Rozdział 1

41 3 1
                                        

Otwieram oczy. Nic nie widzę. Powoli próbuje wstać. Czuje ból we wszystkich mięśniach jakie posiadam. Wczorajsza ucieczka daje w siwe znaki. Jednak tu jestem, wiec nie udało mi się zwiać. Ale dlaczego ja uciekałam? Po omacku robię jeden krok. Moje ręce, wyciągnięte przede mną wyczuwają coś szorstkiego i zimnego. Przesuwam palcami dalej, domyślam się, że to jest akurat ściana. Jej śladem podążam dalej. Po pewnym czasie ustalam, że jestem w małym pomieszczeniu. Jak ja tu trafiłam? Czemu tego nie pamiętam? Nagle do pomieszczenia wpada światło. Na początku małe, ale wzrasta, aż oślepia mnie. Musze zamknąć oczy. Wtem słyszę jakiś dźwięk. Jakby ktoś wkładał kluczyk i otwierał drzwi. Nie pamiętam by były tu drzwi. Światło znika tak nagle jak się pojawiło. Ktoś tu wchodzi. Słyszę szuranie butów o podłogę, ale nikogo nie widzę. Boje się. Ciszę przerywa męski, poważny głos. -Witaj w naszej siedzibie Anno.
- To jest wasza siedziba?- pytam sie sarkastycznie. - Jak ja tu trafiłam? Dlaczego tutaj jestem? Co tu do jasnej cholery się dzieje?! Krzyczę. Mój strach zastępuje panika. Chcę się stąd wydostać. Zaczynam walić w ścianę krzyczę, kopię. Nagle niewidoczne drzwi w ścianie, otwierają się. Widzę małe światełko. Ruszam w jego stronę, ale coś stoi mi na przeszkodzie. Wtem dostrzegam czyjeś nogi, później ręce aż po czubek głowy. I tak przede mną znikąd pojawia się jakaś osoba.
- Zejdź mi z drogi. - rozkazuje
- Ty już wiesz jaki posiadam dar, teraz Twoja kolej. - mówi ten sam głos.
- Jaki dar? O czym ty mówisz? To jakieś nieporozumienie! - zaczynam krzyczeć. - Wypuście mnie stąd, wy parszywe głupki!
-Spokojnie. Robimy wszystko dla twojego dobra. - mówi ten sam mężczyzna. Wysoki i wysportowany. Dostrzegam, że musi być ode mnie starszy co najwyżej dwa lata. Patrzę mu w oczy. I moje wszystkie emocje kurczą się. Jego spojrzenie onieśmiela mnie. Ma tak piękne niebieskie oczy. Ale nie daje się załagodzić tymi sztuczkami. Biorę zamach i odpycham go z całej siły. A on nawet nie ruszył się z miejsca.
- A więc tak chcesz się bawić. - pomyślałam. Zbieram wszystkie moje siły i po raz kolejny przygotowuje się do zadania ciosu. Ale on nagle ustępuje. Robi krok do tyły i pozwala mi przejść. Przed sobą widzę długi, oświetlony lampami, co parę metrów korytarz. Zdziwiona robię mały krok do przodu.
- Ile razu mam mówić, że nic nie chcemy ci zrobić?-mówi.
- Nie chcecie nic mi zrobić- przedrzeźniam go.
- A trzymanie mnie w tym pomieszczeniu jak w jakiejś klatce to co? - wpadam w szał.
-Wmawiacie mi, że mam jakieś nadprzyrodzone siły. Nie wiem o co tu chodzi!A ty mówisz do mnie takim spokojnym głosem! Pieprz się Ty i ta twoja zasrana siedziba!!- kolejny raz ponoszą mnie emocje. Podnoszę dumnie głowę i idę przed siebie. Jednak nie zauważam progu. Potykam się i na moje nieszczęście wywracam się. A do tego kątem oka dostrzegam, że wokół mnie zgromadził się tłum ludzi.
- No po prostu zajebiście- mówię do siebie. Zamykam oczy i wtedy widzę dziwne obrazy. Dostrzegam moich rodziców i starszego brata. Uświadamiam sobie, że to moje piąte urodziny. Jak to dawno było. Zaczynam tęsknić do tych lat, w których latało się na boska latem albo budowało się szałasy. Co się stało z moją rodziną? Gdzie oni są? Czemu ja tu jestem? Mój mózg zasypuje lawina pytań, na które nie potrafię odpowiedzieć. Otwieram oczy. Nie widzę nikogo oprócz tego chłopaka.

NowaWhere stories live. Discover now