Opowiedz mi dobranockę

580 87 40
                                        

Z drzemki wyrywa mnie burza.

- Świetnie - ironicznie wzdycham pod nosem, obracając się na drugi bok.

Ze snu wyrwała mnie okropna burza. Towarzyszące jej grzmoty wywoływały u mnie ciarki. Podniosłam się do pozycji siedzącej i wyglądnęłam zza okno. Nie zapowiadało się, że ulewa szybko przejdzie; co nie było mi na rękę. Bałam się tych wszystkich nagłych blasków światła oraz jeszcze gorszych huków. Dramatyzmu dodawał fakt, iż byłam sama w domu. Rodzice wybrali się na weekend nad jezioro, aby uczcić swoją dwudziestą rocznicę, więc byłam skazana na siebie.

Wgramoliłam się pod kołdrę, przyciskając kolana do klatki piersiowej. Sięgnęłam ręką po telefon. Mimo podejrzeń, że nie przeczyta napisałam do mojego przyjaciela. Miałam gram nadziei, że jednak doda mi otuchy. Takie świry jak on zawsze umiały podnieść na duchu. W przeciągu ułamku sekundy usłyszałam dźwięk, który odbiegał od reszty. Wydobył się jakby z wewnątrz domu. Zaśmiałam się pod nosem, tłumacząc, że popadam w paranoję. Zacisnęłam oczy i zmusiłam organizm do jak najszybszego odpłynięcia, do krainy Morfeusza. Niestety moje próby przerwał kolejny, dziwny hałas dobiegający z salonu. Fale akustyczne cały czas były takie same, ale strach od zawsze umiał przejąć całkowitą władzę nad człowiekiem. Wiedziałam, że to tylko wytwór mojej wyobraźni. Kolejna błyskawica przyprawiła mnie o szybsze bicie serca. Czułam jego puls w całym ciele, a oddech mimo woli stał się przyśpieszony. Kurczowo ścisnęłam dłoń w prześcieradło, wycierając w nie lekko spocone palce.

- Bogu dzięki - szepnęłam, kiedy poczułam wibracje, wydobywające się z telefonu.

Ja: boję się

Kit: czego?

Ja: jest środek nocy, nie ma mojej mamy, jest burza, a w dodatku słyszę jakieś dziwne szmery

Kit: duchy składają ci wizytę, czuj ten zaszczyt

Ja: to ani trochę nie jest śmieszne

Kit: zluzuj majty

Nie ma to jak rada prawdziwego przyjaciela. Postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce. Wolałam na własnej skórze przekonać się, że mam schizę, a nie czekać do rana w strachu. Posłużyłam się latarką w komórce, i na palcach skierowałam się w stronę schodów. W późniejszych godzinach mózg wyjątkowo odmawiał współpracy. Za moimi plecami coś zaszeleściło.

- H - halo? Jest tutaj ktoś? - wydusiłam, łamiąc głos.

Na chwilę zapanowała zupełna cisza, która była mroczniejsza od tych jazgotów. Impuls zwiększał się z sekundy na sekundę. Przekraczając próg salonu, nie zauważyłam niczego nadzwyczajnego.

- Co mi się dzieje? Nikogo tutaj nie ma - głośno odetchnęłam z ulgą. - Chyba staje się psychiczna.

Usiadłam na kanapie, uruchomiając telewizor. Stwierdziłam, że przeczekam burzę, wlepiając gały w kolorowe pudło. Oprócz erotycznych filmów, które automatycznie przełączałam, natknęłam się na dobry serial - Vikings. Na widok głównego bohatera, kąciki ust automatycznie podniosły się do góry. Perfekcyjny Ragnar podbił moje serce od pierwszych odcinków.

- Lizzie - zawołałam moją kotkę, którą dostrzegłam w rogu pomieszczenia. Spała przodem do ściany. - Lizzie - powtórzyłam.

Przeważnie reagowała. Nie chciałam jej męczyć, więc sama do niej podeszłam. Gdy kucnęłam nad zwierzątkiem coś mnie zaniepokoiło. Nawet nie podniosła głowy. Nic. Delikatnie pogłaskałam jej czarne futro.

- Aaa! - krzyknęłam, odsuwając się od ciała. Moja wewnętrzna część dłoni była lepka. - Co to do cholery jest?! - Dynamicznym ruchem wytarłam ciecz o spodenki. Jasny odcień ubrania zmienił się na ciemną barwę.

Opowiedz mi dobranockę | one shotOù les histoires vivent. Découvrez maintenant