Rozdział 1

41 2 0
                                        


— Proszę się zatrzymać. Pojazd przeznaczony wyłącznie do jazdy na autopilocie. NA AUTOPILOCIE! Proszę puścić kierownicę albo wezwiemy służby porządkowe!

To wzywajcie, pomyślał Jim, nadal siłując się z kierownicą. Podniebna taksówka pędziła z prędkością sporo przekraczającą dozwoloną.

— Proszę puścić kierownicę albo wezwiemy służby porządkowe!

— Zamknij się! — krzyknął zdenerwowany chłopak.

— Trochę kultury, synu. Rozmawiasz z nie byle jakim komputerem pokładowym! W tej kabinie woziłem samą panią prezydent Elizabeth von Copper i niech...

— ...pokój jej duszy po wsze czasy — dokończył za komputer, przewracając oczami. Żałował, że w ogóle się odzywał. Gdyby nie musiał skupiać się na drodze, z pewnością wyłączyłby głośniki. Komputery pokładowe lokalnych taksówek znajdowały się dość wysoko na jego liście rzeczy znienawidzonych.

Do celu zostało już tylko kilka przecznic.

— Proszę się zatrzymać, młody bezczelny człowieku! Służby porządkowe zostały już poinformowane o niesubordynacji.

— A wiesz, gdzie ja mam te twoje służby porządkowe?

Komputer sprawiał wrażenie, jakby przez moment się zastanawiał, po czym odparł:

— Czy ma pan, młody człowieku, na myśli to miejsce, w którym kończy się ludzki kręgosłup?

— Tak, właśnie, przyjacielu — wyszczerzył zęby Jim.

Pojazd wykonał ostry zakręt w prawo, niemal uderzając w kosmolot nadlatujący z naprzeciwka.

— Cholera!

— Etykieta zabrania używania tak wulgarnych zwrotów w naszej taksówce!

Tylko wciąż ciążąca w rękach kierownica powstrzymywała Jima od rozwalenia interfejsu.

— Wiesz, co? Wyszukaj w Sieci definicję słowa ,,uprowadzenie" — może choć na chwilę się zamknie.

Taksówka przejeżdżała właśnie przez dzielnicę handlową Copper, nazwaną tak na cześć zmarłej pani prezydent, gdy rozległ się ryk syren. Jim rzucił wiązanką siarczystych przekleństw. Był już tak blisko celu. Nie mógł tak po prostu się poddać!

— TY MNIE PORYWASZ!

Naprawdę. Powinna istnieć Nagroda Nobla dla sztucznych inteligencji.

Taksówka przekroczyła już 400km na godzinę, a kosmoloty na trasie zaczęły zjeżdżać na bok. Nikt nie miał ochoty zostać ofiarą zwariowanego kierowcy. Taksówki z autopilotem nie mają lusterek, więc Jim musiał na chwilę się odwrócić, by sprawdzić, czy policja już go ściga. Ścigała.

— Samuel! Ty idioto! — krzyknął, wkładając w te słowa całą swoją wściekłość na kontrahenta. Dobili, jak się wydawało, uczciwego targu. Dwa tysiące dolarów za uprowadzenie taksówki numer 425 to wysoka sumka, na którą Jim z chęcią się zgodził. Nie zorientował się, że dodatkowy tysiąc do stałej sumy tej usługi to tak naprawdę dodatkowe ryzyko, z którym wiązała się akcja. Ale czym jest życie bez ryzyka? Chłopak miał nadzieję, że ryzyko kończyło się na irytującym AI i przejeździe zatłoczoną dzielnicą handlową.

Padł pierwszy strzał. Gliny nawet nie spróbowały rozmawiać. Jeśli powzięli decyzję o zabiciu go w trakcie pościgu, to znaczyło, że owo ,,dodatkowe ryzyko" było znacznie większe niż się spodziewał, a jego pracodawca zataił przed nim jakiś fakt dotyczący kosmolotu. Jim dodał gazu.

—Poddaj się młodzieńcze! Moi wybawcy są blisko. Jeżeli się zatrzymasz, masz szansę ocalić skórę.

Bzdura. Jeżeli już zaczęli strzelać, to nie skończą, dopóki go nie dopadną.

— Lepiej się trzymaj, gaduło – Jim ostrzegł komputer pokładowy, choć ten i tak nie był wyposażony w symulatory zmysłów.

Taksówka pikowała.

— Łooooooooo! — krzyczały głośniki.

Jim w ostatniej chwili wyrównał lot.

— Człowieku, mogłeś nas zabić!

