Wczoraj

18 3 1
                                        

To było wczoraj...

Był piękny letni dzień, taki jak lubię i taki, do jakich tęskno mi przez cały rok szkolny.
Idealna pogoda by wyjść na rower.
Wbrew temu co może się wydawać rower był lekki. Górski. Trochę stary.
Zeszłam do piwnicy, by go wyciągnąć. Do naszej piwnicy prowadzą schodki. Niewielkie, może trochę strome.
Rozpoczęłam wspinaczkę z rowerem po schodach, na górę.
- Co ty robisz? Czekaj! Pomogę ci! - odezwał się głos przede mną.
Wysunęłam głowę zza kierownicy, by utrzeć twarz, z której wydobył się ten głos.
Promienie słońca tworzyły aurę dookoła jego włosów. Nic więcej nie pamiętam.
- Eee... Poradzę sobię. Tak, na pewno.
Moje zapewnienia poszły na marne, bo po chwili, młodzieniec zabrał ciężar z mych rąk.
- Nie pozwolę być się z tym musiała siłować - dodał zdecydowanym głosem.
Po chwili byliśmy już na podwórzu, a on stał przede mną z moim rowerem.
- Yyy... Dzięki... - wymamrotałam.
- Drobiazg - rzucił oddalając się i po chwili już nic po nim nie zostało.
Jedynie blask w moich oczach.
To było wczoraj...

Mam nadzieję, że zaciekawiło.
Taki mały prolog. ;)

YesterdayVerhalen om door geobsedeerd te raken. Ontdek het nu