~~·~~
Już od dobrych pięciu minut blondyn wysławiał pod niebiosa etiopskiego pasterza o imieniu Kaldi, za odkrycie boskiego napoju, którego teraz kosztuje.
Kawa. Cztery litery, które połączone ze sobą tworzą piękne słowo.
Kawa wypowiadana cicho brzmi jak melodia skomponowana przez najlepszego kompozytora.
Kawa, gdyby nie ona młody miliarder cierpiałby katusze i nie emanowałby taką pewnością siebie.
Jednak nie byłaby mu ona potrzebna gdyby Zabini nie zachciał hucznie rozpocząć swojego ostatniego roku nauki w Hogwarcie. Poker, whisky i kobiety. Tak te trzy słowa idealnie opisują wczorajszy wieczór spędzony przez dwóch najprzystojniejszych adeptów domu Salazara w Las Vegas.
Napoje wysokoprocentowe polewane były hetrolitrami a długonogie blondynki ustawiały się w kolejkę do młodych czarodzieji. Pomieszczenia bez okien i zegarów pozwoliły zapomnieć im o całym dotychczasowym świecie. Wszystkie atrakcje z ubiegłego wieczoru połączone razem i wymieszane, dały dzisiejszego ranka nic innego jak potwornego kaca.
Dlatego już od godziny szóstej młodzieniec siedział w Wielkiej Sali i rozkoszował się małą czarną. Właściwie zawsze w takich sytuacjach korzystał z eliksirów, ale na nieszczęśnie zapomniał całej swojej apteczki z domu. Oj, będzie musiał napisać aby mu ją przysłali. Przecież jak on ma przeżyć następne imprezy czarnoskórego.
W sali siedziały tylko cztery osoby. On, dwie puchonki, które co chwilę na niego zerkały i szlama Granger. Jakby tak dłużej się zastanowić, to ich głęboka nienawiść mogłaby być podawana w słownikach jako przykład prawdziwej nienawiści.
Nawet nie chodzi o to, że jest mugolaczką. Nie... O to też chodzi. Jednak najbardziej denerwuje go w niej to, że cały czas się przemądrza. Wiem to, wiem tamto, bla bla bla, bla bla bla. On też to wie. I co? Chwali się tym? Nie. Takie trudne? Nie, a jednak sprawia problem.
W dodatku jest przyjaciółeczką chłopca-który-przeżył-aby-wkurwiać-Malfoya oraz Wieprzleja.
A, że blondyn uwielbia utrudniać komuś życie, too... utrudnia życie Granger i reszcie świętej trójcy. Mała wzmianka o szlamach potrafi rozścwieczyć trzy lwiątka do białej gorączki.
Chociaż ostatnio właścicielka miodowych oczów nie zwraca na niego żadnej uwagi.
Nie żeby się smucił z tego powodu ale lubił patrzeć jak jej już i tak naelekyryzowane włosy puszą się ze złości.
O... jakie zaskoczenie gryfoneczka czyta już z samego rana.
Jej oczy skupione są na jakiejś grubej książce (pewnie z nąstępnego semestru), która leży obok talerza z jajecznicą. Tekst tak ją pochłania, że na chybił trafił dziobie w talerz ze swoim śniadaniem.
Blondyn prychnął pod nosem, kiedy zdał sobie sprawę, że ona potrafi czytać wszędzie i o każdej porze. Przy śniadaniu, na treningu drużyny Gryfindoru, a nawet podczas przerw między lekcjami.
Taa, nauka najważniejsza.
Ogółem co za paradoks, że niby najmądrzejszą osobą od czasów Roweny Raunwenclowe jest ta oto szlama. Pewnie to bujdy. Przecież przez te wszystkie lata na pewno ktoś był lepszy i jeszcze bardziej zawzięty w sprawie swojej edukacji.
A co on się będzie nad tym zastanawiał. Lepsze rzeczy są do roboty na ten czas. O może dokończenie picia swojej gorącej kawy. Szkoda tylko, że wystygła. No cóż, trzeba się zadowolić czymś innym. Grzanki z dżemem czy jajka? Trudny wybór. Hmm a może najpierw grzanki później jajecznica. Tak, tak to świetny pomysł.
Chwycił nóż i zamierzał sięgać po konfitury, kiedy nagle usłyszał pewien głos.
-Malfoy?-właściciel nazwiska nawet nie drgnął i kontynuował to co zaczął kilka sekun temu.- Malfoy- powiedziała czekoladowooka już pewnym głosem-Dyrektor chce nas widzieć.
-Dobrze- rzucił mimochodem i zaczął konsumować śniadanie.
-W tej chwili Malfoy- spojrzał na nią i wiedział, że na pewno nie będzie miał spokoju jeśli teraz z nią nie pójdzie. Przetarł dłonią twarz, zabrał ze sobą grzankę i ruszył prosto do wieży Dropsika.
~~·~~
Siedzieli w dużych fotelach obitych czarną skórą i słuchali od piętnastu minut bardzo interesującego wykładu o prefektach. Interesującego znaczy się jak dla kogo bo np. panienka Granger była wręcz zafascynowana słowami Dombeldora, a panicz Malfoy...
Noo, nie był jakoś optymistycznie nastawiony do słowotoku staruszka. Jednak nie każdemu (czyt.żadnemu) ślizgonowi spodobałoby się przemówienie, składające się z następujących części:
1.Musicie zachowywać się nienaganie
2.Musicie wykonywać wszystkie obowiązki prefekta
3.Nie możecie mieć wrogich relacji pomiędzy domami
4.Czyli musicie być jak aniołki
Te cztery podpunkty brzmią jak jakieś warunki na odwyku.
Szczerze był już na maksa podenerwowany. Spędza tutaj swój poranek , wysłuchuje tych głupot i nic nie ma wzamian. Powinnien teraz leczyć resztki kaca lub gnębić małe bachory.
- A teraz czas abym wspomniał o waszych przyjemnaościach- młodzieniec wyprostował się i pomyślał, że może jednak ten dzień nie będzie aż taki stracony-Wiem, że czekaliście na to od samego początku ale wolałem was podtrzymać w niepewności.-uśmiechnął się do nich z troską(?) w oczach-Noo więc tak: możecie opuszczać teren zamku bez żadnych potrzebnych pozwoleń, rozdawać ale z rozwagą punkty i szlabany, oczywiście możecie też za złe zachowanie punkty zabierać,macie wspólne dormitorium na piątym piętrze, weźmiecie udział w wymianie międzyszkolnej i nie obowiązuje was godzina policyjna- powiedział szybko, aby mieć to jak najszybciej z głowy.
Młodzi adepci spojrzeli na siebie później na dyrektora i później znów na siebie.
-CO?!-krzykneli oboje wydobywając z swoich gardeł przerażający dźwięk, który był słyszalny w każdym zakamarku Hogwartu, błoni oraz zakazanego lasu.
~~·~~
Hej.
Hindstruit.
YOU ARE READING
Świadomość-Dramione
RandomDramione Wszystko dzieje się na siódmym roku w Hogwarcie. Jak zawsze nie zabraknie przygód, namiętności oraz dobrego humoru, bo przecież takie jest całe uniwersum Harrego Pottera... Zapraszam do czytania oraz komentowania.
