Prolog

142 12 13
                                        

Miałam trzy lata, gdy moi rodzice postanowili przeprowadzić się do Nowego Jorku, aby być bliżej chorych dziadków. To duże miasto zachwycało ich swoimi możliwościami. A wtedy mogli pozwolić sobie na wyprowadzkę, ponieważ mieli pieniądze. Zaopiekowali się babcią i dziadkiem, po paru latach niestety dziadek zmarł. Byłam zrozpaczona. Ale były też dobre chwile. Pamiętam spacery po Central Parku i to, jak tata zawsze mi kupował lody, a mama patrzyła na niego z oburzoną miną. Pamiętam jak trzymali się za ręce, a ja bawiłam się na placu zabaw z innymi dziećmi. To były cudowne czasy. Nie narzekam na swoje dzieciństwo. Miło je wspominam. Teraz już nie jest tak kolorowo. Mama pracuje w agencji nieruchomości, a tata w firmie przedsiębiorczej. Ciągle ich nie ma w domu, a jak są to zawsze zajęci własnymi sprawami. Co prawda cieszę się, że nie są jak inni rodzice. Nie kontrolują mnie, nie prawią mi morałów. Może dlatego, że nie muszą. Dobrze się uczę, nie palę, nie piję. Taka ze mnie ciotka niewydymka, jak to powiedziała moja przyjaciółka, Demi. To dzięki niej jestem zapraszana na różne imprezy i przyjęcia. Jest bardzo towarzyską i lubianą osobą w naszej szkole. Sama się dziwię, że się ze mną koleguje. Moja idealna koleżanka. Brunetka, a może raczej jej włosy są koloru szaro brązowego z prostymi włosami do ramion. Zawsze uśmiechnięta i przebojowa wie, co powiedzieć i jak się zachować. Pamiętam, gdy do mnie pierwszy raz przyszła i moja babcia szepnęła mi na ucho: "Trzymaj się jej Alex, a na pewno dobrze na tym wyjdziesz." Wtedy nie wiedziałam o co jej chodziło, ale teraz zaczynam rozumieć. Jestem tak samo lubiana w szkole jak ona i cieszę się z tego. Co prawda nie jestem tak rozrywkowa jak ona, ale na pewno mam lepsze nogi od niej. Haha. Myślę o tym huśtając się na placu zabaw, w miejscu, gdzie rodziło się tyle wspomnień z dzieciństwa. Lubię tutaj przesiadywać samotnie, gdy nie chcę nikogo widzieć. Jestem nastolatką, jak to mówią: Hormony buzują. Śmieję się i spoglądam w górę. Niebo przybrało kolor ciemnoszary. Zapewne wieczorem spadnie deszcz. Wdycham gęste powietrze. Uwielbiam wiosnę, wtedy cała natura budzi się do życia. Może to taki banał, ale jestem romantyczką. Co na to poradzę? Uwielbiam czytać książki, przeglądać tumblera, pisać opowiadania, obserwować to, co się dzieje wokół mnie, mam bujną wyobraźnię i często za dużo myślę. Uwielbiam słuchać muzyki, fantazjować o niegrzecznych chłopcach i o tym, jak to byłoby gdyby...

Spoglądam po raz kolejny w lustro. Z obojętną miną nałożyłam makijaż. Noszę okulary. O zgrozo, nawet  nie potrafię ich wyczyścić. Śmieję się do swojego odbicia. Wyprostowane włosy, lekko falowane. Nie wiem jak ja sobie z nimi radzę. Wywracam oczami i w sumie już jestem gotowa, biorę jabłko i butelkę wody. Wrzucam do plecaka wraz z książkami i piórnikiem. Zakładam adidasy i jeszcze raz przyglądam się w lustrze. Wzdycham i wychodzę. Wyjmuję telefon z kieszeni i piszę do Demi. Chodzimy razem do szkoły, wracając zawsze przechodzę obok jej domu. Jestem punktualnie pod jej bramą wejściową. Ode mnie z domu do jej jest jakieś pięć minut drogi, dlatego wiem, że nie muszę się śpieszyć. Oczywiście księżniczka się spóźnia. Gdy wychodzi, witam się z nią ze zmarszczonymi brwiami i od razu wie, o co mi chodzi. Lubi się stroić.

- Dobra! Nie czepiaj się, musiałam kłócić się z babcią, o to czy mam założyć sweterek czy nie. Bo przecież zmarznę. - wywróciła teatralnie swoimi niebieskimi oczami. Rzęsy umalowane i oczywiście kreski na powiekach. Jak zwykle założona skąpa bluzeczka. Dzisiaj różowa.

- No w tej bluzce na pewno. - śmieję się i ruszamy do szkoły.

Nie minęło 15 minut lekcji języka angielskiego, a ja już mam dość. Przypomniałam sobie jak w drodze do szkoły Demi narzekała, że jej zimno. Uśmiecham się sama do siebie. Lubię jej towarzystwo. Przy niej mogę się czuć swobodnie. Nie pyta mnie o nic, a jak wie, że nie mam humoru to mnie rozśmiesza. Wie także, że lepiej mnie nie denerwować.  Próbuję skupić się na słowach nauczycielki, która opowiada o sensie metaforycznym jednego z wierszy, gdy ktoś właśnie puka do drzwi. Wchodzi wicedyrektorka ubrana w grafitową, ołówkową spódnicę, a za nią chłopak z krótko ostrzyżonymi włosami w kolorze kasztanowym. Przyglądam mu się dokładnie. Oczy ma brązowe, spojrzenie przenikliwe. Rozgląda się po klasie, wzrok zatrzymał na mojej ławce. Patrzy się. Nie rozumiem co to za wzrok, dlatego rumienię się i spuszczam głowę. Odwraca się nagle i spogląda na nauczycielkę słodko się uśmiechając.

- Klasa, uwaga! To jest nowy uczeń. Nazywa się Ethan, zaopiekujcie się nim. - mówi nauczycielka uśmiechając się do chłopaka i każe mu usiąść na wolnym miejscu, po czym wraca do prowadzenia zajęć. Na szczęście pozostała część lekcji mija szybko.

Set me freeWhere stories live. Discover now