Liv pov:
-Liv!!! Marsz mi zaraz na dół!!!- Usłyszałam krzyk ciotki.
Boże! Jest sobota, a ona mnie budzi o 2.15 w nocy!!! Znowu... Tak, tak...
Dobrze słyszeliście... Znowu...
Ta kobieta zawsze znajdzie jakiś sposób, żeby uprzykrzyć mi życie!
Ziewnęłam po czym wstałam z łóżka i udałam się na dół.
- Tak ciociu?- Powiedziałam wciąż zaspana.
-Miałaś zrobić zakupy, wywiesić pranie i zrobić porządki!!! Przecież wiesz, że dużo pracuje i, że sama wszystkiego nie zrobię! A ty nawet nie raczysz mi pomóc w domu!
- Przepraszam, ale ostatnio miałam strasznie ważny egzamin i uczyłam się aż do północy. Ale obiecuję, że wszystko zrobię dzisiaj!- Odparłam broniąc się.
- Obiecanki cacanki!!! Miałaś wykonać obowiązki, a wszystko zlekceważyłaś! Ostatnio w ogóle nic nie robisz!!! Czasami żałuję, że w ogóle cię adoptowałam!!!
Te słowa trochę mnie zabolały. Nic jej nie zrobiłam, a ona jeszcze mówi o mnie takie rzeczy! I tutaj rozjaśnię wam trochę sprawę. Ona pracuje tylko raz tygodniowo, a przez resztę czasu pije, gdy ja tutaj wypełniam jej obowiązki!!! Okej Liv! Uspokój się. Jeszcze tylko dwa lata i będziesz wolna... Ciągle to sobie powtarzam, ale na nic... Nie daję już sobię rady.
- Wiesz co? Może faktycznie popełniłaś błąd przy tej adopcji.- Powiedziałam przyciszonym tonem.
-Co ty powiedziałaś?!- Wykrzyczała kobieta, po czym uderzyła mnie z całej siły w twarz. Jęknęłam z bólu, po czym od razu pobiegłam do swojego pokoju.
I mimo tego, że czułam ogromny ból, nie płakałam. Byłam silna. To nie pierwszy raz, kiedy się nade mną znęca. Robi to praktycznie codziennie. Zanim pójdę do szkoły, muszę nakładać na siebię masę pudru, aby ukryć siniaki. W sumie to nawet nie wiem po co. Już w domu dziecka traktowaliby mnie lepiej.
Jest dopiero 2.30. Jest jeszcze ciemno, więc spróbuję zasnąć. I gdy już prawie zasnęłam, usłyszałam wołanie.
- Liv!!!!!- To znowu była ciotka. Czego ona znowu ode mnie chce?! Przecież i tak zrujnowała mi już życie!
Ponownie zeszłam na dół i zapytałam:
-Coś się stało ciociu?
-Tak! Marsz mi teraz na dwór rozwieszać pranie! Ale już! I to bez sprzeciwu!
Nie no kobieto! Po prostu myślisz! Wyślij swoją nastoletnią podopieczną w środku nocy, na podwórko z zepsutą furtką nieopodal lasu, gdzie zapewne czają się jacyś pijacy i zboki!!! Ależ oczywiście!!! Bo czemu by nie?!
Bez zastanowienia wzięłam kosz z praniem i wyszłam. Oczywiście wzięłam też nóż na wszelki wypadek.
Jestem grzeczną dziewczynką, ale nie jestem też ślepa i wiem co mi grozi.
Gdy byłam na podwórku, tak jak podejrzewałam furtka była otwarta. Moment! Ale, że na oścież! F*ck!
Przecież ciotka zawsze ją przymyka! Super! Żeby tego było mało, zawiasy są poniszczone!
Teraz już na pewno wiem, że jest tutaj ktoś oprócz mnie. I gdy już miałam uciekać, poczułam jak ktoś łapie mnie w talii. Próbowałam się wyrwać, ale ta osoba była silniejsza... Teraz mogę już tylko liczyć na los...
*****
I jak tam prolog? Liczę na komentarze i gwiazdki. Od razu mówię,że szczerze, to wolę szczerą krytykę niż udawany zachwyt ;)
Pierwszy rozdział wstawię, gdy będą przynajmniej trzy komentarze. Ja zła!!! 😈
Wasza Creppypasta ;)
VOUS LISEZ
Jeff the Killer|| Nie uciekniesz...
NouvellesTo nie jest kolejne tandetne opowiadanie o Jeffie the Killerze... To nowość... Zupełna odmiana... Takiego czegoś napewno jeszcze nie czytaliście... Ostrzegam, że wchodzisz tu na własną odpowiedzialność!!! 3... 2... 1.... ZACZYNAMY!!! Więc Liv Thom...
