》Hux《

267 20 3
                                        

Pozdro dla Kociaczek2017 :* zgadłaś o kim będzie pierwszy rozdział!
-----------------------
Rude włosy zaczesałem do tyłu i wtarłem w nie żel, aby żaden kosmyk nie pomyślał nawet o wydostaniu się z idealnej falii. Spojrzałem w lustro i zobaczyłem to co od zawsze chciałem tam zobaczyć. Silnego, niezależnego i przebiegłego mężczyznę, który potrafi osiągnąć wszystko, bez najmniejszego wysiłku.
Uśmiechnąłem się do samego siebie i wyszedłem z łazienki. Zapiąłem czarny mundur, a następnie wyszedłem ze swojego pokoju i wraz z moją eskortą udałem się do Rey.
Po ostatnim incydencie zaczynałem zastanawiać się nad jej zachowaniem. Była w bazie od kilku dni, a życie wyglądało inaczej. Coś wreszcie zaczęło powoli się ruszać. Snoke kładł większy nacisk na tropienie Rebeliantów i Skywalker'a. Zasady były bardziej przestrzegane, a występki surowiej karane. Kylo Ren... ten niewyrośnięty chłopczyk z wiecznie zaszklonymi oczami, działał mi na nerwy, jak nikt inny. Próbował być tak bardzo na czele i zostać tym najważniejszym pupilkiem Snoke'a, a nie widział, że Najwyższy nie ufa mu już tak jak kiedyś. Śmierć jego ojca nie wzruszyła Snoke'a tak bardzo jak Ren się tego spodziewał, ale to co najbardziej mnie denerwowało był fakt, że nadal był wyżej ceniony niż ja. Gdy dostałem informację, iż Rey będzie przebywać rekrutację wcześniej o jeden dzień postanowiłem nie mówić o tym Kylo. Sam chciałem ją przygotować, po treningu z Phasme, do tego spotkania. Musiałem jakoś przekonać ją do siebie i zyskać jej zaufanie...
Dziewczyna leżała na łóżku, ale gdy tylko wszedłem, podniosła się do pozycji siedzącej.
- Witaj, widzę, że już wstałaś. - Chciałem jakoś zachamować potok wyzwisk jakie cisnęły mi się na usta. Byłem wściekły gdy tylko na nią patrzyłem. I wtedy dokładnie przyjrzałem się jej twarzy. Była zapłakana. Jej opuchnięte czerwone oczy, pięknie pasowały do mokrych policzków. - No rusz się! - Byłem ciekawy czy to Kylo doprowadził ją do takiego stanu. Tej wstała i spojrzała prosto na mnie. - Bawią mnie twoje uczucia. - Starałem sie wyczytać cokolwiek z jej twarzy, ale prócz smutku i zadziwiającej determinacji nie widziałem tam nic. - Biedna, roztrzęsiona Rey, potrzebuje swojego dużego i silnego obrońcy, Kylo Ren'a żeby wstać z łóżka bez płaczu.- Udawałem głos małego dziecka, na co ona otarła łzy z wściekłością. - Idziemy. - Złapałem za jej chudą rękę i wypchnąłem ją przez drzwi prosto na moją eskortę, szturmowców. Szedłem w milczeniu, nie odwracając się, aby spojrzeć na dziewczynę. Moje czarne wysokie oficerki uderzały o posadzkę wydając głośny stukot.
Weszliśmy na salę gdzie, czekała na nas Phasma. Skinęła do mnie głową na co odpowiedziałem jej tym samym. Szturmowcy zaprowadzili zbieraczę pod samo oblicze Kapitan i wrócili do mnie. Stanąłem z boku, chcąc przyglądać się całemu przedsięwzięciu. Phasma zaczęła tłumaczyć coś Rey, ale nie bardzo słuchałem co. Patrzyłem na dziewczynę i starałem się wyczytać z niej, jaki będzie jej kolejny ruch w tej bazie. Co jeszcze wymyśli, aby utrzymać się blisko Rena...
I wtedy wpadłem na pewien pomysł. Skoro dziewczynie tak bardzo zależało na tym żeby utrzymać się przy życiu, mogłem jej w tym pomóc jednocześnie samemu sobie ułatwiając sprawę.
- Generale Hux. - Obok mnie zmaterializował się nagle Daaron Ren. Blond włosy spiął w długi lśniący kucyk, spoczywający na plecach mężczyzny. Skinąłem głową i również go powitałem. - Chciałbym z tobą porozmawiać... na osobności. - Stwierdził, uważnie lustrując wzrokiem moich szturmowców.
- Oczywiście. - Natychmiast się zgodziłem. - Zostańcie tu, a w razie potrzeby niech jeden z was po mnie przyjdzie. - Zwróciłem się do żołnierzy. Zasalutowali, a ja w spokoju odszedłem za Daaron'em.
