miło mi. Leci pani pierwszy raz?
- Tak i trochę się stresuję. Lecę do Denver na stałe. Czasami przydaje się przeprowadzka na drugi koniec świata – zaśmiałam się nerwowo.

- Niech mi pani wybaczy, że tak zagadałem znienacka. Po prostu jestem bardzo podekscytowany na samą myśl, że wracam do domu. Biznes to biznes, ale rodzina ważniejsza. Niech się pani nie martwi, wygląda pani na bardzo porządną i sobie pani poradzi w tym mieście. Chciałbym, żeby mój syn był taki sam. Przy okazji muszę zahaczyć o Denver, żeby spotkać się z moim synem i zobaczyć jak sobie radzi w większym mieście. 22 lata i gra w jakimś zespole. Znalazłby jakąś porządną pracę, bo z tego muzykowania nic mu nie wyjdzie. Ale on dalej upiera się przy swoim. Zobaczymy jak mu to dalej wyjdzie.

- Wie pan, może mu się uda z muzyką. Trzeba być dobrej myśli i wierzyć w syna, bo skoro jest pewny tego, co robi to powinno mu się udać. Tak się składa, że też mam 22 lata, więc chyba rozumiem jego tok myślenia.

- To świetnie! Może zapoznałbym was? Taka ułożona dziewczyna jak ty pasowałaby do mojego Drew. Mam nadzieję, że nie masz chłopaka.

Poczułam się lekko speszona. Swatanie syna z pierwszą lepszą dziewczyną w samolocie nie brzmiało zbyt dobrze.

- No nie mam chłopaka, ale nie sądzę, że to dobry pomysł… Nie wydaje się to panu dziwne? Ledwo mnie pan zna.

- Widzę, że nie jesteś przekonana – przerwał mi i wyciągnął portfel, po czym go otworzył i wyjął zdjęcie – A o to i on – podał mi fotografię na której było widać uśmiechniętego mężczyznę z czapeczką urodzinową na rudych, kudłatych włosach. Do faceta przytulała się jakaś kobieta. Pan Edward zauważył, że przyglądam się tej drugiej postaci – Nie martw się, to tylko jego siostra. Lepiej przypatrz się jemu.
- No dobrze.
Trochę to było dziwne, ale mówi się trudno. Czasami trzeba spełniać nawet najdziwniejsze prośby starszych ludzi. Zaczęłam się przyglądać się synowi pana Edwarda. Na pierwszy rzut oka wydawał się być spokojny i miły.

-No i jak się podoba?

Co mu miałam odpowiedzieć? Dlaczego takie rzeczy musiały spotykać akurat mnie? Czułam się jak w jakiejś podniebnej edycji "Kto poślubi mojego syna?".

- Wydaje się sympatyczny.

- No wie pani, tu akurat ma pani absolutną rację. W końcu ma to po swoim ojcu.

To był chyba taki moment, że gdybym miała możliwość zadzwonienia telefonem i nie bylibyśmy ok. 10000 km nad poziomem morza to natychmiast uciekłabym pod pretekstem tego, że zadzwoniła do mnie mama i potrzebuje mnie pilnie w domu. Oczywiście, moje dobre wychowanie nie pozwoliło na pokazanie mu tego, więc jedynie uśmiechnęłam się.

- Przepraszam, ale muszę się zdrzemnąć. Chyba ta radość mnie tak wyczerpała – zwrócił się jeszcze raz do mnie i poszedł spać. W myślach podziękowałam za to Bogu. W końcu pan Edward mógł stworzyć jakieś dziwniejsze plany.

- Nie ma sprawy.
Trochę mi ulżyło, bo chyba nie wytrzymałabym ani chwili dłużej tamtej próby swatania. Wróćmy do tego, że w ogóle nie miałam ochoty na żadne pogawędki z obcymi. Mój organizm domagał się psychicznego i fizycznego odpoczynku. Z drugiej strony może warto było zobaczyć, kto to ten Drew, bo przydałoby się teraz zdobywać nowe kontakty. Warto nie być samym w nowym miejscu. Lepiej mieć kogoś znajomego niż nie mieć nikogo. Założyłam słuchawki i włączyłam muzykę. Oczywiście jak to ze mną bywało szybko zasnęłam jak małe dziecko.

****************************************************************************

Cześć wszystkim! Mam nadzieję, że prolog chociaż trochę wam się spodobał. Jest to moja pierwsza praca, więc z góry przepraszam za moje wszelkie błędy. Chciałabym również podziękować mojej ukochanej Queen_of_Worlds za wszystko. Zapraszam serdecznie do komentowania i dalszego czytania. :)

Can't Stop //w trakcie poprawiania//Stories to obsess over. Discover now