PROLOG

167 11 3
                                        

~29 września 1980, Miami~

Krawędź słońca topi się w słonym oceanie, którego fale rozbijają się o brzeg. Ciepły wiatr owiewa palmy. Ostatnie osoby opuszczają plażę. To ten rok, ten dzień. Parę godzin do jego końca. Może nie przyjść. Może krąg kląwy się przerwał... Nie. Ona tu jest. Przyjdzie. Niespotykanie późno, ale przybędzie. Jak zawsze.
Postanowiłem się przespacerować brzegiem plaży. Gwiazdy zaczynają mrugać, biała tarcza księżyca oświetla fale. Usiadłem na jasnym, drobnym piasku. Zamknąłem oczy, opierając się rękami za mną. Co się stanie tym razem?
Moja podświadomość mówi, że to dobrze. Zniknie na zawsze i nikt nie będzie cierpiał. Ale jednak serce chce, żeby wróciła. Nawet na tę godzinę.
Podnoszę się, strzepuję piasek ze spodni i odwracam z zamiarem opuszczenia rezerwatu. Staję jak skamieniały. Jest tu.
Patrzy na mnie swoimi błyszczącymi, brązowymi oczami. Jej miodowe włosy rozwiewa wiatr. Ma na sobie białą, zwiewną sukienkę, która zlewa się z bladą skórą. Powoli zaczyna się zbliżać. Jej duże usta w kolorze świeżych malin lekko drgają. Mimo odległości czuję jej oddech.
Nierównomierny i płytki. Stara się oddychać głęboko, wiem to.
-Kim jesteś? - słyszę jej niezwykle melodyjny głos. Dzieli nas kilka kroków.
-Jestem Shawn. Znasz mnie, Hope. - mówię cicho. Uśmiecha się. Odwzajemniam uśmiech. Nigdy nie działo się to tak szybko. Zwykle mieliśmy więcej czasu.
-Znam, ale nie wiem skąd... - wyszeptała. Podeszła jeszcze bliżej. Ustała kilka centymetrów ode mnie.
-Hope, mamy pół godziny.
-Na co?
-Na nas. - wziąłem jej twarz w dłonie i czekałem na reakcję. Nie sprzeciwiła się. Zasady ma zapisane w krwi.
Chcę się jeszcze nią nacieszyć. Zachwycić jej wyglądem. Będę musiał czekać następne 18 lat. Staliśmy patrząc na siebie, nasycając sobą. Przytuliłem ją.
-Przepraszam. - wyszeptałem w jej włosy. Pocałowałem ją pod uchem. Z pocałunkami przeszedłem na policzek i skroń, po czym wpiłem w jej usta. Zaraz wszystko się skończy. Położyłem ją, dalej całując. Między naszymi ustami czułem piasek. Ostatnie momenty.
Zaczęliśmy wirować w czarnej, miękkiej przestrzeni. Ona była dla mnie wszystkim. Po chwili jej ciało zdematerializowało się, została tylko zimna pustka, a ja zostałem na piasku plaży.
-Do zobaczenia, Hope. - powiedziałem drętwo w powietrze.

Stitches ||S.M.||Historias para obsesionarse. Descúbrelo ahora