Ciepły, wrześniowy wietrzyk rozwiewał pojedyncze kosmyki moich gęstych, kasztanowych włosów. Stałam przed szkołą czekając na moją przyjaciółkę Laurę.
Dziś zaczynam nowy rozdział życia. Skończyłam gimnazjum, które ledwo co przetrwałam, a teraz czeka mnie liceum, którego pewnie nie przeżyję. Strach we mnie narastał, ale na szczęście, jak zwykle w odpowiednim momencie, pojawiła się moja przyjaciółka.
- Hej Zuzu! - cmoknęła mnie w policzek, jak zawsze na powitanie.
Była ubrana w granatową sukienkę do kolan i czarne buty na obcasie, a długie ciemnoblond loki spływały jej na ramiona.
- Cześć Lusia - odpowiedziałam z uśmiechem.
Ja natomiast miałam na sobie czarną spódniczkę i białą bluzkę z długim rękawem, a na stopach bordowe vansy.
- Denerwujesz się? Bo ja nie. Za to nie mogę się już doczekać kiedy poznamy naszą klasę! - pisnęła mi do ucha jak wariatka. Czasem jest trochę za bardzo entuzjastyczna. Jest straszną optymistką i niczym się nie przejmuje. Jesteśmy podobne pod wieloma względami jednak nie mogę powiedzieć, że ja też jestem optymistycznie nastawiona do życia. Zdarzają się dni kiedy myślę pozytywnie, mam nadzieję, wiarę... Ale są dni kiedy jestem straszną pesymistką.
Laura wyrwała mnie z rozmyślań.
- Rozumiem, że jak zwykle masz głowę w chmurach, ale teraz zejdź na ziemię, bo inaczej spóźnimy się na rozpoczęcie roku - miała rację. Zaraz się spóźnimy.
- W takim razie chodźmy - pociągnęłam ją za rękę i pobiegłyśmy na salę gimnastyczną.
Weszłyśmy w ostatniej chwili i usiadłyśmy w ostatnim rzędzie ławek.
Myślałam, że siedzę tam wieczność. Nie ma nic nudniejszego niż rozpoczęcie roku i inne uroczystości w szkole. Nuuuudaaaa...
Byłam więc przeszczęśliwa kiedy ta męczarnia wreszcie się skończyła.
Laura poszła do toalety, a ja czekałam na nią przed szkołą, kiedy niespodziewanie odezwał się za mną jakiś głos.
- Cześć.
Niespecjalnie miałam ochotę na rozmowę, ale mimo wszystko odpowiedziałam.
- Hej. Znamy się?
- Jeszcze nie, ale się poznamy - mrugnął do mnie i uśmiechnął się szeroko - jestem Szymon i z tego co wiem chodzimy razem do klasy.
- Zuza. Miło mi - kąciki moich ust uniosły się w ledwo zauważalny uśmiech. Nie chciałam być nie miła, ale jeśli podszedł do mnie żeby poflirtować to źle trafił.
- Widzę, że jesteś bardzo rozmowna. Lubię takie laski - i znów ten uśmiech... Nie. Dość tego. Co ja wyprawiam? Nie będę zachwycać się chłopakiem, którego w ogóle nie znam.
- Daruj sobie. Nie mam teraz czasu. Idź poszukaj laski, która będzie miała ochotę wysłuchiwać kiepskich tekstów na podryw - powiedziałam mu i odwróciłam się do niego tyłem.
- Wow. Widzę, że jesteś w porządku dziewczyna. Inne to by zaczęły się słodko uśmiechać i inne takie. Chętnie się z tobą zaprzyjaźnię, ale najpierw musimy...
- No proszę Zuzanno. Widzę, że nowe znajomości. Nie chciałabym wam przeszkadzać, ale niestety muszę. Sorki kolego, porywam ją, lecz nie musisz się martwić jeszcze sobie pogadacie. Pożegnaj się Zuziu i lecimy - jak już mówiłam moja przyjaciółka zawsze zjawia się w odpowiednim czasie... I zawsze wie co powiedzieć.
- To cześć Zuza. Widzimy się jutro w szkole - uśmiecha się do mnie na pożegnanie.
- Hej Szymon. Do jutra - odwzajemniam uśmiech.
Laura ciągnie mnie do samochodu i po chwili odjeżdżamy, a po tym pięknym uśmiechu zostają tylko wspomnienia...
- Halo. Ziemia do Zuzi -Lusia od kilku minut wymachuje rękoma przed moją twarzą.
- Co? Przepraszam, zamyśliłam się.
- Właśnie widzę. O czym gadaliście? - pyta.
- Głupoty. Ale nie mogę przestać myśleć o jednej rzeczy jaką powiedział...
- O jakiej?
- Powiedział... Że wydaję się inna niż większość dziewczyn. Zarywał do mnie, a ja jego zdaniem nie udawałam słodkiej idiotki jak niektóre dziewczyny... - kiedy powiedziałam to na głos wydało mi się to jeszcze głupsze.
- No bo taka nie jesteś - odpowiedziała jakby to była oczywistość.
- Już nie.
VOUS LISEZ
Życie jak z niebajki
Roman pour Adolescents•Prolog• Był ciepły wieczór, słońce powoli chowało się za błękitem morza. Fale przypływające na brzeg delikatnie muskały moje bose stopy. Błądziłam po plaży głęboko zamyślona, a łzy mimowolnie spływały po moich policzkach. Nagle wezbrały we mnie neg...
