1

14 2 0
                                        

Podobno rzeczy, które dzieją się w naszym życiu przypadkiem zostawiają po sobie największy chaos. Być może tak też było w moim przypadku.
Mam na imię Stella. Tak, właśnie tak jak ta blond świruska z Winx. Nie jestem ani trochę do niej podobna. Mam ciemne włosy i kolor oczu którego nie da się zdefiniować, ale moja mama zaparcie twierdziła, że jak byłam mała to miałam piękne długie blond włosy i zabójcze niebieskie oczy.
Mówiąc o niej w czasie przeszłym mam na myśli to, że od ponad roku nie mam jej w moim życiu. Dokładnie 3 lata temu zdiagnozowano u niej raka. Wtedy wszystko się zmieniło. Po prostu z dnia na dzień wszyscy przestali funkcjonować. Nasz dom przypominał bombę która zaraz miała wybuchnąć. Wszyscy myśleli tylko o mamie. Nikt nie zauważył jak mój młodszy brat Alex spada w dół. Nikt nie zauważył jak wracał do domu o 2 w nocy śmierdząc alkoholem i papierosami. Jako jedyna byłam świadoma tego co się dzieje. Zaczęłam więc dbać o to aby kiedy wybuchnie bomba nie było nikogo w domu. Codziennie robiłam śniadania, obiad i kolację. Zadbałam również o to żeby Alex miał kanapki do szkoly. Tak więc wstawałam o 5 rano żeby zdążyć ze wszystkim. Wracalam do domu o 17 i kładłam się spać o 23. Trwało to 4 lata. W końcu bomba wybuchła. Uratowalam tylko Alexa. Mój tata niestety nie chciał opuścić tego domu. Było już za późno. Totalnie zwariował. Nie mógł zrozumieć co się stalo. Nie potrafił pojąć że mamy już nie ma i nigdy już jej nie będzie w naszym życiu. Zaczął łykac tabletki. Chodził nawet przez pewien czas do psychologa ale gdy wszystko miało się ułożyć coś się zmieniło i już nigdy tam nie poszedł. Błagałam go, prosiłam ale on w kółko powtarzał tylko, że nie może tam wrócić. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jaki to jest ból widzieć jak twoja własna rodzina rozpada się na milion małych części których nie umiesz poskładać. Wszystko wydaje się być tak nie rzeczywiste że przez ten cały czas myślałam że śnie. Że to głupi koszmar z którego się wybudze.
Gdy mama zachorowała miałam dokładnie 14 lat. W wieku 14 lat musiałam żyć tak jakbym była już dorosła. W dniu w którym ostatni raz rozmawiałam z mamą powiedziała mi żebym nigdy ale to nigdy się nie poddawała. Miałam jej obiecać że pójdę na wymarzone studia i będę żyć całym sercem. Jej słowa zaczynały do mnie docierać kiedy stałam przed jej grobem. Patrzylam wtedy na Alexa. Na jego twarz. Nie miała żadnego wyrazu. Wiedziałam że jest silny i że nigdy tak naprawdę nie płakał. Nawet wtedy kiedy upadł tak mocno że kość wyszła na zewnątrz przecinając skórę. Śmiał się wtedy. Wyglądał jak wariat, zaczęłam wtedy na niego wrzeszczeć żeby przestał. A on mi powiedział że to nic takiego, że to tylko małe zadrapanie. Więc kiedy stał i patrzył jak powoli spuszczają trumnę zastanawiałam się czy to dla niego też tylko małe zadrapanie.
Wróciliśmy do domu w ciszy. Każdy poszedł do swojego pokoju. Chociaż była dopiero 18 wszyscy zasnęli oprócz mnie. Leżałam bezradnie na łóżku cała zapłakana. Kiedy w końcu zasnęłam obudził mnie płacz. Okazało się że to był Alex. Zapukałam do drzwi od jego pokoju i po cichu weszłam. Siedział skulony w kącie swojego pokoju. Na dworze padał deszcz. Krople cicho uderzały o szybę. Niebo płakało nad naszym losem. Na palcach podeszłam do niego i przykucnęłam. Nawet na mnie nie spojrzał. W takich sytuacjach nigdy nie wiedziałam co zrobić więc po prostu go przytuliłam tak mocno jak tylko mogłam. Oboje zaczęliśmy płakać. Byliśmy na to wszystko za młodzi a jednak los postanowił nam to zrobić. Zniszczyć nam życie. Obiecalam sobie że nigdy nie pozwolę żeby Alexowi coś się stało. Jeszcze nigdy tak nie zawiodłam i jeszcze nigdy tak bardzo się nie myliłam.

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: May 18, 2016 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

Meet Me LullabyWhere stories live. Discover now