Pakowałam swoją walizkę. Oczy szczypały mnie od łez. Łzy smutku, goryczy, nienawiści i nagłego przypływu tak upragnionej siły rozmywały mój tusz do rzęs po policzkach.
Nie mogłam się teraz rozmyślić.
To była ostatnia szansa na to żeby uciec z tego piekła jakim jest mieszkanie z tym tyranem. Żyję tu od ukończenia liceum. To zdecydowanie za dużo czasu dla takiego gnojka jak on.
Na początku było pięknie - dostawałam kwiaty, zabierał mnie na randki idawał mi prezenty niepodzianki. A ja głupia myślałam, że właśnie tak wygląda życie w związku - jak z bajki okrólewnie, która znalazła swojego księcia nią białym koniu. Jakież było moje zdziwienie gdy po raz pierwszy musiałam ukrywać siniaki.
Ale przecież ja na to wszystko zasługiwałam... Spaliłam obiad, przesoliłam zupę, nie powiesiłam na czas prania, nie wytarłam kurzy... Przecież należała mi się kara.
Byłam szmatą, bo wyszłam z przyjaciółką czy własną siostrą do kawiarni!
Byłam kurwą, bo rozmawiałam z innymi mężczyznami.
Byłam ślepa, bo wszyscy dokoła widzieli co się ze mną dzieje... Oprócz mnie samej.
Dostałam SMS'a od Lisy, mojej siostry.
Przyjadę po Ciebie za 15 minut, mam nadzieję, że będziesz już spakowana i gotowa. Pamiętaj, że to co robisz jest dobre. Najlepsze. Kocham Cię.
Odpisałam jej pośpiesznie.
Już czekam. Ja Ciebie też kocham.
Dotknęłam słowa wyślij a zamek w drzwiach zaczął się obracać. Ogarnął mnie strach i paraliż.
Josh się wkurwi, wkurwi się bardzo. Przeze mnie się zdenerwuje. Będzie na mnie zły. Nie chcę żeby się złościł. Schowam szybko walizkę i się położę udając, że śpię. Tak, to dobry pomysł. Nie chcę od niego uciekać. Przecież ja go kocham. Jest dla mnie taki dobry, czasem się pozłości. Podniesie głos czy rękę... Ale przecież sama się o to proszę - nie robię rzeczy, o które mnie prosi albo robię je źle. Wychodzę, chociaż wiem, że mi nie pozwolił. Robię na obiad zapiekankę, choć wiem, że prosił o kaczkę. Śpię, choć miałam sprzątać. Uciekam, choć miałam być na zawsze...
Mój nagły przypływ sił spadł do poziomu poniżej zera. Czułam się brudna. Robiłam świństwo mężczyźnie mojego życia, chciałam uciec i go zostawić na miesiąc przed ślubem.
Chowałam walizkę pod łóżko gdy drzwi do sypialni się otworzyły.
-Bella, wróciłem, zrobiłaś obiad? - Patrzył na mnie z góry tymi swoimi brązowymi ślepiami. Nie potrafiłam się odwrócić i na niego spojrzeć, wiedziałam, że gdy to zrobię to on będzie wiedział co jeszcze przed chwilą chciałam zrobić.
-Kochanie, co się stało? - Czasem potrafił być czuły i uroczy, ale tylko przez chwilę. Odwrócił mnie do siebie przodem i wytarł łzy z policzków. Lustrował mnie wzrokiem.
-Do jasnej cholery, co się stało, że tak beczysz?! - Już był zły. Wystarczyło, że milczałam. Czasem wystarczyło mu, że mam katar i głośniej oddycham żeby przyrównać mą dumę z błotem. I wtedy moja siła wróciła. Wiedziałam, że nie mogę tak dłużej. Nie pozwolę sobą nigdy więcej pomiatać.
-Ja... Ja chcę od ciebie odejść, Josh... - powiedziałam jąkając się. Odsunęłam się od niego a on zaczął się ze mnie śmiać.
-Jesteś niepoważna? Chcesz odejść? Ode mnie? Arabella, słońce, jesteś moja czy to ci się podoba czy nie - powiedział i spojrzał z pogardą, a ja poczułam łzy pod powiekami.
-Nigdy więcej mnie nie obrazisz. Nigdy więcej nie zrównasz mnie z ziemią. Nigdy więcej nie pozwolę abyś mnie uderzył i mną gardził. Kochałam cię, a ty nie umiałeś okazać mi szacunku. Odchodzę, kochanie - powiedziałam z sarkazmem w głosie zaskoczona swoim tonem. Nie miałam pojęcia, że stać mnie na tak silny głos.
-Kochałaś...? Przecież ty wciąż mnie kochasz. Ja ciebie też, za chwilę mamy ślub. Już wiem, okres ci się zbliża, tak? Mogłaś powiedzieć, kupiłbym ci czekoladę. Nie musielibyśmy odstawiać tej pierdolonej szopki! - krzyknął i popchnął mnie na łóżko.
