PROLOG

186 9 2
                                        



-Serio, ale dlaczego właśnie teraz!- krzyk Kseni był tak głośny, że wszyscy obrócili się w naszą stronę a na korytarzu zapadła cisza. Nie lubiłam być w centrum uwagi więc złapałam dziewczynę za rękę i pociągnęłam w stronę łazienek. Nie żebym była jakąś szarą myszką ale to było dosyć niekomfortowe. Zanim cokolwiek powiedziałam upewniłam się czy wszystkie kabiny są puste.

Już miałam coś powiedzieć ale Ksenia mnie ubiegła:

-Czemu mnie tu przywlokłaś!?- zapytała wzburzona. Na jej twarzy widać było irytacje i pewnego rodzaju smutek pomieszany z przeokropną złością.

-Musimy o tym porozmawiać.

-O czym? O tym, że mnie zostawiasz? O tym chcesz ze mną rozmawiać?- z jej niebieskich oczu popłynęły łzy.

-Jeśli by to ode mnie zależało to bym została.-powiedziałam z lekką irytacją. Wiedziałam co czuła ale przecież ja też nie czułam się lepiej.-Dobrze wiesz, że to był układ pomiędzy moimi rodzicami ja nie miałam nic do gadania.-w tym momencie poczułam łzy na swoich policzkach ale nie potrafiłam przestać płakać mimo że obiecałam sobie, że się nierozkleje.

-Dobrze, już dobrze nie płacz przepraszam.-powiedziała bardzo delikatnym wręcz melodyjnym głosem Ksenia. Po chwili znalazłam się w jej objęciach.- Wiesz kiedy dokładnie wyjeżdżasz?

-W przyszłą sobotę.-oznajmiłam delikatnie łkając.

-Więc mamy tylko trzy dni. Nie martw się wszystko będzie dobrze.-znowu powiedziała to bardzo delikatnie- Teraz najważniejsze jest to by cię porządnie pożegnać- jej ton był teraz bardzo łobuzerski. - W piątek zaszalejemy.

-Ok!- krzyknęłam bardzo entuzjastycznie.

-A teraz na lekcje bo się spóźnimy - popchnęła mnie w stronę wyjścia z łazienek.


Nie pasujemy do siebieNơi câu chuyện tồn tại. Hãy khám phá bây giờ