Na statku dowodzenia zwykle panował spokój, od podpisania Ugody Gretiańskiej Reptanie rzadko zapuszczali się w te tereny, jednak Najwyższe Dowództwo zdecydowało się nie zdejmować blokady, a tylko ją zmniejszyć. Reptiia była jedyną znaną zamieszkaną planetą w stronę granicy galaktyki, więc jedynie ich statki mogły przelatywac tą drogą, czasami w te rejony galaktyki zapuszczali się jeszcze drobni piraci, ale ci nie stanowili większego zagrożenia. Dlatego generalnie załoga czterech statków blokady miała spokój.
Przynajmniej teraz. Jeszcze kilka miesięcy temu działo się tu istne piekło. Krążowniki Reptańskie próbowały przebić się przez blokadę co jakiś czas nacierając z ogromną siłą. Wszędzie latały myśliwce, a promienie energetyczne przecinały kosmiczną próżnie. Nielicznym jednostkom udawało się przedostać do układu. Wtedy blokada była większa, a krążowniki kontrolowały wszystkie możliwe miejsca, gdzie mogliby zaatakować Reptanie, a przynajmniej gdzie byłoby to możliwe. Tamtymi czasy blokadę stanowiło łącznie 24 krążowniki. Bitwy toczyły się praktycznie tylko na linii ów blokady, ponieważ to Ziemia była w defensywie. Czasami jakiś statek przedostał się do układu, wtedy niszczyły go stacje wydobywcze w pasie Kuipera, nie były tak silne, Aby odeprzeć flotę czy dużą jednostkę, jednak miały Trochę podstawowego uzbrojenia obronnego na wypadek ataku piratów. Tak było do czasu podpisania Ugody na Gretii pomiędzy wysłannikiem Matki Reptan a Wielkim Premierem Ziemi. Świadkiem był cesarz Gretii, który obiecał, że jeśli któraś że stron złamie warunki umowy, wesprze przeciwników w walce. Ugoda ma trwać 2 lata, a przynajmniej takie są założenia, w tym czasie obie rasy mogą odbudować flotę, wyszkolić oficerów i pilotów, a także przygotować się mentalnie do następnej wojny. Ziemia co prawda chciałaby pokój ostateczny, jednak Reptanie od kilkunastu lat atakowali z niewiadomych przyczyn Ziemię.
W czasie trwania Ugody na pozostałych na miejscu statkach blokady było po prostu nudno. Załogom czas mijał na wszelkiego rodzaju hazardzie, treningach, rozmowach i wielu innych rzeczach, natomiast nie na walce, ani dowodzeniu. Znane było mnóstwo gier, ale ziemianie upodobali sobie szczególnie jedną: Batalię. Stworzone przez piratów i kupców karty służyły do obliczania strat i zysków, jednak z powodu braku zwykłych kart do gry na pokładach piraci zaczęli wymyślać właśne gry korzystając z tych dostępnych. Spośród przekazywanych podczas postojów w karczmach czy portach zasad, wyłoniła się jedna gra. Ponoć gdy Batalia stała się popularna, nawet ówczesny Premier chciał spróbować tej dotychczas uważanej za prymitywną rozrywki. Wtedy to Batalia zyskała popularność wśród bogatszych mieszkańców, którzy dotychczas w karty nie grali ze względu na ich "prymitywność". W końcu gra trafiła na stoły wojskowe i pozostała tam do dziś.
I tak mijał zazwyczaj czas na pokładzie.
Teraz jednak załoga "Ostatniego" stanęła w gotowości. Na mostku wrzało. Operatorzy kręcili się wokół jednego z pulpitów i przekrzykiwali się wzajemnie.
Sytuację nieco uspokoiło wejście Admirała.
Był to człowiek o surowych acz gładkich rysach na których widać było ząb czasu, zaczesanych do tyłu siwych włosach, ale zgodnie z obowiązującymi zasadami, bez zarostu, ubrany w niebieski mundur z trzema złotymi gwiazdami na prawym ramieniu wszedł szybkim krokiem na mostek i od razu podszedł do kapitana okrętu.
- Meldować, co się dzieje?
- Jakiś statek pojawił się na radarach. "Enter" ma go w zasięgu wzroku.
- Połącz mnie z ich kapitanem.
Na dużym ekranie po prawej pojawiła się twarz dojrzałego mężczyzny o krótkich, czarnych włosach i poważnej twarzy.
- Kapitanie Heis, wiemy co to za statek?
