1

367 37 9
                                        

- Ryan! Chodź szybko!- usłyszałem wołanie i natychmiast ruszyłem w stronę stawu, nad którym siedziała moja przyjaciółka. Kiedy się zbliżyłem, przyłożyła palec to ust, abym zachowywał się cicho.
- Co jest? Już są?- szepnąłem w jej stronę, a ona pokiwała głową. Usiadłem obok niej i spojrzałem na jezioro. Codziennie o zachodzie słońca przylatywały w to miejsce łabędzie. Pomimo, że widzieliśmy je setki razy, nigdy nie mieliśmy ich dość. Kate położyła główkę na moim ramieniu.
- Ryaan?- mruknęła cicho.
- Co?- zapytałem, nie odwracając wzroku od pięknych, białych ptaków, które pływały kilka metrów przed nami.
- Jak będziemy duzi, to nadal będziemy na nie patrzeć?- zapytała, spoglądając na mnie ze smutną miną.
- Oczywiście Kate. Codziennie tu przylatują, rok temu też były, pamiętasz?.- odpowiedziałem jej z uśmiechem. Wtedy byłem przekonany, że będzie tak już zawsze, że będziemy przyjaciółmi przez całe życie.
- Pamiętam.-zamyśliła się, a po chwili zmieniła temat.- Ryan, weźmy ślub!- zawołała radośnie, zrywając się na nogi i podskakując. Łabędzie odleciały.
- Ślub? O czym ty mówisz?- byłem zdezorientowany.
- Widziałam w telewizji. Mają go ludzie, którzy się kochają i chcą być ze sobą, a my chcemy prawda?- pokiwałem głową.- Dziewczyna ma piękną sukienkę, a chłopiec taki elegancki strój! I muszą być też obrączki.- Podekscytowana Kate biegała po całym ogrodzie. Nie rozumiałem o co chodzi w tym całym ślubie, ale podobał mi się ten pomysł. Przyjaciółka powiedziała, żebym uzbierał trochę kwiatków, więc zająłem się tym. Po chwili wszystko było gotowe.
- Zobacz, zrobiłam obrączki!- zaśmiała się Kate, pokazując mi związane łodygi kwiatów. Ja natomiast podałem jej bukiet świeżo zebranych stokrotek z ogrodu. Wiedziałem, że pani Kristin będzie na mnie krzyczała, ale pomyślałem, że ślub to musi być coś poważnego, a kwiatki i tak urosną.
- I co teraz? Jak się robi ten ślub?- zapytałem, nie wiedząc co robić. Przyjaciółka uśmiechnęła się do mnie promiennie.
- Teraz musimy powiedzieć, że zawsze będziemy razem i nigdy nie przestaniemy się lubić.- Powiedziałem więc jak kazała, a ona zrobiła to samo. Potem włożyła na mój palec obrączkę z łodyg, a drugą podała mi i wyciągnęła rękę, chcąc, abym zrobił to samo. Po czym zbliżyła się do mnie i zetknęła na chwilkę nasze usta.- W telewizji zawsze tak robią na koniec.
Uśmiechnęliśmy się do siebie. Akurat zawołano nas na kolację, więc złapaliśmy się za ręce i skierowaliśmy w stronę budynku.

***

Po kolacji pani Kristin poprosiła mnie do siebie. Pobiegłem tam szybko, bo przed spaniem chcieliśmy z Kate pooglądać komiksy. Wpadłem do jej pokoju, mruknąłem szybkie ,,dobry wieczór" i usiadłem na krześle obok jej biurka.
- Witaj Ryan, mam dla Ciebie dobrą wiadomość!- Grubsza pani uśmiechnęła się w moją stronę. Kiedy była wesoła, wyglądała bardzo młodo.
- Jaką?- spojrzałem na nią zaciekawiony. Może dostaniemy nowe zabawki albo komiksy? Liczyłem na to, bo czasami z innymi dzieciakami nudziliśmy się wieczorami.
- Znalazła się rodzina, która chce, żebyś został ich dzieckiem!- zawołała radośnie, a na moją twarz wpełzł grymas niezadowolenia. Byłem rozdarty, bardzo chciałem mieć rodzinę, ale byłem w domu dziecka tak długo, że nie wiedziałem co to do końca znaczy. Wiedziałem za to, co znaczy dla mnie moja przyjaźń z Kate i to, że bardzo lubiłem spędzać czas z tutejszymi opiekunami.
- Ale ja nie chcę! Chcę zostać tutaj!- krzyknąłem buntowniczo. Nie zamierzałem opuszczać tego miejsca. Do moich oczu napłynęły łzy. Rozgoryczony zadałem najważniejsze dla mnie w tamtym momencie pytanie. - Czy Kate też będzie ich dzieckiem?
- Niestety nie, na pewno jakaś rodzina również się nią zaopiekuje. Uwierz mi, będziesz miał tam bardzo dobrze.- Zapewniła mnie pani Kristin. Tym razem wybuchnąłem niepohamowanym płaczem. To niesprawiedliwe! Ja chcę bawić się z Kate!- Jutro przyjadą się z tobą przywitać, a za tydzień będziesz już z nimi mieszkał. No już, nie płacz. Duzi chłopcy nie płaczą. Wszystko będzie w porządku.- Starała się mnie pocieszyć, jednak nadal szlochałem. Nie żegnając się, wyszedłem z gabinetu i ruszyłem w stronę swojego pokoju, w którym czekała na mnie Kate. Wszedłem do niego i usiadłem na łóżku.
- Co się stało?- zawołała od razu moja przyjaciółka. Podbiegła do mnie i usiadła obok. Spojrzałem na nią zapłakany.
- Chcą mnie zabrać.- Powiedziałem poważnie i przytuliłem się do niej. Usłyszałem jej cichy płacz, który starała się powstrzymywać.- I co teraz?- zapytałem zniechęcony.
- Nie wiem, ale nadal będziemy przyjaciółmi, prawda? - Spojrzała mi w oczy. Z powagą pokiwałem głową. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że moglibyśmy przestać nimi być. Zasnęliśmy, leżąc wtuleni w siebie, co jakiś czas pochlipując na myśl o rozstaniu.