Przygniótł mnie swoim ciałem i zaczął całować po szyi. Wybuchłam płaczem, brzydziłam się jego dotykiem.
-Ja już ci to napięcie sprawnie rozładuję. - powiedział i wsunął swoją rękę pod moją koszulkę.
Szarpał mnie za prawą pierś i gryzł w płatek ucha. Moja bezradność sięgała zenitu, leżałam sztywno jak kłoda. Nie miałam odwagi się ruszyć.
-Nie zgwałcisz mnie po raz kolejny... - powiedziałam cicho, zaskoczona, że się na te słowa zdobyłam.
-Zgwałcisz? Kotku, jesteś moją narzeczoną. - wziął mą dłoń i pokazał mi pierścionek zaręczynowy. - Powiedziałem ci, że cię kocham. Powiedziałaś, że ty mnie też. Gdy ludzie się kochają to uprawiają seks. Przecież się kochamy - powiedział i zaczął całować mój dekolt. Zaczęłam się szarpać. Ugryzłam go w ucho. Puścił mnie, a ja zdążyłam się sturlać z łóżka.
-Co ty robisz głupia suko?! - krzyknął gdy próbowałam się podnieść. Wymierzył mi policzek i znów się przewróciłam. Złapał mnie za warkocza i podniósł moją głowę do góry.
-To ta dziwka ci takich głupot nagadała, hm? Siostrunia od siedmiu boleści. Nie widzisz, że ona chce nas rozdzielić?! Zawsze była zazdrosna o nas. O nasz dom, nasze pieniądze, nasze uczucie, Bella. A ty jej wierzysz! Latasz za nią jak ogon za pieskiem. - spojrzał się na walizkę. - Widzę, że już zdecydowałaś! Jestem ciekaw gdzie ty pójdziesz!? Do siostry?! Znajdę cię tam i zaprowadzę za tego warkocza z powrotem do domu, jak psa, jak głupią sukę. Bo tym właśnie jesteś i na takie traktowanie zasługujesz. Nie ważne gdzie, ja cię zawsze znajdę. Bo należysz do mnie! Słyszysz?! Do mnie! Zrozumiałaś? - Lustrował mnie wzrokiem a ja dławiłam się łzami. Tak bardzo bolała mnie głowa od ciągniętych włosów. Tak bardzo bolała mnie dusza.
Nie poznawałam Josha już od dłuższego czasu. Zawsze starałam się to tłumaczyć. Pewnie ma dużo pracy i jest zestresowany. Prowokuję go. Może znów ktoś mu zarysował samochód... Wymówek było tysiąc, a każda następna gorsza od poprzedniej. Nic nie jest w stanie wytłumaczyć takiego zachowania w stosunku do drugiego człowieka, nic!
-Ona przynajmniej o mnie dba! A ty co?! Ty tylko na mnie wrzeszczysz i mnie bijesz! Nic ci się nie podoba. Wszystko jest nie tak. Nie ważne jak bardzo się staram. Ale wiesz co? W związku obydwie strony muszą się starać, nie tylko jedna - powiedziałam i resztką woli wyrwałam się z jego szponów. Złapałam walizkę i wybiegłam z pokoju. Był zaskoczony moimi słowami oraz reakcją.
Wybiegłam z klatki schodowej. Lisa już na mnie czekała. Gdy zobaczyła jak otwieram drzwi wyszła z samochodu i otworzyła bagażnik. Wiedziała, że musimy działać szybko.
Josh wybiegł za mną.
-Stój! - Krzyknął a ja odruchowo się zatrzymałam. - Jeżeli w tym momencie wsiądziesz z nią do samochodu to już nie masz po co do mnie wracać. Choćbyś wróciła na kolanach, potraktuję cię jak ostatnią dziwkę i nie wpuszczę nawet do klatki, słyszysz?
- Wiele się więc nie zmieni... Nie martw się, nie wrócę. Nie mam do czego, ani do kogo - powiedziałam i wsiadłam do samochodu.
Odjeżdżając widziałam w lusterku jak Josh niszczy kosz na śmieci. Zaczęłam ryczeć, wyć z bólu... A może ze szczęścia?
-Jestem z ciebie dumna, mała. - powiedziała Lisa i pogłaskała mnie po włosach.
I po raz pierwszy od liceum poczułam się szczęśliwa, piękna i wolna.
***
No i mamy pierwszy rozdział. Mam nadzieję, że zostawisz po sobie ślad, drogi czytelniku, w postaci gwiazdki i komentarza! :) To naprawdę wiele dla mnie znaczy.
Pozdrawiam, najtinejt.
CZYTASZ
I'm a grown, strong woman.
RomanceMam na imię Arabella. Od trzech lat mieszkam w małym mieszkaniu w Nowym Yorku. Mam 25 lat i pracuję jako hostessa w jednym z nowojorskich hoteli. Wyprowadziłam się z rodzinnego miasteczka zaraz po tym jak zrozumiałam, że jestem słaba. Że byłam słab...
