Haven POV'S
Stałam na krawędzi dachu domu, w którym mieszkałam z rodzicami. Wystarczyło skoczyć, aby pozbyć się problemów. Wszystkich problemów. Czułam jak wszystko we mnie krzyczało, abym TO zrobiła.
Jeden krok do przodu.
Rozległy się szepty. "Ona zaraz skoczy...", "Skoczy...", "Nie wierzę...".
Jeden krok do przodu.
- Nie! Proszę nie rób tego! Moja jedyna córeczka - nawet to, że moi rodzice łkali nie ruszało mnie. Jedyny mój cel tego dnia to skok. Skok do prawdopodobnie lepszego świata...
Jeden krok do przodu.
- Nie rób tego! - z tłumu wyłoniła się męska postać w czerwonych włosach. Kojarzę go ze szkoły. Widziałam go kilka razy na korytarzach. Nie jestem pewna, ale chyba płakał... No cóż na mnie już czas...
O jeden krok za dużo.
Ból. Krzyk. Chłopak. Rodzice. Łzy. Niedowierzający ludzie. Karetka. Ciemność.
Tydzień później
Boli mnie głowa. Jakby miała za chwilę co najmniej wybuchnąć choć to za lekkie porównanie.
Bolą też mnie plecy, nogi, ręce... wszystko.
Po tym skoku miałam nie czuć nic, a tak się składa, że jest zupełnie inaczej. Wszystko przez tego chłopaka! To on zamortyzował upadek. Nie wiem jak, nie chcę wiedzieć.
Spróbowałam otworzyć oczy, ale jaskrawe światło w pomieszczeniu, w którym się znajduje, oślepiło mnie. Za piątym razem się udało. Gdy to zrobiłam usłyszałam głos mojej matki.
- Otworzyła oczy... Boże, ona otworzyła oczy. Doktorze obudziła się! Tom ona się obudziła! Idź powiedzieć temu chłopakowi na korytarzu. Ja porozmawiam z lekarzem - moment. Jestem w szpitalu z tego co wywnioskowałam, ale jaki chłopak? Próbowałam się o to zapytać, ale udało mi się powiedzieć tylko "chłopak", a raczej wychrypieć. Po tym jeszcze bardziej rozbolało mnie gardło. Na moje szczęście nikt tego nie usłyszał.
**********
Dni w szpitalu mijały. Nadal nie wiem co to za chłopak. Z podsłuchiwanych rozmów dowiedziałam się tylko, że ma na imię Michael. Tylko to. Chociaż nie... Jeszcze to, że on "uratował mnie przed śmiercią" i że "biedak, przez cały czas czuwał na korytarzu". Szkoda, że mnie to nie obchodzi. Sam się o to prosił. Gdyby nie on byłoby po wszystkim. Może leżałabym spokojnie w kostnicy i obserwowała wszystko z góry czy coś. Ale nie! Lepiej wszystko komplikować! Miałam ochotę to wykrzyczeć, ale niestety (albo stety) nie mógł wchodzić na salę.
Moje przemyślenia przerwał lekarz. Podał mi leki przeciwbólowe i nakazał się powoli pakować. Ja jak to ja, pakować zaczęłam się już wtedy, kiedy mogłam wychodzić z łóżka, więc wyciągnęłam do połowy zapakowaną torbę, którą dostałam od mamy. Spakowałam resztę rzeczy i poszłam przebrać się z koszuli nocnej w normalne ciuchy. Padło na czarne dresy i jakiś niebieski T-shirt oraz czarne adidasy. Wszystko pięknie, ale ja jako osoba niecierpliwa - nudziłam się przez kilka godzin.
Po wypisaniu mnie ze szpitala od razu wybiegłam z budynku. No może nie dosłownie przez utykanie na prawą nogę, bo nie chciałam kul, ale spokojnie, doszłam do auta mojego taty. Na moje nieszczęście był tam ON (mam nadzieję, że wiecie o kogo chodzi).
- Co on tutaj robi?! - zdziwiłam się, gdy zauważyłam tego chłopaka, który mnie uratował.
- Haven, proszę uspokuj się.
- Jasne. Przecież to zupełnie normalne, że twój tata sprowadza obcych chłopaków. Spoko. Nie ma problemu.
- Naprawdę? - spytał Michael. Tak zapamiętałam jego imię.
- Nie! Ugh... - wsiadłam do samochodu. I jak ma zawołanie podwinęła mi się bluzka. Co ukazało moje rany na brzuchu. Ups? Na szczęście widział tylko ten bok. Wybałuszył oczy i cały czas się na mnie patrzył. Dobrze, że nie widział moich ud. Wtedy by się zdziwił. Ale na szczęście wszystkie rany są sprzed roku. Teraz bym się do tego nie posunęła.
Kiedy Michael otrząsnął się z nachylił się do mnie i wyszeptał mi do ucha.
- Nie martw się nikomu nie powiem. - Ja tylko się uśmiechnęłam, ale kiedy się przewróciłam oczami.
- Nie rób tak, bo Ci tak zostanie. - zauważył to pieprzony ninja.
- Co zostanie? - spytał mój ojciec. Jak zwykle nie w temacie.
- Nic. - odpowiedział za mnie.
**********
Dojechaliśmy do domu.
- Możesz mi wyjaśnić po co on tu w ogóle przyjechał?
##########
Hejka!
To jest ta poprawiona wersja. Oczywiście dalsze części będą lepsze, ale jak na razie cieszmy się tym, co mamy.
A jaka jest Wasza opinia o tym rozdziale?
CZYTASZ
Ratunek|M.C
FanfictionCo się stanie jeśli chłopak uratuje dziewczynę próbującą popełnić samobójstwo?
