Pain
Otwieram oczy. To nie jest to co chciałbym widzieć. Masa wszelakich rurek i kabli, a do tego cholernie ciężko mi się oddycha. Boli mnie chyba każda kość jaka istnieje w naszych organizmach. To dziwne, że można czuć się aż tak źle.
- Dobrze wiedzieć, że się pan obudził - mówi lekarz wchodząc do mojej sali.
- Jak długo byłem nieprzytomny - pytam na starcie.
- Dwa dni - odpowiada - Ale powinien być pan z siebie dumny
- Dlaczego? - pytam zdziwiony.
- Dzięki pana reanimacji jedna osoba przeżyła - patrzę na niego próbując przypomnieć sobie całe zajście, ale w mojej głowie widnieje jedna wielka pustka.
- Nie pamiętam - odpowiadam - Czy to normalne?
- Tak, zwykle nie pamięta się całego zajścia przez szok mu towarzyszący - trochę się uspokajam. Później mówi mi, że powinienem zostać jeszcze w szpitalu minimum dwie doby a ja jedyne o czym myślę to o tym gdzie do cholery jest Maddie.
- Przepraszam, ale moja żona się tu nie zjawiła? - pytam
- Przykro mi.. - odpowiada i opuszcza moją salę.
Leżę tak sam i jedyne o czym myślę to o fakcie, że jej nie ma. Przecież to nie w jej stylu. Zmęczony rozmyślaniem zasypiam chociaż ciągle śni mi się jej piękna twarz.
- kurwa mać, jedź spokojniej Caroline - warczę na moją menadżerkę.
- spokojnie Theo, zrobisz niespodziankę swojej żonie, obiecuję Ci - śmieje się
- mam nadzieję - odpowiadam.
[...]
- Theo, Theo to ty? - słyszę cichy głos. Spoglądam przed siebie i widzę ją.
Zrywam się ze snu oblany zimnym potem i czuję jak łzy toczą się po moich policzkach, kurwa to było okropnie rzeczywiste. Nie wiem kto spowodował wypadek, ale mój mózg układa najgorsze scenariusze. Zapada zmrok więc postanawiam spróbować znów zasnąć. To najbardziej racjonalne zachowanie teraz
Truth
Czuję czyjeś kroki, z nadzieją szybko wybudzam się z tego koszmarnego snu i marzę aby była przy mnie, ale to tylko pielęgniarka.
- Nikogo dalej tu nie było? - pytam ja z nadzieją lecz ona kręci przepraszajaco głowa.
- Przykro mi - odpowiada a ja jedynie zmuszam się do bladego uśmiechu.
Kolejny dzień mija mi na rozmowach z lekarzem, później z psychologiem a na końcu na zajęciach z fizjoterapeuta. Kurewsko boli mnie noga, która uszkodziłem podczas wypadku, ale muszę ćwiczyć.
Podczas całego dnia nie mam siły myśleć o tym gdzie jest Maddie i dlaczego jej tu nie ma. Przecież jestem pewny, że w gazetach jest o tym głośno. Cholera, gdzie się podziałaś Madeline?
- Theo, boli..
- Cii... Nie mogę wyciągnąć Cię, nie mam pewności, czy nie masz uszkodzonego kręgosłupa, wytrzymaj
- Złap moją rękę - mówi cicho, ujmuje jej dłoń i czuję, że nie ma siły nawet jej ścisnąć. - Kocha... - mówi i czuję jak jej ręką staje się całkowicie bezwładna.
- Maddie! - krzyczę i zrywam się do pozycji siedzącej. Znów to samo. Rozglądam się po sali i widzę Adama.
- Theo, przepraszam, że jestem dopiero teraz, ale musiałem siedzieć z dziećmi, kiedy to Cheryl siedziała przy Maddie na zmianę z Lauren - mówi a ja patrzę na niego jak na głupka. Jak siedziały na zmianę?
- Co? - pytam
- Ty nie wiesz? - teraz on mnie pyta.
- Czego nie wiem?
- Nic nie pamiętasz? - pyta mnie ponownie.
- UWAŻAJ! - krzyczę do niej, ale to już nie ma znaczenia. Auto uderza w nas z dość mocną siłą. Caroline uderza głowa w kierownicę a ja o dziwo jedynie czuje ból w nodze. - Caro? - klepie ja delikatnie ale ona nie reaguje.
[...]
Poznaje auto które spowodowało ten wypadek. Kurwa to jest nasze auto. Otwieram drzwi i widzę ja, przeleciała przez przednią szybę. Jest cała we krwi...
- To Maddie spowodowała wypadek... - mówię
