(Cheyenne)
Godzina druga w nocy, a ja wciąż siedzę i klikam "losu dalej" nie wiedząc, co zrobić ze swoim życiem. Im dalej w las tym większych popaprańców spotykam, aż w końcu dostaję wiadomość od nieznajomego. Pominęłam go we wcześniejszym losowaniu, ale skoro już jest to why not, porozmawiajmy.
You'reUnicorn: What's up?
SugarSweety: Żyję, uważam to za bardzo wyczerpujące i emocjonujące zajęcie, a tam?
You'reUnicorn: No to szalejesz Mała, ja szukam jakiejś miłej, rozrywkowej koleżanki, if you know what I mean *zamaszyście ruszam brwiami*
SugarSweety: Uuu...no to zły adres zboczuchu, I'm out *trzaska drzwiami*
Westchnęłam i spojrzałam na zegarek, dochodziła trzecia w nocy. To by wiele wyjaśniało- pomyślałam patrząc w sufit. Czego ja się spodziewałam o tej godzinie? Normalnej rozmowy opartej na kulturze słowa? No chyba nie.
Wstałam i zeszłam do kuchni aby przetransportować do pokoju sok pomarańczowy, w końcu był ostatni, więc musiałam go zabrać jak najszybciej, zanim reszta domowników się do niego podpierdzieli. Mówiąc reszta mam na myśli nie tyle rodziców, co trzech braci w wieku dwanaście, siedemnaście i dwadzieścia lat. Reasumując jestem druga z rzędu i liczę sobie osiemnaście lat i tak, jestem rozczarowana ilością posiadanych samców w swoim domu. No ale co zrobisz jak nic nie zrobisz, right?
Kiedy wróciłam napiłam się napoju i schowałam go pod łóżkiem, co i tak nie dawało stu procentowej ochrony. Ułożyłam się wygodnie w łóżku i wzięłam telefon, aby podłączyć do ładowarki i nastawić budzik. Daamn!- wymsknęło mi się, kiedy zobaczyłam, iż mam dziesięć nieodebranych wiadomości. Niepewnie kliknęłam w powiadomienia, aby przeczytać o co chodzi.
You'reUnicorn: Przesadzasz z tym bulwersem
You'reUnicorn: Wracaj
You'reUnicorn: No o co Ci chodzi?!
You'reUnicorn: Ja pierdole, chciałem się tylko zabawić, co w tym złego?!
You'reUnicorn: Ygh, come back little dumb fuck.
You'reUnicorn: ....
You'reUnicorn: Czekam.
You'reUnicorn: Nie zmuszaj mnie do stalkingu, bo źle to się skończy Sweety.
You'reUnicorn: Masz ostatnią szansę, 10...9...8...7...6...5...4...3...2...1 ?! Okey
You'reUnicorn: Let' s play a game.
Aha- pomyślałam klikając magiczny przycisk "zablokuj użytkownika". Niech spada na drzewo prostować banany, pff...kolejny zwyrodniały zbok. Kogo on chcę przestraszyć? Nawet małe harcereczki z ciasteczkami by go wyśmiały, aż się ciśnie otagować pana boskim #desperat, no ale...
Po wyłożeniu swojej bulwerscaji podłączyłam słuchawki do ładującego się telefonu i włożyłam je do uszu. Od razu poleciała piosenka "Rise of Bangtan", a mi włączył się fangirling sto procent. Gdy zaczęła się około piąta piosenka zasnęłam z niemym uśmiechem na twarzy.
(Calum)
Ekhm, no co za bycza. Normalnie nie mogę wyjść z podziwu, ale jeszcze zobaczymy kto tutaj wygra, damn. Wyjąłem swój telefon, aby wysłać wiadomość do zaufanej osobistości.
You'reUnicorn: Stary, jest sprawa, spławiono mnie....znowu *wali głową w ścianę*
HemmingsPenguin: A Ty się dziwisz, ponieważ? Przecież to logiczne, jesteś jełop *śmiechłem*
You'reUnicorn: Pff...co za cwel. Weź tu licz na przyjaciela *daje mu w pysk*
HemmingsPenguin: Co żeś jej zrobił, pokaż.. *pokazuje mu język* jesteś słaby, hue.
You'reUnicorn: obraz został wysłany
HemmingsPenguin: Emm...wyszedłeś na chorego pojeba #sorrynotsoryy
You'reUnicorn: Wiesz co? Spierdalaj *foszy się*
HemmingsPenguin: Idź spać dziecko, bo zaraz tam przyjdę do góry. Nie chcesz tego.
You'reUnicorn: Whatever, pogadamy jutro dupku.
HemmingsPenguin: Dobranoc :*
You'reUnicorn: Lol, geeeeeei *idzie do łóżka* Dobranoc <3
Położyłem się do łóżka z wielkim bólem dupy do świata. Niech Luke się wali, może Ashton albo Michael mi pomogą. Jutro zagadam- pomyślałem układając głowę na poduszce. Po około dziesięciu minutach poczułem znużenie, a moje ciężkie powieki się zamknęły.
YOU ARE READING
Doubt // Cashton&Muke //
FanfictionYou'reUnicorne: Hello it's me... SugarSweety: I was coś tam, coś tam...cześć w każdym bądź razie You'reUnicorne: Auć, zawsze śpiewałaś ze mną, co jest? SugarSweety: Em...jeszcze śmiesz pytać?! Napisałeś mi na szafce, że jestem dziwką! You'reUnicorne...