- O co chodzi? Dowiedziałeś się czegoś? - Zapytałem natarczywie gdy wreszcie, znaleźliśmy się w moim gabinecie. Rycerz Ren otaksował mnie spojrzeniem niebieskich oczu.
- Od dwóch dni nie utrzymują ze sobą żadnego kontaktu. Kylo nie wychodzi ze swojego biura. Głoduje. Kilku moich widziało jak posiłki wracają od niego w stanie nienaruszonym. Nie reaguje na wezwania ...
- Dokładnie za cztery godziny, ma odbyć się spotkanie, czyż nie? - Przerwałem mu. Przytaknął i usiadł na brzegu biurka. Zamyśliłem się na chwilę. Skoro Kylo tak bardzo unika Rey ostaynimi czasy, nie będzie miał też nic przeciwko temu, gdy powiadomię go jako ostatniego. - Trzeba ukryć tę informację, aż do ostatniej chwili. Kylo ma dowiedzieć się ostatni. - Daaron wstał i podszedł do gabloty, w której stały książki. Kurz pokrył niektóre z nich. Pojedyncze jednak wyglądały jakby stały tam od niedawna.
- Obawiam się, że jego szpiedzy będą bardzo dociekliwi. Jednak postaram się zrobić co w mojej mocy. - Zakończyliśmy w dobrym momencie. Przez drzwi wpadł szturmowiec.
- Generale! - Daaron zmył się niezauważalnie. - Kapitan Phasma złamała zasady Szturmowców. Musimy niezwłocznie udać się tam i zabrać rekrutkę Rey. - Nie dotarły do mnie jego słowa. Jak to, Phasma złamała zasady?
- Ale jakie...
- Naprawdę nie ma czasu na wyjaśnienia. Musimy się pośpieszy, w innym wypadku coś złego może się stać. - Co tak bardzo potrzebowało mojej interwencji? Wyszedłem za nim z milionem pytań w głowie.
Na miejscu zastałem istne piekło. Szturmowcy leżeli w różnych pozycjach porozrzucani po poligonie jak szmaciane lalki. Na środku stały Phasma wraz z Rey mierząc w siebie bronią. Obie były skrajnie wyczerpane, ale to Rey miała przewagę. Użyła Mocy i szybkim zdecydowanym ruchem, wbiła treningowy miecz świetlny w sam środek zbroii Kapitan. Byłem pod wrażeniem. Jej umiejętności znacznie się poprawiły. Nadal była miękka i potulna, ale widać potrafiła zamienić to na brutalność, skuteczność i refleks. Phasme opadła na plecy.
- Nadal nie widzę tutaj żadnego naruszenia zakazów. - Powiedziałem, odwracając się do swoich żołnierzy. Mężczyźni spojrzeli się po sobie. Jeden z nich wystąpił krok bliżej mnie.
- Generale, Kapitan Phasma okazała słabość. Nasze prawo nakazuje nam milczeć w sprawach uczuciowych w stosunku do innych nie będących żołnierzami. Kapitan wypowiedziała swoje myśli na głos. - No tak... ten durny zakaz obowiązywał od jakiegoś czasu. Trzeba było liczyć się z jego konsekwencjami. Nie uznawałem go za najważniejszą, ani też za najlepszą procedurę, ale nie miałem wyjścia. Za ukrywnie kogoś łamiącego przepisy, można było skończyć jeszcze gorzej niż on sam.
- Zajmę się tym. Tym czasem ... - Zamilkłem, widząc jak Rey kieruje się w stronę drzwi. Jeden ze szturmowców ruszył w jej stronę.
Powiedział do niej coś co wyraźnie ją rozzłościło. Postanowiłem wkroczyć do akcji.
- Spokojnie. Możecie zanieść Kapitan Phasmę do medyków. Ja zajmę się Rey. - Dziewczyna spojrzała na mnie ze zdziwieniem. Uśmiechnąłem się do niej najpromienniej jak umiałem, mając jednak niecne plany. - Chodź. - Pokazałem jej ruchem ręki, aby podaążała za mną. Słyszałem kroki za sobą. Przy samym wyjściu zniwelowałem jej wszystkie nadzieje. - Chyba nie myślisz, że pozwolę ci wyjść z jakąkolwiek bronią na zewnątrz. - Westchnęła ciężko i odłożyła miecz na podłogę, po czym ruszyła ponownie za mną. Szliśmy przez chwilę w ciszy. - Zrównaj ze mną krok dziewczyno. Chcę z tobą porozmawiać. - Zrobiła co kazałem. - Masz świadomość tego, że za kilka godzin spotkasz się z Najwyższym? - Przystanęła na chwilę. Jej oczy powiększyły się do nienaturalnych rozmiarów.