Chłopak ani na chwilę nie zwalniał. Dźwięczące wycie syren z każdą chwilą oddalało się coraz bardziej. Policja ewidentnie zdecydowała o zaniechaniu pościgu, bojąc się zrugania przez przełożonych za złamanie bezwzględnego zakazu jazdy poniżej poziomu dróg powietrznych, na równi z pieszymi. Wynikało to ze względów bezpieczeństwa i tłumów na głównych ulicach - bezpośrednim skutku nagłego przeludnienia, które nastąpiło przed dwudziestoma laty. Postęp technologiczny sprawił, że kosmoloty obecnie mógł mieć każdy, więc najwygodniej było zlikwidować transport ziemski na rzecz transportu powietrznego. Rozwiązanie ekologiczne, jako że kosmoloty zasilano energią elektryczną bądź słoneczną, a przede wszystkim niwelujące wysoką wtenczas liczbę wypadków samochodowych.

Jim znał doskonale miejsce, w którym się znalazł. Była to bardzo rzadko uczęszczana ulica, więc nie musiał martwić się o pieszych.

—Masz nie po kolei w głowie.

— Zaraz poznasz kogoś, przy kim uznasz mnie za przeciętnego — zapewnił.

Skierował taksówkę, która nie stawiała już żadnego oporu, w kierunku warsztatu Samuela. Głęboko w zaułki śmierdzącego, umierającego Mixity.

Przerażona sztuczna inteligencja w końcu zamilkła.

Czuć było obrzydliwą woń alkoholu i ludzkich ekskrementów. Tylko raz Jim musiał wyminąć błąkającego się i gadającego coś do siebie ćpuna.

— Tu jest ohydnie. Chcę do domu.

***

RV-44-K przerwała trening. Usiadła na ławce, przyglądając się innym walczącym androidom. RV-12-K była z nich najlepsza. Każdy cios, jaki wymierzała w innego androida, odznaczał się brutalnością, a jednocześnie gracją. Czterdzieści Cztery lubiła Dwunastkę. Podobał jej się sposób, w jaki walczy ciemnoskóra droidka.

RV-12-K jednym ciosem połamała ręce Trójce i Trzydziestce Ósemce. RV-44-K nie współczuła im ani trochę. Nie musiały pchać się na ring i lekkomyślnie rzucać wyzwania czempionce.

Sala pustoszała z każdą minutą. Czterdziestka Czwórka odłożyła ręcznik, którym wcześniej wycierała pot z czoła i karku. Wzięła łyk zimnej wody z dozownika stojącego w rogu sali i ruszyła w stronę ringu. Teraz w sali treningowej zostały tylko one. Czterdziestka Czwórka i Dwunastka. Nie potrzebowały zamieniać ze sobą ani jednego słowa. Obie cały dzień czekały na ten moment. Czarnoskóra Dwunastka zaczęła krążyć wokół swojej nowej ofiary. Drobnej blondyneczki, która z pozoru wyglądała całkowicie niewinnie, a w środku skrywała nadzwyczajną siłę, spryt i inteligencję. Czterdziestka Czwórka stała spokojnie i czekała, aż Dwunastka wykona pierwszy ruch. W końcu się doczekała. Przeciwniczka spróbowała powalić blondynkę ciosem w kolana, ale Czterdziestka Czwórka była zbyt szybka. Skoczyła, wykonując obrót w kierunku Dwunastki. Cios w głowę. Pudło. Cios pod żebra. Pudło. Dwunastka oberwała w nos. Nic nie czuła, pomimo że nos na pewno był złamany. Jako android bojowy nie miała wszczepionych receptorów umożliwiających odczuwanie bólu.

Ciemnoskóra sparowała uderzenie w skroń. Blondynka wykonała niespodziewany manewr. Prześlizgnęła się miedzy nogami przeciwniczki tak szybko i zwinnie, że ta nie zdążyła nijak zareagować. Została przygwożdżona kolanami do ziemi przez niepozorną droidkę, której nawet dobrze nie znała. Czterdziestka Czwórka nawet nie drgnęła, skręcając Dwunastce kark.

Blondynka wstała, wzięła torbę i świeży ręcznik z szafki i wyszła. Z wewnętrznej kieszeni torby wyjęła telefon. Nieodebrana wiadomość. Anonimowa. Numer zastrzeżony.

,,Jesteś gotowa?"

Zmieniła ustawienia telefonu tak, jak poinstruował ją wcześniej Uncle. Teraz nikt nie mógł namierzyć, skąd została wysłana wiadomość.

,,44 zawsze jest gotowa."

HumanWhere stories live. Discover now