Rozdział 1. Pierwsza lekcja niczego.

55 4 0
                                        

Rose siedziała obok ściany, na pierwszym piętrze, z książką na kolanach, chłonąc zimno. Na dworze jest pewnie trzydzieści na plusie a ona musiała przychodzić do tej nic niewartej szkoły! 

Próbowała skupić się na "Pachnidle", ale nie mogła. Wciąż ktoś wołał "Hej, Rose!" albo "Siema, Rose, jak tam po feriach?". Lubiła gdy zwracano na nią uwagę, gdy ktoś podchodził i pytał się co tam u niej, lecz teraz nie miała ochoty zwracać uwagi na tym bezwartościowych ludzi, miała książkę do przeczytania. 

Odpowiadała miło i lakonicznie, by później spłoszyć ich spojrzeniem "jestem zajęta, odejdź". To zawsze działało.

Wracając do książki, z uśmiechem zadowolenia że tak łatwo umie kontrolować ludzkie zachowanie, nigdy nie wiedziała gdzie skończyła.
Wzdychała nieskończoną ilość razy, odpuszczając sobie czytanie. Wróci do tego gdy tylko znajdzie się w domu.

Zamknęła książkę, czując na sobie uważny wzrok Adama. Mimo że jej były przyjaciel uważał ją za wariacką i nienormalną, często ukradkiem na nią zerkał. Pewnie myślał że tego nie widzi. Rose musiała aż zmusić się do opanowania uśmiechu. Co za głupiec! Ona zawsze wszystko widziała.

Schowała książkę i celowo strzeliła głową w stronę Adama, rzucając mu wszystkowiedzący uśmiech. Chyba się speszył, bo odwrócił się i już na nią nie spojrzał.

I dobrze, jedna krzywa morda wystarczy jej w grupie historycznej.

Rose usiadła wygodnie, by za chwilę zobaczyć Kate, przysiadającą się do niej. Lubiła ją, naprawdę. Po prostu babsztyl działał Rose na nerwy, mimo, że była dobrą przyjaciółką. Rose nigdy nie powiedziała Kate że ją denerwuje. Po co narażać się na utratę tak dobrego sojusznika w grupie? Rose była mądra.

- Jak minęły Ci wakacje? - trajkotała Kate, trochę za głośno. Najpewniej wydawało jej się że nikt nic ni widzi, ale Rose spostrzegła szybkie rzuty okiem w stronę Dana. Prychnęła rozbawiona. - Czego się cieszysz? - Kate wreszcie na nią spojrzała, szczęśliwa nie wiadomo z jakiego powodu. 

- Nic ważnego, przypomniało mi się coś. - załgała na swoją obronę. Zawsze to robiła, bo po co takie mróweczki jak jej przyjaciółka mają wiedzieć o tej jednej dziwnej cesze? Po prostu nie umiała już przestać się śmiać z głupoty tych wszystkich dziewczyn i swojej. Zerkały na niego, mówiły głośniej by usłyszał choć strzępki ich rozmów, ale tylko Rose znała prawdę. Mimowolnie strzeliła wzrokiem na klasę obok, by przyłapać jej najlepszą przyjaciółkę na gapieniu się na Dana. Nic dziwnego, przecież jest jego dziewczyną. Rose chciała zaśmiać się z jej głupoty, ale cóż, to jej życie, niech układa je sobie tak, jak uważa. Akurat w tym momencie Abby wracała wzrokiem na trajkotającą obok siebie koleżankę i złapała wzrok Rose. Uśmiechnęła się i choć Rose tak mocno chciała odwzajemnić ten uśmiech, nie umiała. Nie pokazując żadnych uczuć przyjaciółce, wróciła do Kate, akurat w momencie gdy ta skończyła gadać. Rose znała ją wystarczająco dobrze, bo wiedzieć że opowiedziała jej swoje wakacje.
- A byłaś u babci? 

- Naszej?

- Nie.

- A! Tak, oczywiście. - uśmiechnęła się. Nigdy nie przeszkadzała jej mała gadatliwość Rose, ale to nie tak że Rose była nieśmiała. Nie, po prostu nie lubiła zbędnego gadania. Szybko opowiedziała całe swoje wakacje, gdy tamta znów o nie zapytała.

- Nic nie robiłam, czytałam, trochę pisałam ale i tak nic z tego nie wyszło. A! No i stałam się sezonówką Gwiezdnych Wojen. - zmusiła się do szerokiego uśmiechu, chociaż czuła się podle. Wczorajszej nocy, gdy dowiedziała się że jej najlepsza przyjaciółka chodzi z Danem, coś się w niej złamało.

Ciekawy przypadek Rose Butter.Stories to obsess over. Discover now