Już po przekroczeniu bram ośrodka, czułam strach wszystkich osób. Wiedzieli, ze przybędę i wcale mi to nie przeszkadza.
Ciężka metalowa maska, zasłaniająca moje usta, utrudnia mi podniesienie głowy jednak łącze spojrzenia z blondynka stojącą w oknie. Ta widząc mnie opuszcza zasłonę, na co reaguje gwałtownym śmiechem.
Dwóch mężczyzn trzyma moje ramiona oplecione w kaftan, byłoby to normalne, gdyby nie dwudziestu depczących mi po pietach.
Czuje strach każdego z nich, słyszę jak bija im serca i wiem, ze ich strach jest spowodowany niepewnością, nie wiedza, co mogę im zrobić.
Nie powinni się bać, to najgorsze, co mogliby teraz zrobić.
Jeden z nich pcha mnie w stronę schodów prowadzących do głównego wejścia, przez co kaganiec na mojej głowie ciągnie za moje włosy, na co warczę głośno.
- Zrób to jeszcze raz o rozerwę twoja krtań, gdy będziesz spal.
Mężczyzna przełyka głośno ślinę, na co uśmiecham się chytrze, nadal się boi.
Po zamknięciu drzwi ukazuje mi się długi korytarz, który zapełniony jest obrazami zaś jego koniec zdobią drewniane drzwi, za nimi jest dużo osób, czuje to.
Nie dziwie się, gdy za nimi znajduje się stołówka wypełniona ludźmi.
Serce każdego z nich na chwile staje, jednak mimo ogromnej satysfakcji staram się utrzymać poważną minę i patrzeć im wszystkim w oczy.
W połowie drogi wyprzedza nas czterech osiłków, którzy zapewne otworzą mi kolejne drzwi jednak ja zatrzymuje się ciągnąc za sobą mężczyznę, który mnie trzymał.
Nie mija sekunda a dziewczyna spod ściany pada na ziemie przeraźliwie krzycząc i trzymając się za głowę, jej koledzy klękają obok niej i po chwili także krzyczą, gdy widza krew sącząca się z jej uszu.
- Macie tutaj anioła. - Chichocze, gdy zapada cisza - jest coraz ciekawiej.
Daje się prowadzić dalej, chociaż w sumie to idę sama, ponieważ reszta patrzy na mnie ze strachem a kilkoro mężczyzn w mundurach podbiega do niej i wyprowadza z pomieszczenia.
Chcąc się trochę zabawić zaczynam podśpiewywać pod nosem jednak na tyle głośno, aby każdy to usłyszał.
- Raz, dwa, trzy. - Powtarzam kilka razy - giniesz...
Już po sekundzie stoję nad uchem młodego chłopaka,
- ty.. - Szepcze, na co ten podskakuje na krześle i zaczyna krzyczeć.
Wybucham śmiechem, gdy ten upada i zaczyna się czołgać jak najdalej ode mnie i kiedy mam zrobić krok w jego stronę z siedzenia podnosi się dziewczyna o blond włosach, syrena.
Tylko one maja praktycznie białe oczy i zresztą cały czas cuchną brudna woda, nadal uśmiechnięta odwracam się w jej stronę, chociaż ta myśli, ze jej nie słyszałam.
Syreny są odważne i są największymi narcyzami, jakie mógł stworzyć świat, wykorzystują swoim śpiewem ludzi, co całkowicie im pasuje.
Robię kilka kroków w jej stronę jednak ta nadal stara się utrzymać poważny wyraz twarzy, słyszę nagle wciągniecie powietrza przez każda osobę, gdy przy pomocy dwóch ruchów mój niewygodny kaftan opada na podłogę roznosząc dźwięk echem po pomieszczeniu.
- Wiesz, jako jedyna spojrzałaś mi w oczy. - Mruczę przed nią - gratulacje.
Zaciskam delikatnie pieść, przez co dziewczynę przechodzą dreszcze, na co odsuwa się ode mnie znacznie.
Unoszę znacznie kąciki ust do góry i czekam, aż cos powie.
-M-myślisz, ze nas przestraszysz? - O dziwo maskuje strach na twarzy jednak jej ciało ja zdradza.
- Kochanie, boisz się. - Chichocze - Słyszę wyraźnie twoje serce.
Grzecznie odsuwam się od niej i zmierzam w stronę osłupiałych strażników po drodze zawieszając na którymś z krzeseł ściągnięty wcześniej kaftan.
Staje miedzy nimi i wystawiam zgięte ręce, aby mnie trzymali.
-Na co czekacie? - Spoglądam na nich, spuszczają wzrok przerażeni - pokażcie mi mój pokój.
YOU ARE READING
Daughter Of Satan
Fantasy"Bo żeby zło wygrało, dobro musi nic nie robić" Jedyne, co w niej widzieli to zło, tak nieskazitelne jak łza dziecka. Nie wiedzieli czym była jednak zdawali sobie sprawę jak silna jest, wiedzieli, że jej się nie ufa. Była rozbawiona ich strachem, ni...
