Miejsce zamieszkania: twój umysł

106 12 4
                                        

   Wyobraź sobie mieszkać tuż przy psychiatryku. Przerąbane , prawda? No cóż na twoje szczęście nie musiałeś wysilać swojego mózgu , gdyż ty tak miałeś. 

W dzień dało się jeszcze jakoś przeżyć oprócz tego , że słychać było straszliwe wrzaski lub wycia. Najgorzej było w każdą niedzielę tygodnia. Były to bowiem dni odwiedzin.Dlaczego najgorzej? Każdy, no prawie, chory psychicznie mógł przejść się ze swoim rodzicem, ukochanym czy znajomym. Oczywiście odbywało się to tuż pod okiem dużej grupy ochroniarzy. Cóż chcesz iść spać a na podwórku obok patrzą się na ciebie pustymi oczyma. Okropnie nie? Nie zapomnisz chyba nigdy jednego razu , gdy kilka osób w zakrwawionych koszulach nocnych ustawiło się w rządku i patrzyło się na ciebie przez całą godzinę. Oczywiście poinformowałeś o tym swoich rodziców ,ale na początku powiedzieli bym się tym nie przejmował. Ale po pewnym czasie mieli dosyć twojego jęczenia i sami wyszli by się przekonać co się dzieje. Zadzwonili po policję. Po kilku godzinach ich śledztwa odnaleźli zwłoki młodego chłopaka. Ustalono , że był on przyjacielem jednego z pacjentów. Ale jak do morderstwa doszło nie wiadomo. A przynajmniej ty nie byłeś o tym poinformowany. Od tamtej pory spacery w każdą niedzielę były zabronione i wzmocniono ochronę. Jeśli ktoś chciał się z kimś zobaczyć to tylko przez okienko czy kratę. Trochę jak w więzieniu , nie? Czasem było ci ich szkoda i w sumie chciałeś się tam wybrać, ale twój brak odwagi na to nie pozwalał. Może gdybys poszedł tam z jakimś przyjacielem było by łatwiej. Ale nie miałeś żadnych znajomych. No może jednego kolegę ze starej szkoły ,który czasem cię odwiedzał ,ale od jakiegoś czasu się nie pojawił. Wyjrzałeś przez okno. Jakiś człowiek ze swojego zakratowanego okna pokazywał na ciebie palcem. Zapewne pomyślałbyś ,że się z ciebie śmieje , ale jego oczy były raczej pełne smutku.

- Nie dziwię ci się koleś. - westchnąłeś i położyłeś się spać , a w głowie nadal prześladowały cie jego oczy.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 Niektórych budzą rodzice, niektórych budzi kogut, a ciebie? Wrzaski. Cóż...darmowy budzik? Wstałeś do łazienki, gdyż pęcherz mógłby ci wybuchnąć, gdybyś czekał dłużej. Ponieważ jest bardzo higienicznym człowiekiem umyłeś ręce, ale to chyba nie woda. Krew? Żartujecie sobie?

- Mamo! Krew leci z kranu! - krzyknąłeś , ale zero odpowiedzi.

Może jest w pracy. W końcu jest hmm... 6? Więc powinna być w domu. I była. I to nie sama. Zobaczyłeś ją powieszoną na haku. Od kiedy macie wielki hak w salonie tego nie wiesz , ale jestes w stu procentach przekonany, że to co zjadało jej nogę nie był twoim ojcem. Raczej coś na kształt bardzo zniekształconego człowieka o skórze wręcz białej a jego oczodoły...były puste. Pomimo tego braku i tak czułeś jego ''wzrok'' na sobie. O dziwo nic nie zrobiła, więc zacząłeś się zbliżać. Zaraz ale dlaczego dotykam krwi mojej matki?! Byłeś jak w transie. Dołączyłeś do bestii w uczcie nawet nie zwracając uwagi, iż to twoja mama. Nawet gdy z jej ciała, a raczej z tego co zostało, zaczęły wypływać wnętrzności nie przestałeś. To było chore.

BUM!

Otworzyłeś oczy. Zaraz co? Czy ty przed chwilą robiłeś ucztę z twojej mamy? Nie,stop. To źle zabrzmiało. W każdym razie co się stało?

- Uh... To tylko był sen.

A no tak chyba zapomniałeś o tym ,że od jakiegoś czasu śnią ci się psychiczne rzeczy. Niedługo chyba sam trafisz do psychiatryka obok. Ale nie powinieneś się tym trochę nie pokoić? E tam! Tłumaczyłeś to sobie, że to najwyraźniej od tej całej aury budynku obok. No dobra tym razem pora chyba sie wyszykować. Zrobiłeś to tak jak zwykle i tak jak zwykle zajęło ci to pół godziny. Przywitałeś się ze swoim ulubionym ochroniarzem. O i nawet twoi rodzice przyszli cię odwiedzić! Ale dlaczego w ich oczach widać taki smutek? Czyżbym znowu coś zbroił? Przecież obiecałem im, iż już nigdy nikogo nie zabiję , prawda? Szkoda, że nie ma przy mnie też mojego przyjaciela. Cóż...gdyby nie inni moi koledzy z sal obok pewnie by jeszcze żył. Szkoda. Zwłaszcza, że od tamtego incydentu nie mogę wychodzić, a w oknach postawili mi kraty. Ale i tak lubiłeś przez nie spoglądać. O nie to znowu ci chorzy ludzie. Pokazują na mnie palcami. Przecież jestem normalni , a to oni są psychiczni.

Przynajmniej tak mu się zdawało.

THE END

Witam czytelników, którzy chyba cudem tu zajrzeli. Moja pierwsza creepypasta. Właściwie to nie wiem czy to creepypasta. Po prostu miałam cos takiego w głowie, więc postanowiłam to napisać. Mam nadzieję, że nie jest aż tak źle. Proszę o szczerze opinie i uwagi. Pozdrawiam :)

CreepypastyDonde viven las historias. Descúbrelo ahora