1

13 1 1
                                        

- No chodź z nami. Nie daj się prosić.

Nie miałam pojęcia co zrobić. Odmawiałam im już tyle razy. Miałam wyrzuty sumienia na widok zrezygnowanych twarzy moich przyjaciół. Już widziałam jak przygotowują się do odmowy, ale co tam! Teraz ich nie rozczaruje- pomyślałam. Na moją twarz wypłynął nie do końca szczery uśmiech.

- OK. Pójdę z wami.

- Ale proszę cię, Thalia! To mogą być ostatnie wspólne ferie.- zrzędziła Kaja- Nigdy już...- chyba do niej dotarło- Czekaj.. Czy ty się właśnie zgodziłaś?

Wybucham głośnym śmiechem nie wierząc sama sobie.

- Ale nie mam łyżew.

- To się da szybko załatwić- odpowiedział Franek.

Zauważyłam błysk w jego oczach. To wróży zazwyczaj coś niezgodnego z prawem, bądź mający na celu zły skutek dla innych ludzi.

- Wiesz, co? Sama sobie poradzę.- jednak szybko się wycofałam widząc smutek w jego wielkich brązowych oczach- No, dobrze. Znasz mój rozmiar?- zapytałam. On kiwnął głową zadowolony.

Kątem oka zauważyłam wzrok Kai. Nie była zadowolona. Ale co ja poradzę? Nie mogę się mu oprzeć. Jest jak młodszy brat, którego nigdy nie miałam, chociaż jest ode mnie starszy. Znaczy, mam brata, ale chodzi mi o tego którego nie mam. Takiego jak z filmów: miłego, który się z tobą droczy raz na jakiś czas, ale w kryzysowych sytuacjach stoi za tobą murem. Popatrzyłam na przyjaciółkę, próbując jej wytłumaczyć, że w takich sytuacjach jestem bezradna. Gdy Franek odszedł, podeszła do mnie z niepokojem wypisanym na twarzy.

- Wiesz, że tym razem możemy naprawdę trafić do więzienia?

- Tym razem będzie inaczej. Uda mu się.- powiedziałam to z taką ślepą nadzieją, mając nadzieję na proroczność moich słów.

- Chciałabym- mówi zrezygnowana.

- Widzimy się na lodowisku?- zapytałam.

- Tak, przekażę Frankowi.

Ubrałam się najcieplej jak to było możliwe. Próbowałam nie przekroczyć tej cienkiej granicy pomiędzy zostaniem grubym bałwanem, a normalnym ubraniem na łyżwy. Chociaż urodziłam się w zimie i kocham tę porę roku, to mój organizm kategorycznie odmawia przebywania w niskich temperaturach. Po wyszykowaniu się wyszłam na spotkanie ze światem. Nie byłam na łyżwach od bardzo dawna. Czy można zapomnieć jak się jeździ? Przeczytałam gdzieś kiedyś, że rozbitkowie, gdy samotni lądują na bezludnej wyspie, po jakimś czasie tracą zdolności komunikacyjne, gdyż nie mają kontaktu z innymi podobnymi do nich formami życia. Można chyba porównać te sytuacje. Ale jednak istniała ta nikła możliwość, że wciąż potrafię jeździć na łyżwach. A jeśli nie? Przestałam wyobrażać sobie najgorszych komentarzy, gdy doszłam do pięknie oświetlonego lodowiska. Nad głowami jeżdżących rozwieszone były lampi, które oświecały cały tor. Wyglądało to niesamowicie. W okresie przed świątecznym nie było na lodzie wielu osób. Tym lepiej dla nas. Dla mnie. Zmniejsza się szansa, że zrobię komuś krzywdę.

- Mam twoje łyżwy- zobaczyłam uradowaną minę Franka trzymającego piękną parę śnieżnobiałych łyżew figurowych.

Rozejrzałam się wokół, bojąc się zobaczyć gliniarzy. Jednak ku mojemu zdziwieniu żadnego nie spostrzegłam. Powróciłam wzrokiem do przyjaciela i posłałam mu uśmiech.

- Jestem z ciebie dumna- powiedziałam zabierając łyżwy z jego rąk.

- A czy kiedyś nie byłaś?- zapytał już zakładając swoją parę i wskakując na lód.

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Jul 19, 2016 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

Right here, right now!Where stories live. Discover now