Postać na ekranie przemówiła:
- Nie admirale, nie nosi żadnych znanych nam emblematów. Kazałem otworzyć ogień, ale... Proszę zobaczyć.
Na ekranie pojawił się srebrny statek wielkości niewielkiego krążownika, trochę mniejszego niż takie, w których właśnie się znajdowali . W jego stronę co i raz leciały promienie energetyczne, jednak ten omijał je jakby był myśliwcem.
Admirał z zewnątrz nie przejawiał uczuć które czuł w środku. Starał się ukryć swoje ogromne zdziwienie i niepokój, więc wydusił tylko spokojnym głosem:
- To niemożliwe, tak duży statek nie może być tak Zwrotny.
Heis znów przemówił:
- Jak tak dalej pójdzie, przedrze się przez blokadę.
-Próbowaliście się z nim kontaktować?
- Wszelkie próby nie przynoszą efektu.
- W takim razie nie możemy pozwolić by się przedarł. Czy tylko wy macie go w zasięgu dział?
- Póki co tak, jednak "Marine" zameldował, że za kilka minut intruz znajdzie się w ich zasięgu.
Admirał przyglądał się statkowi z wielkim zainteresowaniem, ale także lekkim niepokojem. Brak znanych emblematów sugerował piratów, jednak ci żadko zapuszczali się w te rejony szczególnie tak dużymi statkami. Poza tym ten krążownik był na jego oko zbyt zaawansowany, żeby bandyci mieli dostępu do niego dostęp. Statek tym bardziej niepokoił, że nie posiadał barw, przez co nie można było powiedzieć do kogo należy. Na oko wyglądał na statek Mitian. Gładkie poszycie, opływowe kształty poziomy mostek z prawej strony. jednak Admirał, pomimo lat studiowania wszelakich modeli i typów okrętów gwiezdnych, nie poznawał takiej jednostki, a Mitianie nie zgłosili testów nowych statków w tym obszarze. Z góry wykluczał także kradzież tego statku Mitianom, ponieważ od tamtej strony galaktyki przylatują tylko Reptanie, którzy jak wiadomo gardzą obcą technologią, przez co nawet komunikatory międzygwiezdne muszą być wyposażone w konwertery sygnału na takie, aby Reptanie mogli je odbierać. Dokładne działanie technologii komunikacyjnej admirał Zostawił jednak technikom. Sam nigdy nie był tego ciekaw. Ważne że działało.
Nagle na poszyciu statku mignął pewien symbol - Sześcioramienna gwiazda. Admirał od początku nie wiedział czy otwieranie ognia było dobrym pomysłem, ale teraz nie miał wątpliwości.
- Heis, odwołaj rozkaz.
- Na jakiej podstawie?
- Nie Widzisz symbolu?
Kapitan "Entera" popatrzył lekko w prawo, prawdopodobnie na podgląd, a następnie na przełożonego że zwątpieniem. Lekko wzruszył ramionami.
- Widzę, nasz komputer zdążył go wykryć, ale w systemie nie ma tego symbolu.
- Po prostu wykonaj rozkaz.
Heis odwrócił się w stronę swoich oficerów
- Zaprzestać strzelania. Rozkaz z góry.
Chwilę później z pokładu "Ostatniego" dało się zobaczyć przemykający w oddali statek, kierujący się, jak obliczył system, w stronę układu słonecznego.
Do Admirała przyglądającemu się ciemni kosmosu i głębi blasku gwiazd podszedł kapitan okrętu.
- Admirale, czemu kazał pan zaprzestać ostrzału.
- Serkis... Statek miał symbol okrętu dyplomatycznego sprzed kilkudziesięciu lat. Ktokolwiek to jest, prawdopodobnie przybył aby porozmawiać i nie ms powodu by go atakować.
- Sprzed kilkudziesięciu lat? Czemu ktokolwiek miałby korzystać ze starych symboli, przecież już nawet system ich nie rozpoznaje. Poza tym statek wyglądał na dość nowy.
- Zastanowię się nad tym, teraz to nie ważne, każ wysłać wiadomość na Ziemię. Przekaż żeby spodziewali się tajemniczego gościa.
YOU ARE READING
TERRA
Science FictionZiemia, która miała nigdy nie powstać. Zrodzona z tego, co miało być pozbawionym surowców, trującym pustkowiem, teraz jest stolicą rozległego na cały układ słoneczny imperium, Imperium Terrańskiego. A na jednej ze stacji górniczych w pasie Kuiper...
