I

16 2 1
                                        

Pogoda tego dnia, tak jak i każdego innego tego czasu, nie dopisywała. Było chłodnawo a słońce od kilku dni non stop przesłaniały szare i ponure chmury. Jak zawsze o dziewiątej przechodził wzdłuż parku idąc do swego biura. Jak zawsze ubrany w szaro-zielony garnitur, czarną marynarkę i gustowną wśród ludzi w jego wieku muszkę. Jego uczesane o poranku siwiejące włosy, jak się spodziewał, nie wytrzymały w spotkaniu w wietrzykiem.

Humor jednakże mu dopisywał, gdyż pod ramieniem niósł dwa nowe schematy patentowe, które miał zamiar dziś o piętnastej zanieść do biura patentowego. Mijał właśnie szereg ławek, starych i ze śladami zdartej farby. Mimo złej pogody i prawie całkowitego braku przechodniów na ławce siedział mężczyzna. Dojrzały, ubrany w szary garnitur i elegancki melonik czytał gazetę. Zza niej udało mu się dostrzec bujny czarny wąsik.

Przeszedł by koło niego w spokoju gdyby nie fakt iż gdy tylko go minął mężczyzna wstał.

- Thomas Edison – zdjął i przyłożył melonik do piersi – Nicola Tesla

Chwilę zajęło mu wytrzeszczenie oczu i lekkie, prawie niezauważalne, rozłożenie ust. Przez kilka sekund spoglądali sobie w oczy, czekając na reakcję któregoś nich. Sekundy ciągnęły się nieznośne.

Pierwszy inicjatywę podjął Thomas. Cisnął tuby z projektami prosto w mężczyznę i nie tracąc ani sekundy rozpoczął bieg w przeciwnym kierunku. Zbiegł ze ścieżki na wyłożoną opadłymi liści ziemię i pobiegł na przeciwległą dróżkę. Nie spoglądał za siebie gdyż wiedział, że może go ty tylko spowolnić, lub co gorsza, spowodować potknięcie na wyłożonej kamieniami trasie. Biegł z całych sił ale swoje najlepsze lata miał już za sobą.

Nawet nie spostrzegł, gdy Tesla był już na tyle blisko by powalić go na ziemię, kopnięcie prosto w niższą część kręgosłupa. Upadając mało nie uderzył głową w wystający, wygładzony kamień, lecz w porę wyciągnął przed siebie ręce hamując impet. Prawie natychmiast obrócił się na plecy i stale mając przed sobą zbliżającego się prowok anta, zaczął na rękach czołgać się w tył.

Wykorzystując chwile nieuwagi u przeciwnika, który przedwcześnie uznał swe zwycięstwo, z całej siły uderzył go w kolano. Tesla o mały włos nie padł na ziemię pod kolejnym ciosem stopą, prosto w twarz. Tę chwilę wykorzystał Edison zrywając się z ziemi i próbując biegiem oddalić się od niego. Nie odbiegł kilku kroków jak poczuł, że ktoś ciągnie go za marynarkę, zrywając mu ją z pleców. Kolejne pociągniecie, za ramię tym razem odwróciło go twarzą do adwersarza. Dwa razy dostał w nos, który jakimś cudem, nie złamał się. Tesla opuścił gardę i bez jakiegokolwiek przebierania w środkach, dostał frontalnie z czoła. Złapał go za marynarkę, nachylił i uderzył parę razy w żołądek z kolana, poczym cisnął na ziemię i pobiegł w las po swojej lewej.

Uczuł, że po jego policzku, ścieka krew z niewielkiej rany na łuku brwiowym. Przebiegł las i wbiegł na stare, prawdopodobnie nieużywane kamienne schody. Impetem biegu i siłą, jaką na nie skoczył nie omieszkał nadłamać ostatniego z nich. Nie zabił się na nich tylko dzięki żelaznej barierce, na której się wspierał. Biegł jeszcze dobre dwie minuty nim ze zmęczenia zatrzymał się i spojrzał za siebie. Ze szczęściem stwierdził, że nikogo tam niema.

Przed sobą miał jeziorko po lewej wzniesienie, na które nie miał najmniejszego zamiaru się wdzierać. Truchtem ruszył w lewo mijając masywny pień starego dębu. To znaczy minąłby gdyby nie twardy drewniany badyl, którym dostał prosto między oczy. Tym razem jego nos nie wytrzymał. Krew pociekła a on leżał lekko zdezorientowany na ziemi, a nad nim stał Tesla. W ręku trzymał rewolwer, który z czystą arogancją ładował dopiero teraz.

- Wiesz, tak osobiście to do ciebie nic nie mam. Nawet szacunku. – Załadował ostatni nabój i zakręcił magazynkiem zatrzaskując go przy okazji. – A wiesz, co jest najlepsze w tym całym szambie, w które wdepnęliśmy.

- Śmiało! – Burknął Edison plując krwią z nosa, wciekająca mu do ust – Powiedz. Ulżyj sobie!

- Nie była by nas teraz w tej sytuacji gdybyś, po prostu przyszedł do mnie i poprosił o te przeklęte schematy i wzory – wycelował mu w głowę, ocierając sobie pot z głowy – Dałbym ci je i może nawet założyli spółkę. Ale kradzież i publiczne ubliżanie mi na temat mojej inteligencji. Tego nie popuszczę.

-Pieprz się Tesla – zdążył wybełkotać nim kula przeszła mu prosto przez mózg.

PatentOnde histórias criam vida. Descubra agora