Szellem

24 3 0
                                        

- Odejdź. Proszę Cię. Nie utrudniaj tego. Idź.

Pierzasty kobold spojrzał smutnym wzrokiem na zielonołuską samicę. Nie chciał jej opuszczać. Nie teraz. Nie w momencie, kiedy miała mieć jajko. Ich wspólne jajko. Pogłaskał ją po łuskach na brzuchu. Ta odwróciła się od niego gwałtownie. Wiedziała.

- Idź! - Niemal krzyknęła na gada.

- Wybacz... - powiedział na odchodne. Lecz nie do kobiety. Patrzył w niebo.

Meve przebudziła się. Rozglądnęła się, zdziwiona miejscem, w którym się znalazła. Wzgórze opromieniał Księżyc w pełni, wokół pachniało wiosenną trawą. Obok niej dogasało drewno ogniska. Z drugiej strony leżała jej baglama i... Białe pióro.

"Musiałam przysnąć..." - Pomyślała widząc przed sobą kartki zapisane wierszem.

Zaczęła się zbierać. Gdy dotknęła piórka przeszedł ją dreszcz... Przyjemny. Przeczuwała, że przedmiot jest magiczny. Ale nie wiedziała dlaczego, ani w jaki sposób...

Droga nie należała do prostych. Długie pazurki kobolda wbijały się w powierzchnie, zabezpieczając go przed ześlizgnięciem się w dół. Niektóre odcinki musiał pokonywać na czterech łapach.

Jego pysk jednak nie zdradzał żadnych emocji. Szedł zdecydowany, znając cel drogi. Ciągle w górę, nie zwracając uwagi na ostre kamienie. Spokój promieniował od niego, odstraszał dzikie zwierzęra pojawiające się zza roślinności, wietrzące łatwy łup. Jaszczurkowaty nie miał bowiem na sobie żadnej zbroi, przy sobie żadnej broni. Tylko tę aurę...

Koboldka powoli szła ścieżką w górę. Niesiony na plecach instrument i torba z przyborami do pisania trochę jej przeszkadzały, ale nie uniemożliwiały podróży. Nie miała ze sobą broni. Od zawsze dziwiła się, dlaczego wszyscy dorośli przestrzegają ją przed dzikimi zwyerzętami, podczas gdy ona ich nigdy nie widziała. Zastanawiała się nawet czy istnieją...

Nagłe zatrzymanie oznaczało koniec podróży. Polana na wysokiej górze oświetlona blaskiem Księżyca. Tak. To tu.

Za plecami kobolda pojawił się nagle jaszczur.

- Przyszedłeś. - Zwrócił się do małego gada. - Nie spodziewałem się po tobie takiej odwagi. - Stwierdził prześmiewczym tonem.

- Czy spłacenie długu wymaga odwagi? - odezwał się do brązowoskórego, patrząc na niego wzrokiem przepełnionym mądrością. Nastąpiła chwila ciszy, aż w pewnym momencie pysk kobolda zupełnie zmienił wyraz - Szellem... Tyle lat cię nie widziałem, a teraz przybywasz tu jako jednyny. Dziękuję.

Szellem wyszczerzył się w coś na kształt uśmiechu. Zamruczał gardłowym, wibrującym dźwiękiem, potwierdzając słowa pierzastego - Mhm. Zawsze do usług, mistrzu. - Ostatnie słowo przeciągnął na samogłoskach, podkreślając je w typowo gadzi sposób. Nie ukłonił się jednak. Od jakiegoś czasu nie zwykł okazywać szacunku. Nikomu.

Nie mogła zasnąć. W głowie kłębiły się jej senne obrazy. Jaszczur, pierzasty kobold... Meve, to tylko sen! Przerzuciła się na drugi bok, a jej wzrok utkwił w baglamie. Blade światło zza okna odbijało się w jego zdobieniach, tworząc jakby świetlną aurę wokół instrumentu. Nagle poczuła, że musi wziąć go pod pachę i wyjść z domu. Nie do końca świadoma tego, co ją pcha w podróż, wyszła po ciuchu z chatki, starając się nie obudzić śpiącej matki.

- Gotowy? - zagadnął kobold jaszczura w przedłużającej się chwili ciszy.

- Zawsze. Tylko jedna sprawa mnie zastanawia. Elet... Czy warto robic... To wszystko... Dla kobiety?

- Tak. Dla kobiet. - odpowiedział pierzasty, przeciągając łapką po piórach na łebku. Spostrzegawczy obserwator zauważyłby nienaturalny błysk w oczach Eleta. Potem wstał. Był gotów. Tak jak przeczuwał, nie trwało to długo. Nawet nic nie poczuł. Tylko... ciemność...

Sny. Niezrozumiane obrazy kołaczące się po podświadomości. Szukające ujścia, gdy tylko świadomość zasypia. Pomagające zrozumieć siebie. Lub czasem w tym przeszkadzające. Budzące w środku nocy, nie pozwalające zanąć. Mylące się z rzeczywistością.

Meve tej nocy przebudziła się zdyszana. CO SIĘ STAŁO PIERZASTEMU? CO Z JASZCZUREM? Starała się uspokoić. Myśli kłebiły się w jej łebku. Ten jaszczur... Gdzieś go już widziała... Tylko w ciemnym płaszczu... Kapturze...

Wzgórze oświetlał Księżyc w pełni, tryumfalnie wznoszący się na niebie.

Na ziemi leżało ciało opierzonego gada. Kobold wyglądał jakby spał... Pochylał się nad nim brązowoskóry jaszczur.

- Wybacz mistrzu... - Powiedział szyderczym tonem, głaszcząc biały, pierzasty łeb kobolda. Wplątał pazury w długie lotki i szybkim ruchem wyrwał dwa pióra. W tym momencie zwinął się jakby z bólu, jego gałki oczne odwróciły się, a on nieswoim głosem powiedział jedno słowo - Meve.

SzellemKde žijí příběhy. Začni objevovat