- Ale to... miało być dopiero jutro. - Była przerażona.
- Miało. Plany się zmieniły. Snoke nie może już dłużej czekać. - Zbladła. Podszedłem do niej jak najbliżej mogłem i położyłem jedna dłoń na ramieniu drobnej istoty. Nie byłem dobry w pocieszaniu, a moje następne zdanie napewno nie podniosło jej na duchu. - Przygotuję Cię do tego. - Parsknęła śmiechem z bezradności. - Chodź. Informacje, które za chwilę sobie przyswoisz, będą ważyć o twoim losie. - Zaprowadziłem ją do mojego biura i kazałem zająć miejsce. Usiadłem na przeciw. Dziewczyna lustrowała mnie wzrokiem, próbowała rozgryźć mój plan.
- Pewnie masz pytania. - zacząłem - Nie krępuj się. - Rozejrzała się po pomieszczeniu. Czekałem, z każdą chwilą tracąc cierpliwość.
- Dlaczego chcesz mi pomóc, Genrale? - Ta ostrość jej głosu... niepowtarzalna.
- Mam swoje powody. - Odparłem z lekkim uśmiechem na twarzy. To ją zirytowało. - Nie dajmy się zwariować nienawiści. Nigdy nie zrobiłem ci nic złego... skąd więc ta niechęć? - Byłem ciekawy co mi odpowie. I czy w ogóle mi coś odpowie! Zmierzyła mnie morderczym spojrzeniem.
- Nie sądzę, Generale, abyśmy mogli się kiedykolwiek darzyć innymi uczuciami niż chociażby wzjameną niechęcią. - Pokręciłem przecząco głową.
- Źle mnie oceniłaś. - Wstałem i przysiadłem na rogu biurka, tak żeby być bliżej niej. - Nie jestem ci wrogiem. Wręcz przeciwnie. Chcę ci pomóc, przygotować się na spotkanie ze Snoke'em. Dziewczyna nadal mi nie ufała. Ja już wiedziałem, że będę musiał się bardziej postarać. Odchrząknąłęm. - No dobrze. Zaczynamy. - Zasiadłem ponownie za biurkiem. - Jak myślisz, czego będzie oczekiwał od Ciebie Snoke? Jakie umiejętności ...
- Sądziłam, że będziesz mi to sam wyjaśniał. Nie liczyłam się z prowadzeniem prywatnej lekcji. - Nie spodziwałem tego. Owszem była ostra, ale nie tak.
- No tak... Czyli wolisz nie przeżyć. - Stwierdziłem, chcąc ją przestraszyć. Nie drgnęła. Westchnąłem ciężko. - Przygotuj się na to, że będziesz musiała sprawić komuś ból. - Nadal nic. - Będziesz musiała kajać się i pokazywać swoją uległość na każdym kroku. - Siedziała jak z kamienia. - Będziesz musiała wtargnąć do czyjegoś umysłu, wejść w najciemniejsze zakamarki czyichś myśli. - Spojrzała mi w oczy. Czekała na coś gorszego. Ja miałem jeszcze asa w rękawie. - Będziesz musiała zabić. - Wysyczałem jadowicie. Dziewczyna zbladła. - Tak. Tego właśnie oczekuję od Ciebie Najwyższy Porządek. Poświęcenia, wierności i żadnej litości. Masz zadawać ból. Masz zabijać z zimną krwią. Masz opanowywać ludzkie umysły i bez mrugnięcia okiem je łamać, jak zapałki. Jeżeli jesteś na to gotowa, dobrze. Jeżeli nie, nie przetrwasz tu ani jednego dnia dłużej. - 'Tak jak ja musiałem' pojawiło się w moich myślach. - Zrozumiałaś? - Dopiero po chwili zauważyłem, że obraz lekko mi się rozmył, poprzez łzy zbierające się w kącikach moich oczu. Czułem gorąco jakie opanowało moje ciało. Atmosfera zrobiła się brutalna i konkretna.
- Zrozumiałam. - Odpowiedziała w końcu, z zimną determinacją w głosie. Skinąłem głową na znak porozumienia.
- Miejmy nadzieję, że Snoke też ci uwierzy.
--------------------------
Witam!
Zaczynam (wreszcie) poboczne opowiadanie do "The Dark & The Light: Power of Love". Mam nadzieję, że się spodoba.
I ważne info. Teraz w jedną niedzielę będę wstawiać rozdział tam, a w drugą rozdział tu. W ten sposób będę miała więcej czasu na pisanie, a serio mi go brakuje. Szkoła mnie wykańcza. Przepraszam, ale taka jest konieczność. Mam nadzieję, że was nie zawiodłam.
Niech Moc będzie z Wami!
bibliofilka15

The Leaders & The Warriors | STAR WARSStories to obsess over. Discover now