Never click suspicious links
Reminder: Wattpad will never ask for passwords, payment information, or other sensitive account security details.

Filozof

18 2 6
                                        


Dawno, dawno temu, na pewnej nieciekawej wyspie, na której żyli równie nieciekawi mieszkańcy(uważali jednak siebie i swój dom za ósmy cud świata, jednak reszta świata nie podzielała tego zdania i statki raczej ją omijały), mieszkał wielki filozof. Jednakże tylko on sam tak uwazał, bowiem nie cieszył się wielkim szacunkiem. Nie przeszkadzało mu to jednak, ponieważ uważał swoich sąsiadów za prymitywne i nieokrzesane osobniki.

Jego życie wypełniały badania. A szukał on sztuki idealnej. Posiadał ogromne księgozbiory w swej bogatej bibliotece. Czytał on różne dzieła, poważne i mniej poważne. Chodził na opery i do teatru, udzielał się w kołach dyskusyjnych. Jednak poznawszy twórczość swoich rodaków, zwątpił w sztukę w ogóle. Wydawała mu się mierna, tandetna i pozbawiona gustu. Książki były dla niego nieodkrywcze i pozbawione polotu, w teatrze nie mógł się powstrzymać od ziewania, muzycy przyprawiali go o konwulsje, a z posiedzień dyskusyjnych musiał wychodzić z obawy przed wrzodami.

Pewnego dnia ogłosił wszystkim, że nie wytrzyma tego wszystkiego i rezygnuje z kultury. Czmychnął do lasu, zbudował szałas z trzciny i począł kontemplować siłę twórczą. Medytował on długo, a jego włosy przyprószyła siwizna i urosły one niczym bluszcz.

Po wielu latach doznał olśnienia. Wrócił do swojego domu. Sprzedał wszystko co tylko posiadał. Doszedł do wniosku, że jego księgi nie mają żadnej wartości i bez żalu się ich pozbył. Z całego świata zbierał materiały do swego dzieła.

Statki zaczęły przybijać do portu na wyspie i wszyscy zaczęli się zastanawiać co ten starzec dziwuje. Zebrali się najwspanialsi mędrcy, jednak oni stwierdzili, że filozof ten widocznie oszalał i nie należy mu przeszkadzać.

Kiedy już miał wszystko czego potrzebował, przystąpił do dzieła. Nie jadł, nie pił. Po prostu tworzył. Umieścił swe dzieło na rynku i przykrył płachtą. Ludzie się zgromadzili, żeby się dowiedzieć o co mu wreszcie chodzi. Odsłonił swoje dzieło. A tłum patrzył. I patrzył tak długo, nie mogąć nacieszyć wzroku. Zobaczyli coś tak pięknego i czystego, że aż zapłakali. A z tego płaczu poczeły im oczy pękać.

Filozof się zasępił i zaczał kontemplować to co się właśnie stało. Myślał i myślał, a że był człowiekiem oświeconym, zrozumiał, że jego dzieło było bezwartościowe, skoro nie było oczu, które mogłoby je podziwiać. Usiadł, posmutniał i serce mu stanęło...


FilozofStories to obsess over. Discover now