Prolog

302 19 8
                                        

Brunatna krew spływała wzdłuż dłoni, aż po koniuszki palców. W końcu lśniące krople spadały, wnikając w ziemie terenu Asmodian. Był oszołomiony. Nigdy nie był pewien czy zdoła zrobić coś takiego.

Zabił. Zrobił kilka ociężałych kroków do tyłu, oddalił się od leżących przed nim zwłok. Szelest liści pod jego stopami wydawał się dopełniać ciszę. Patrzył na srebrne ostrze, połyskujące nienawistnym blaskiem, wbite w jej krtań. Była blada. Jej delikatna uroda ukazywała młodą dziewczyne o jasnych, długich włosach, a jej niebieskie oczy niczym wzburzone morze teraz były puste. Chłopak zasłonił usta dłonią nadal niedowierzając. "Muszę być silny" pomyślał "Nie była godna życia". Chwycił pewnie sztylet i szybkim ruchem wyciągnął je z jej gardła. Zawiesił go na pasie przy biodrze. Wpuścił świeże, niezakażone powietrze do płuc. Wdech - Azphel kazał zabić wszystkich Elyosów. Wydech - ona jest niewinna. Walczył ze swoimi myślami. Zacisnął pięści. Wsiadł na bułanego ogiera, którego ubrudził krwią dotykając jego sierści. Szybko ruszył cwałem, by uciec od tego co się stało. Miał zaledwie 12 wiosen, a przyszło mu na barkach wlec poczucie winy. Próbował wymazać zaistniałą sytuację z pamięci, skupiając się na ciemnych pniach drzew i wesołych kolorowych liściach. Próbował wsłuchać się w szum spokojnej rzeki płynącej obok, jak obija się o skały, jak ptaki uciekają od mroźnych ziem, ale co z tego? Odebrał jej życie za nic. Zabita za to, że chociażby egzystowała. Tak go wychowano. W nietolerancji do wroga. Taki rozkaz Azphela. Azphel nakazał zabójstw. Im mniej cywili na wojnie tym większe szanse... Prawda? Och Elyosi, już jesteście martwi.

Deava z AsmodaeWhere stories live. Discover now