Rozdział 1

472 30 5
                                        

Znowu kolejny nudny dzień, mojego nudnego życia, w nudnej szkole. Wolę żyć wieczorami. Gdy tylko wracam ze szkoły, na szybko odrabiam lekcje byle jak, po czym przebieram się i ruszam do przyjezdnej knajpki, w której śpiewam. Uwielbiam dzielić się z ludźmi emocjami, które mnie męczą, poprzez rockową muzykę. Nikt nie wie o moim małym sekrecie. Nikt nie wie o moim talencie. Nie chcę, by ktoś się dowiedział, bo znając moją rodzinę, posłali by mnie od razu do szkoły operowej, co było od zawsze marzeniem mamy. Nic nie mam do muzyki klasycznej, czy samej opery, ale jednak lepiej czuję się w czerni, w rocku, z mikrofonem i gitarą elektryczną, niż w długich, jasnych sukniach przy wiolonczeli czy skrzypcach.

"-Chcę. Już. Do. Domu."-pomyślałam, po czym westchnęłam. Myślałam tylko o tym, które piosenki wybrać na dzisiejszy koncert. Chyba wezmę piosenkę jakiegoś zespołu, bo wszystkie moje ludzie już znają, a dopóki nic nie napiszę, będę lecieć na piosenkach Black Veil Brides. 

Zamyślona tak, nie zauważyłam, jak nauczyciel się nade mną pochyla. Spojrzałam na niego, nie wzruszona, a bardziej wściekła, że przerwał mi wybieranie w myślach piosenek.

-Czy ja pani nie przeszkadzam?-spytał udając miły ton. 

-Owszem, przeszkadza pan, więc gdyby byłby pan tak miły, jak pana głos i odpieprzył się ode mnie, byłoby kurewsko miło.-uśmiechnęłam się słodko, widząc jego zatkaną minę. 

W momencie, gdy chciał już coś powiedzieć, rozbrzmiał dzwonek. Popchnęłam lekko gościa, dzięki czemu mogłam wyjść z ławki. Wzięłam z szafki kurtkę i torbę, obie czarne, skórzane, z ćwiekami, oraz zmieniłam buty z trampek na koturny. Wyszłam ze szkoły, szukając po drodze kluczyków od skutera. 

No tak, torebka prawdziwej kobiety- wszystko i nic.

Gdy w końcu znalazłam kluczyki, usiadłam na skuter, wcześniej chowając torebkę do bagażnika pod siedzeniem. Mimo, że byłam uznawana w szkole za szarą myszkę, była grupa ludzi, którzy się mnie bali. Nie ma czego. Przecież nawet imię mam delikatne, niczym płatek róży. 

Dosłownie.

Mam na imię Rosalie, ale wolę skrót Rose. W ogóle nienawidzę swojego imienia. Rose zawsze kojarzy mi się z jakąś napuszoną, pustą lalunią, której jedynym zajęciem jest wyrywanie chłopaków i zakupy z 'psiapsiółkami'. 

Skręciłam w prawo, gdzie spotkało mnie niemiłe spotkanie z czerwonym światłem. 

"-No świetnie."-pomyślałam. Odchyliłam się troszkę do tyłu, zakładając ręce na piersiach. Czułam na sobie wzrok chłopaka wyglądającego z auta obok, ale nie obchodziło mnie to. 

Gdy tylko pojawiło się zielone światło, ruszyłam najszybciej jak mogłam, choć auta stojące wokół mnie pewnie jeszcze nie zauważyły zmiany świetlnej. Po prostu muszę jak najszybciej dotrzeć do domu. 

                                                                                             *^*

Gdy już dotarłam do domu, od razu zdjęłam buty oraz kurtkę, a torebkę położyłam na fotelu w sypialni. Padłam na łóżko, ówcześnie włączając najgłośniej jak się da, płytę Black Veil Brides. Nuciłam cicho piosenkę, próbując się uspokoić po codziennej rutynie w szkole. Zastanawiałam się, co ubrać... 

Może po prostu gotycką sukienkę? Albo czarne rurki z dziurami na kolanach i jakiś t-shirt?

W rurkach nie wyglądam najlepiej, ze względu na moją wagę, a za sukienkami nie przepadam, bo nie lubię golić nóg- po prostu jestem leniwa. Jednak chyba zbiorę się w sobie i założę sukienkę.  

Moje serce bije dla Ciebie- A.B.Where stories live. Discover now