***

Pierwsze spotkanie z moimi nowymi rodzicami poszło szybko. Nie byłem tym zachwycony, ale polubiłem ich. Sprawiali wrażenie bardzo przyjaznych, jednak starałem się utrzymać dystans. Raz nawet dyskretnie zapytałem, czy nie chcieliby mieć też córki, jednak zaprzeczyli, co zniszczyło całą moją nadzieję. Nie mogłem wyobrazić sobie, że teraz to z nimi będę mieszkał, jednak musiałem się z tym jakoś pogodzić.

W dniu, w którym mnie zabierali, poszedłem do Kate. Siedziała na łóżku, odwrócona tyłem do mnie. Nie usłyszała, że wszedłem.
- Kate...- szepnąłem, a oczy natychmiast mi się zaszkliły.- Przyszedłem się pożegnać...- Odwróciła się w moją stronę i wtedy zobaczyłem jej niebieskie, zapłakane oczy. Podbiegła do mnie i przytuliła się.
- Wiesz co Ryan?- Spojrzałem w jej oczy. - Jeszcze nigdy nie było mi tak smutno jak dzisiaj - Ścisnąłem ją mocniej.- Ryan... nie zapomnisz o mnie prawda? - jęknęła, szlochając. Próbowałem powstrzymać łzy, ale na nic, bo po sekundzie popłynęły po moich policzkach.
- Oczywiście, że nie. Nigdy. W końcu jesteś moją żoną.- Mówiąc to, uśmiechnąłem się do niej, pamiętając naszą zabawę. Westchnęła i odsunęła się ode mnie, nie puszczaliśmy się jednak za ręce.
- Czy będziesz mieszkał bardzo daleko? - zapytała smutno, patrząc w podłogę. Po moich policzkach popłynęły łzy, które szybko otarłem rękawem.
- Mówili, że tak, ale obiecuję Ci, że kiedyś wrócę.- Uśmiechnąłem się przygnębiony. Ruszyliśmy w stronę wyjścia z budynku. Byłem już spakowany, a samochód moich "rodziców" stał przed domem dziecka. Moja przyjaciółka stanęła w drzwiach, a ja musiałem ruszyć w stronę auta. Odwróciłem się w jej stronę i po raz ostatni obdarzyłem ją uśmiechem, przebijającym się przez łzy. Puściliśmy nasze dłonie i nie chcąc dłużej patrzeć na płaczącą dziewczynę, odwróciłem się. Szybko wsiadłem do samochodu i zapiąłem pasy. Okno obok mnie było otwarte. Nie mogłem się powstrzymać i jeszcze raz spojrzałem na stojącą w drzwiach dziewczynę. Chciałem ją zapamiętać, bo bałem się, że już nigdy jej nie zobaczę. Jej długie, brązowe włosy i niebieskie oczy bardzo dobrze wyryły się w mojej pamięci. Była moją jedyną przyjaciółką. Nie mogłem oderwać od niej oczu. Mój "ojciec" odpalił samochód, a ja w przypływie desperacji wykrzyknąłem tak głośno, jak tylko się dało.
- Kiedyś Cię znajdę Kate! I już zawsze będziemy razem!- Wołałem, patrząc się na jej zapłakaną twarz. Wtedy ostatni raz ją widziałem.

________________________________________________________
No witam :D Napisałam pierwszy rozdział. Co o nim sądzicie?
Od razu zapowiadam, że rozdziały będę pisała dość nieregularnie.
Poza tym - Wolicie długie czy krótkie części?
Jeśli czytajcie, dajcie gwiazdkę, abym wiedziała, że mam dla kogo pisać!
Pozdrawiam misiaczki :**

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: May 20, 2025 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

Kiedyś Cię ZnajdęStories to obsess over. Discover now