I'm already there

393 23 1
                                        


Zapowiadał się spokojny wieczór, zero niewyjaśnionych zabójstw czy zniknięć, zero telefonów i co najważniejsze, zero łowów. Nie często zdarzały się takie dni w życiu braci Winchesterów, a jeżeli już miały miejsce, to traktowali je jak święto, które pasowałoby uczcić.

Każdy z nich rozumiał to na inny sposób. Dla Sama była to okazja do spokojnego korzystania ze swego laptopa, z którym nie rozstawał się na krok. Wymieniał wtedy tysiące emaili z starymi znajomymi. Lubił też przesiadywać na forach, dyskutować tam na przeróżne tematy, czytać ciekawostki i przy okazji zdobywać nową wiedzę. Spędzanie jego wolnego czasu nie ograniczało się wyłącznie do biernego siedzenia przed laptopem. Spotykał się też z przyjaciółmi, wykorzystywał to, między innymi, jako okazję do porozmawiania na temat studiów, które był zmuszony rzucić przez to, czym się zajmuje. Dla Deana natomiast, liczyły się wtedy, tylko drinki, dobra zabawa i ładne panienki, czego następstwem była jedno nocna przygoda w łóżku. Mimo tego, iż był 4 lata starszy od swojego brata, miał czasem mniej rozsądku w głowie niż on. Kochał też hazard, zresztą z tego się obaj utrzymywali, był to jego sposób na zarobienie pieniędzy. Jak na swoje 26 lat miał niezły łeb do interesów, w pokera nikt nie był mu równy, rzecz jasna, jeśli chodzi o kantowanie i wygrywanie.

Tak też miało być tego dnia. Sam siedział już z laptopem w rękach, kiedy Dean wyszedł z domu z zamiarem pójścia do baru. Była ciepła wiosenna noc, lampy oświetlały ulice. Wokół było dość pusto, ale Dean nie chciał dopatrywać się w tym czegoś nadnormalnego, to by wiązało się z rezygnacją z jego dzisiejszych planów. Szedł wzdłuż Valleystreet, kiedy to lampy niespodziewanie zaczęły gasnąć i świecić na przemian. To mogło oznaczać już tylko jedno - demony lub inne nadprzyrodzone siły czaiły się w pobliżu.

"Kurwa, tylko nie to!"- Wrzasną. Po chwili ujrzał ogromny blask światła, bijący z ślepej uliczki, która znajdywała się kilkanaście metrów przed nim. Na szczęście miał przy sobie broń, zawsze ją nosił w wewnętrznej kieszeni swojej skórzanej kurtki, tak na wszelki wypadek, na przykład taki jak ten.

Szedł w kierunku źródła światła z myślą, że zastrzeli stwora i wróci do spełniania swoich planów. Ale póki, co się na to nie zapowiadało, blask światła był zbyt mocny by mógł cokolwiek zobaczyć, a nie chciał strzelać na oślep. Stał tak z wyciągniętym przed siebie coltem i czekał na coś, co by mogło go ukierunkować do podjęcia konkretnych działań. Po chwili światło zaczęło powoli gasnąć, aż w końcu zrobiło się kompletnie ciemno, po paru sekundach włączyła się lampa, ale dawała ona marne oświetlenie, by móc cokolwiek dokładniej zobaczyć. Dean widział w tej chwili wyłącznie kontury tej postaci, pewny był jedynie, że miał do czynienia z człowiekiem. Zdenerwował się na myśl, że traci swój wolny czas i zaczął mówić podniesionym głosem:

- Nie mam zamiaru tu tak stać, więc może powiesz mi, czym ty do cholery jesteś, co?!

Postać nie odpowiadała, zaczęła jedynie, powoli podchodzić, aż wyłoniła się z ciemności, a na jej twarz padało mocniejsze światło. Był to średniego wzrostu mężczyzna, o niebieskich oczach i czarnej czuprynie, na której panował jakiś konkretny nieład. Miał na sobie długi beżowy płaszcz, który wprost wisiał na jego ciele, był rozpięty, więc można było też zobaczyć białą koszulę i nieudolnie zawiązany granatowy krawat. To wszystko nadawało mu pewnego uroku, który Dean zdążył zauważyć.

- Hej, głuchy jesteś? – Pytał dalej, tym samym podniosłym tonem.

- Spokojnie Dean, nic ci nie zrobię, jestem tu żeby ci pomóc. – Odezwał się w końcu mężczyzna, w jego głosie był dziwny, nienaturalny spokój.

- Co? Kim ty do cholery jesteś i skąd znasz moje imię?! – Dean się zdenerwował.

- Na imię mi Castiel, jestem aniołem Pana.. wiem dużo o tobie i twojej rodzinie. – Odparł równie spokojnie jak przedtem.

- Co?! – Urwał na chwilę. – Skąd mam mieć pewność? Możesz być demonem.- Dean spojrzał na anioła dosyć podejrzliwie.

- Wiedziałem, że nie będzie z tobą łatwo. – Uśmiechną się lekko, po czym rozłożył ręce, a zza jego pleców wyłoniły się dwa ogromne cienie, miały coś na kształt skrzydeł, ale nie były z piór, nie posiadały nawet żadnej materii. Ich wygląd wprawił Deana w przerażenie i jednocześnie w zachwyt.

 Ich wygląd wprawił Deana w przerażenie i jednocześnie w zachwyt

Oups ! Cette image n'est pas conforme à nos directives de contenu. Afin de continuer la publication, veuillez la retirer ou mettre en ligne une autre image.


But I'm already there,

I'm already there,

Wherever there is you,

I will be there too

_________________________________________________________________


Tu kończy się jeden nigdy niedokończony przez mnie fanfik, dość krótki, ale zapewniam, że kolejny jest dłuższy.

Jak już wspomniałam połączyłam ze sobą dwie osobne historie, więc żeby nadać temu sensu muszę napisać, że akcja kolejnego rozdziału ma miejsce dość długo po tym jak Cas i Dean się spotkali, mógł być to rok lub kilka miesięcy, więc tak, akcja jest ucięta, ale w tym czasie na pewno działo się coś co miało miejsce w serialu.

you are haunting me // destiel [PL]Des histoires addictives. Découvrez maintenant